sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 8

Schowałam szczelnie dłonie w za duże rękawy bluzy mojego przyjaciela. Element jego garderoby nie leżał na mnie aż tak fatalnie ze względu na nasz podobny wzrost, jednak zdecydowanie mogłam stwierdzić, że był za szeroki. Bluza po prostu na mnie wisiała, dzięki czemu spokojnie mogłam się w niej schować. Nie dość, że dawała masę ciepła, to była jeszcze nagrzana od jego ciała. Podobało mi się to. Zdecydowanie nie należę do typów osób, którym ciągle jest gorąco. A tym bardziej w zimę.
Usiadłam powoli na krześle podciągając od razu kolana pod samą brodę. Rękami objęłam mocno swoje nogi i zaczęłam wpatrywać się w mojego towarzysza.
- Nie jest ci zimno? - spytałam po chwili.
Zayn pokręcił przecząco głową i przysuwając sobie krzesło usiadł kilka centymetrów przede mną. A ja mimo to nadal nie spuszczałam z niego wzroku.
- Papieros rozgrzewa. - powiedział, po czym mocno się zaciągając wypuścił z ust dym w kształcie idealnego koła, które skierował prosto na moją twarz.
Zakasłałam i szybko pomachałam dłonią w powietrzu starając się odsunąć od mojej twarzy kłęby dymu. Usłyszałam śmiech chłopaka na co od razu na niego spojrzałam.
- Ale ty jesteś głupi... - powiedziałam z oburzeniem kręcąc przy tym głową, na co chłopak tylko ponownie się zaśmiał.
- Zero przyzwyczajenia. - rzucił z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Przynajmniej nie niszczę sobie zdrowia.
Zayn wzruszył tylko ramionami i tym razem patrząc w bok ponownie zaciągnął się papierosem. A ja na powrót zaczęłam go obserwować. W momencie silniejszego podmuchu wiatru automatycznie przeszedł mnie dreszcz. Objęłam się mocniej, jednak Zayn siedział przede mną mając na sobie jedynie spodnie, skarpetki oraz T-shirt i całkowicie niczym nie wzruszony w spokoju wypalał swojego papierosa.
- Naprawdę nie jest ci zimno? - spytałam ponownie – Będziesz chory... - powiedziałam cicho, a chłopak posłał mi swoje spojrzenie.
Uśmiechnął się ciepło i swoją dłonią potarł powoli jedną z moich rąk powodując przy tym jeszcze większe ciepło.
- Nie skarbie, nie przejmuj się. - odpowiedział – Ale tobie chyba nie jest za ciepło z tego co widzę...
- Nie skarbie, nie przejmuj się. - powtórzyłam, a na jego twarzy automatycznie zagościł szerszy uśmiech.
Zayn zaciągając się po raz ostatni, zgasił papierosa i wrzucił go do popielniczki. Obserwowałam każdy jego ruch i dopiero teraz zauważyłam zdwojoną ilość tatuaży na jego prawej ręce. Każdy był inny, jakby przedstawiał zupełnie odmienną historię...
- Co cię tak zainteresowało? - usłyszałam po chwili, na co od razu oderwałam wzrok od jego ciała i spojrzałam mu w twarz.
- Masz o wiele więcej tatuaży. Jak cię poznałam to nie miałeś ich aż tak dużo...
- Uciekałem tym od rzeczywistości. Co jakiś czas robiłem nowy, paliłem więcej papierosów, skrętów i innych dziadostw... Mało jadłem, czasami ćpałem żeby odreagować, rzadko się odzywałem... Wszystko dusiłem w sobie. Tylko ty wiesz, co tak naprawdę się działo. Nikomu więcej tego nie powiedziałem... - powiedział cicho.
Przekrzywiłam głowę patrząc na niego jeszcze dokładniej. Chłopak uciekł wzrokiem w bok i puszczając do tej pory trzymaną przez siebie moją rękę, oparł się plecami o krzesło.
- Wiesz, że to cię wykończyło? - spytałam, a on tylko pokiwał głową.
- Wiem... - odpowiedział szeptem – Ja nie wyglądam już tak jak kiedyś. I to nie tylko zewnętrznie. Ja czuję się zepsuty od środka. - powiedział ponownie na mnie patrząc.
I w tym momencie nie wiedziałam, co mogę mu powiedzieć. Za tą sytuację z Perrie ciągle byłam na niego zła, ale teraz na powrót to odchodziło. Nie mogłam go za nic obwiniać. On cierpiał przez to jeszcze bardziej... On i tak już wystarczająco przeszedł przez ostatni czas...
- Po tym co się przed chwilą stało pewnie myślisz, że pomyliłaś się co do mnie. - zaczął - Że kiedy tobie działa się krzywda to stałem w twojej obronie, a jak przychodzi co do czego to pierdole wszystkie dziewczyny jak ostatni skończony dupek.
- Wcale nie...
- A właśnie, że tak. - przerwał mi nachylając się bliżej mnie – Jeszcze kilkanaście minut temu mówiłaś mi, że jestem skończonym chujem bawiącym się uczuciami innych, a teraz sama sobie zaprzeczasz.
- Łapiesz mnie za słówka... - zauważyłam, na co usta chłopaka opuścił cichy śmiech.
Po chwili jednak jego twarz spoważniała, a brwi lekko się zmarszczyły w momencie, kiedy bardzo delikatnie przygryzłam moją dolną wargę.
- Nie rób tak. - usłyszałam.
Te trzy słowa chłopak wypowiedział powoli i bardzo stanowczo. Automatycznie zacisnęłam usta i spojrzałam na niego dziwnie.
- Co? Dlaczego? - spytałam po chwili w ogóle nie ukrywając zdziwienia.
- Denerwujesz mnie tym.
Słysząc to moje brwi od razu powędrowały w górę. Nie rozumiałam go. To było nadzwyczaj dziwne...
- Nie lubisz tego? - spytałam, a chłopak uśmiechnął się chyląc przy tym głowę.
Po chwili jego wzrok ponownie utkwił na mojej osobie.
- Lubię. Nawet mógłbym powiedzieć, że uwielbiam. Ale doprowadza mnie to do szału... - odpowiedział, a jedyne, co w tej chwili nasunęło mi się do głowy to zwykłe „Aha”.
Chłopak uważnie mi się przypatrywał, jednak mój wzrok utkwiłam w śniegu, który idealnie układał się na schodach od tarasu. Było chłodno, jednak świeże powietrze obojgu nam dobrze w tej chwili zrobi. Teraz właśnie był dobry moment, żeby porozmawiać i wszystko dokładnie sobie wytłumaczyć... Przynajmniej tak mi się wydawało. Wiedziałam jednak, że nie mogę zacząć tematu o jego udawanym związku zbyt nachalnie. Zayn był bardzo wrażliwy w niektórych tematach. Wiele rzeczy szybko go drażniło. Musiałam jakoś okrężnie do tego dojść tak, żeby powiedział mi wszystko bardzo dokładnie. W sumie mogłabym z nim porozmawiać bez zbędnego owijania jednak wiem, że wtedy dowiem się tylko o tej mniej znaczącej części, a to najważniejsze chłopak na nowo stłumi w sobie.
- Zayn... - zaczęłam powoli przenosząc na niego swój wzrok.
- Hmm...? - usłyszałam głos chłopaka, który jak do tej pory w ogóle nie przestał mnie obserwować.
- Jak ty wczoraj jechałeś, że fotoreporterzy cię zauważyli? - spytałam, a Zayna dosłownie zamurowało.
- Co? - usłyszałam w odpowiedzi – Jak?!
- No właśnie ja się ciebie pytam jak...
- Cholera... Nie dobrze. - stwierdził – Ale skąd wiesz?
- Złapali mnie dzisiaj jak wychodziłam od chłopaków. Pytali się czy to prawda.
- I co im powiedziałaś? - spytał, a w jego głosie wyczułam totalne przerażenie.
- No przecież cię nie wkopałam... Powiedziałam im to, co do tej pory było ustalone. Że ciebie nie ma, masz swoje sprawy do załatwienia i tak dalej...
- To dobrze... - usłyszałam, a w jego głosie wyczułam ulgę - Uwierzyli ci?
- Nie wiem... Mam nadzieję, że tak... - odpowiedziałam szczerze, a Zayn pokiwał powoli głową.
Ciągle zastanawiałam się na jakiej podstawie on nadal nie chce się ujawnić. Jakie są ku temu powody. Co jest nie tak... Ale zdawałam sobie sprawę, że jeżeli zadam mu to pytanie, to i tak nie uzyskam na nie żadnej, nawet najdrobniejszej odpowiedzi. Przynajmniej nie teraz. Postanowiłam więc odpuścić.
- Miałeś mi chyba coś wytłumaczyć. - rzuciłam automatycznie zmieniając temat.
Zayn pokiwał głową.
- Co byś chciała wiedzieć? - spytał.
- Wszystko.
- A konkretnie?
Westchnęłam zdając sobie sprawę, że nie mam w tej chwili przygotowanych do niego żadnych pytań. Ciągle byłam na niego wściekła za tą sytuację, ale tak naprawdę nie wiedziałam, od czego zacząć z nim rozmowę. To mnie za bardzo przytłaczało.
- W sumie to nie mam pojęcia... - powiedziałam zgodnie z prawdą, na co chłopak uniósł wysoko brwi.
- Lubisz rozmawiać ze mną o niczym, prawda? - spytał, a ja zaczęłam się śmiać kiwając przy tym głową.
- Masz rację. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
I faktycznie nasze rozmowy były totalnie bez sensu. Do niczego konkretnego nie prowadziły, ale dawały tak jakby taką krótką chwilę refleksji.
- Dobrze mi z tobą, wiesz? - usłyszałam po dłużej chwili ciszy.
Uniosłam brwi patrząc na niego ze zdziwieniem.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytałam nie rozumiejąc do końca jego słów.
Chłopak uśmiechnął się i nachylił bardziej w moją stronę.
- Chodzi mi o to, że uwielbiam nasze relacje. Są takie ciepłe i... Inne. Wiem, że mogę się przy tobie otworzyć, być sobą. Nie patrzysz na mnie pod pryzmatem bycia gwiazdą i nie traktujesz mnie jakoś szczególnie wyjątkowo. Pozwalasz mi poczuć się normalnie...
- Normalnie?
Zayn pokiwał głową.
- Do tej pory mieszkałem z chłopakami, wychodziłem na wywiady, gale, imprezy... Męczyłem się z codziennymi problemami, których każdego dnia miałem ze zdwojoną siłą... A kiedy się wyprowadziłem i zamieszkałem z tobą poczułem się jak normalny facet, bez zbędnych wyzwań i problemów... Czuję spokój i wiem, że jak tu wrócę zmęczony po całym dniu pracy nie zawalisz mnie pytaniami, nie zrobisz mi awantury o byle co, tylko wesprzesz, pomożesz i pozwolisz w spokoju odpocząć. Do tej pory tego nie miałem...
Zamrugałam kilka razy powiekami i usilnie próbowałam go zrozumieć. Czasami Zayn mówił mi rzeczy, które totalnie mieszały się z rzeczywistością.
- Za kilka miesięcy wyjadę. Nie możesz się aż tak przyzwyczaić do obecnej sytuacji. - powiedziałam – Ja wyjadę, ty wrócisz do chłopaków, ten dom sprzedasz, o wszystkim zapomnimy i będziemy żyć jak dawniej. Każdy pójdzie w swoją stronę.
Zayn słysząc to automatycznie zmarszczył brwi.
- Myślisz, że ja to wszystko zapomnę? - spytał.
- Powinieneś.
- Mylisz się. - odparł oburzony – Nie wiem, jak ty traktujesz to wszystko co się między nami dzieje, ale dla mnie jest to całkowicie poważne. Zrobiłaś dla mnie więcej, niż ktokolwiek inny. Pokazałaś mi, że można żyć inaczej, że można mieć inne poglądy na świat, własne zdanie... Pomogłaś mi wyjść z gówna, w którym siedziałem przez tyle czasu... Ja tego nie zapomnę, ale jak widać ciebie to nawet nie interesuje!
Zayna ewidentnie moje stwierdzenia wyprowadziły z równowagi. Po swoim monologu po prostu wstał i nerwowo zaczął chodzić w tą i z powrotem po tarasie. A ja go tylko obserwowałam zdając sobie sprawę, że chyba jednak trochę przesadziłam.
- Zayn... To nie tak... - zaczęłam próbując jakoś załagodzić napiętą atmosferę.
Opuściłam nogi na kafelki prostując się i w ogóle nie spuszczając z niego wzroku.
- A jak? - spytał zatrzymując się i patrząc na mnie – Przed chwilą dałaś mi do zrozumienia, że...
- Zayn przestań! - krzyknęłam jednocześnie mu tym przerywając. Wiedziałam, że innym sposobem do niego nie dotrę – Jesteś moim przyjacielem i traktuję cię cholernie poważnie i wbij to sobie w końcu do tego swojego pustego łba, bo mam już powoli dosyć ciebie i tych twoich durnych teorii!
Chłopak automatycznie umilkł. Ponownie przestał się odzywać i tylko tępo się we mnie wpatrywał. A wściekłość, która ogarniała moje ciało jeszcze godzinę temu, teraz ponownie powróciła. Miałam ochotę wstać i dosłownie mu przywalić, żeby nareszcie się opamiętał i przestał gadać głupoty.
- Ej no ja nie chcę się kłócić... - usłyszałam po chwili.
- To na cholerę zaczynasz?! - krzyknęłam, a on zmarszczył brwi.
- To ty zaczęłaś...
- Przymknij się! - warknęłam, a on tylko uniósł ręce w stanowczym geście obrony.
A ja tylko wstałam i nie patrząc na niego po prostu weszłam do środka domu, gdzie poczułam gorąco bijące od ogrzanego pomieszczenia. Od razu ściągnęłam z siebie bluzę Zayna, którą powiesiłam na wieszaku w korytarzu i szybko poszłam do salonu. Z impetem usiadłam na kanapie zakładając przy tym ręce w geście protestu. Może faktycznie zareagowałam trochę za ostro, ale w tym momencie wiedziałam, że nic innego by na niego nie zadziałało. Chłopak zmięknie i przestanie się awanturować. I nie myliłam się.
- Ale ja naprawdę nie chcę się kłócić. Weź już się nie złość... - usłyszałam po chwili cichy głos przy moim uchu.
Na ułamek sekundy odwróciłam wzrok w jego stronę, po czym ponownie spojrzałam przed siebie.
- No przepraszam... - powiedział – Nie ciągnijmy już tego tematu... Będziemy się o wszystko martwić jak nadejdzie taka potrzeba, a to na razie jeszcze pół roku...
Słysząc to zmarszczyłam tylko brwi. Za szybko mu ulegałam i wszystko odpuszczałam. Tak nie mogło być.
Po chwili poczułam, jak dłonie chłopaka lądują na moim karku i zaczynają go delikatnie masować. Moje ciało przeszył niepowołany dreszcz. I teraz nie wiem, czy był on spowodowany jego zimnymi dłońmi czy nagłym dotykiem. Przymknęłam oczy i poczułam, jak moje całe ciało się odpręża, a masaż powoli przynosił pożądany skutek. Po chwili opuściłam ręce i pozwoliłam oddać się tej krótkiej chwili ukojenia. Zayn już po tym czasie doskonale wiedział, jak sprawić, żebym przestała się złościć, co zrobić, żebym przestała krzyczeć... Z każdą chwilą odkrywał coraz to nowsze patenty na dojście ze mną do jakiegokolwiek porozumienia. A mi to nie przeszkadzało. Nawet ten masaż. Jest moim przyjacielem. Nie mam mu za złe nic, co robi.
- Powiesz mi w końcu cokolwiek na temat, o którym mieliśmy rozmawiać zanim zaczęliśmy się kłócić? - spytałam i poczułam, jak dłonie chłopaka delikatnie masowały moje barki i ramiona.
- Oczywiście. Tylko powiedz mi, co chcesz wiedzieć.
- Wszystko.
Chłopak zaśmiał się przypominając sobie najwyraźniej to, że znowu nasza rozmowa się powtarza. Jak zwykle zresztą. Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy nie rozmawiali co najmniej dwa razy na ten sam temat.
- Jak jest twoja teoria na temat związku Louisa i Eleanor?
- No że spotkali się kiedyś przypadkowo w Starbucksie, od razu się sobie spodobali i tak to dalej się jakoś potoczyło....
Chłopak się zaśmiał.
- Czyli fałszywa teoria Paula się sprawdziła. Wszyscy złapali ten haczyk.
- Co? O czym ty mówisz? - spytałam odwracając kawałek głowę w jego stronę.
- Kiedy zakończyliśmy nasz etap w X Factorze, nagraliśmy pierwszą płytę, a zainteresowanie nami raptownie wzrosło, Paul zaczął wymyślać wspaniałe pomysły na temat tego, jak to w szybki i tani sposób wznieść nas na wyżyny. Miało to być kilka wspaniałych i wielkich skandali, dzięki którym okładki gazet były nasze, nowe wymysły, zmiany stylów i inne takie cuda, aż w końcu i ustawki, które tak wszyscy bardzo kochamy... - urwał.
Chłopak zaprzestał swoich ruchów, a ja odwróciłam się w jego stronę. Jego wzrok od razu powędrował na mnie, uśmiechając się przy tym szeroko. Przeskoczył kanapę i po chwili siedział już obok mnie.
- Na pierwszy ogień poszedł Louis. - kontynuował – Paul pewnego razu udał się do uczelni, w której uczy się jego córka...
- Chwila. Paul ma córkę?! - spytałam z niedowierzaniem, jednocześnie mu tym przerywając.
Zayn pokiwał głową.
- Tak. Ale myślałem, że o tym wiesz... Ma na imię Rose. No ale to jest mniej istotne. Jadąc ją odebrać zobaczył pod szkołą właśnie Eleanor. Nie da się ukryć, że od razu wpadła mu w oko jako idealna kandydatka. Zaczepił ją, umówił się z nią na rozmowę i nie dając jej ani Louisowi dojść do jakiegokolwiek słowa postawił ich przed faktem dokonanym. Mieli udawać parę. W sumie Eleanor to nie przeszkadzało, bo Lou od razu jej się spodobał. Zakochała się w nim, jednak on traktował to jak tylko zwykły, ale i problemowy element jego pracy. Z czasem dopiero obudziło się w nim jakieś uczucie i po prostu postanowił spróbować. I udało im się. Louis zaprosił ją na prawdziwą randkę, zaczęli od nowa... Po prostu on też się w niej zakochał. Potrzebowali pół roku ustawki, żeby do czegoś między nimi doszło.
Słuchałam tego wszystkiego z niedowierzaniem.
- Boże... Ja bym nawet nie pomyślała... - wyrwało mi się.
Zayn zaśmiał się cicho.
- Wcale ci się nie dziwię, naprawdę. My sami byliśmy w szoku jak weszliśmy do domu i zobaczyliśmy ich jak się całują. Nie wierzyliśmy w to wszystko, a jednak okazało się to prawdziwe.
- A ty i Perrie? - spytałam.
Zayn westchnął.
- Nas Paul siłą złączył w momencie, kiedy dowiedział się, że związek Lou i El stał się prawdziwy. Fani gubili się w swoich podejrzeniach, to żeby było o nas jeszcze głośniej, Paul po prostu nawiązał znajomość z menadżerem jej zespołu i oboje doszli do wniosku, że oba zespoły uzyskają jeszcze większą popularność, jeżeli wezmą kogoś z nas i którąś z dziewczyn i zrobią z nas parę. W Little Mix wolna była tylko Perrie, więc wyboru nie było. U nas natomiast wolny byłem ja i Niall.
- A Harry? - spytałam zdziwiona.
- A on to w tym czasie od kilku dni prowadził swój ustawiony związek z Taylor Swift.
Pokiwałam głową przypominając sobie, jak o tym było głośno na całym świecie. Wszyscy o tym mówili.
- A dlaczego Paul wybrał akurat ciebie do związku z Perrie, a nie Nialla? - spytałam po chwili.
- Bo cały zarząd stwierdził, że Niall musi pozostać „święty i nienaruszony”... - mówiąc to przewrócił oczami i zrobił cudzysłów w powietrzu – Praktycznie co trzecia nasza fanka jest w nim zakochana, więc postanowili zostawić go w spokoju. A ja w sumie nie miałem wyboru. Podpisałem umowę. Z Perrie poznaliśmy się na tyle, żeby wychodząc razem czuć się w miarę komfortowo, jednak z mojej strony nie było nic. Czasami wmawiałem sobie, że może się uda, że może jednak zmuszę siebie jakoś do pokochania jej, jednak nic. Nie umiałem wyrzucić z siebie żadnych uczuć...
Patrzałam na niego z niedowierzaniem i próbowałam to wszystko zanalizować. Próbowałam wyobrazić sobie, jak on musiał się z tym wszystkim czuć... To musiało być coś okropnego.
- Nie zrozum mnie źle... - powiedział dotykając lekko leżącej obok mojej dłoni – Ja tego nie chciałem...
Pokiwałam głową chwytając go za dłoń i mocno ściskając.
- Ja chciałem spróbować. Chciałem, żeby i ona poczuła się w tej sytuacji dobrze. Ale nigdy nie potrafiłem odwzajemnić tego, co z czasem ona poczuła do mnie. Bardzo szanuję kobiety i mimo iż nic do niej nie czułem byłem gotowy się poświęcić i dlatego udawałem. Robiłem to dla chłopaków, ale i dla niej, żeby nie poczuła się wykorzystywana.
- Doszło między wami kiedykolwiek do czegoś więcej? - spytałam cicho zdając sobie sprawę, że mogę w tym momencie przekroczyć granicę jego intymności.
Chłopak jednak pokręcił przecząco głową.
- Nie. Kiedy mieliśmy spędzić razem wieczór, po prostu ona przyjeżdżała do nas i spała w pokoju gościnnym. Dlatego wtedy kiedy cię do nas przyprowadziłem i pierwszy raz miałaś u nas nocować, tyle jej rzeczy było w tym pokoju, a nie w moim.
Pokiwałam głową przypominając sobie tą sytuację. Wtedy nie zwracałam na to uwagi, ale faktycznie były tam jej kosmetyki, ubrania... Teraz wszystko łączyło się w całość.
- Wierz mi, że nie chciałem jej zranić. - powiedział patrząc na mnie, a ucisk jego dłoni się zaostrzył.
- Ale to zrobiłeś. - odpowiedziałam.
- To co ja miałem niby zrobić? Miałem tkwić dalej w tym związku kolejny już rok i dawać, że wszystko jest w porządku?! Ugh... - powiedział i wolną dłonią przecierając sobie czoło oparł się o kanapę – Cholera! - powiedział głośno odchylając głowę do tyłu.
A ja tylko siedziałam i zastanawiałam się, jak mogę mu pomóc. Jednak w tym momencie wiedziałam, że nic nie mogę zrobić, bo w niczym mu nie pomogę. To było zbyt przytłaczające...
- Powinieneś ją przeprosić... - powiedziałam cicho, a on automatycznie na mnie spojrzał.
- Przeprosić? A niby za co?
- Za to co jej powiedziałeś. To nie było wobec niej w porządku...
Zayn głośno westchnął.
- Może i faktycznie źle się zachowałem, ale nie będę przepraszał jej za błąd, który oboje popełniliśmy. Nie powinniśmy się na to zgadzać od samego początku, ale wtedy liczyła się tylko kariera...!
- Zayn... Musisz ją przeprosić. Chociażby tylko za te słowa. Ona to zrozumie, jeżeli na spokojnie jej wszystko wytłumaczysz. Przecież nie zmusi cię, żebyś ją pokochał...
- Ona nie, ale Paul tak. Dlatego właśnie nie chcę się ujawniać. Wszystko się układa, a każda umowa którą podpisałem automatycznie się kończy, bo wszyscy twierdzą, że po prostu mnie nie ma.
- Zayn... - próbowałam coś powiedzieć, ale on mi przerwał.
- Ja po prostu chcę świętego spokoju... I tylko tyle. Wszystko wróci do normy i wtedy wrócę. Ujawnię się fanom, wrócę do chłopaków, a w tym czasie wszystko powróci do tego, jak było na początku.
- Zayn... - powtórzyłam, a on od razu na mnie spojrzał.
- Tak? - spytał, a w jego głosie słyszałam troskę.
- Nie zauważyłeś jednego znaczącego fragmentu tej twojej całej układanki. - powiedziałam.
Zayn uniósł brwi w zdziwieniu.
- Jakiej? - spytał.
- Za tydzień kończy się rok, a wszystkie umowy, które podpisałeś zostaną rozwiązane... - zaczęłam.
- No tak...
- One Direction też... - dokończyłam, a chłopak dosłownie znieruchomiał.
Nie powiedział nic, tylko zamarł w bezruchu. Jego dłoń ścisnęła moją tak, że aż przestałam czuć w niej dopływ krwi. On dosłownie zesztywniał, jakby uświadamiając sobie, że mam rację. Postanowiłam więc kontynuować mój monolog do momentu, w którym chłopak zechce się ocknąć.
- Dzisiaj do chłopaków zadzwonił Paul i kazał im pojechać do siebie. Okazało się, że postawił ich przed faktem dokonanym. Za kilka dni, przed końcem roku zagrają w Londynie ostatni koncert, na którym powiedzą wszystkim, że nie żyjesz. Paul mówił mi to też jak u niego byłam w Wigilię z twoją umową, ale nie brałam tego wtedy aż tak na poważnie... - urwałam, a on nadal wszystko analizował.
Po chwili chłopak oderwał wzrok od ściany i spojrzał na mnie.
- Zauważyłaś, że wszystko znowu się pierdzieli? - spytał, a ja tylko westchnęłam.
- A to co? Myślałeś, że jak wszyscy po tobie rozpaczali i ty nagle wróciłeś to zaraz każdy po kolei rzuci ci się do stóp i będzie cię wielbił za to, że zechciałeś się pojawić? Zayn... Zespół się rozpada, bo ciebie w nim nie ma! Ja nie wiem czy jak siedziałeś u Paul domyślałeś się, co się tutaj działo. Zainteresowanie wami spadło, masa koncertów została odwołana, w listopadzie miał się pojawić wasz trzeci album, a tymczasem są nagrane na niego tylko dwie piosenki w całości!
- Tak... Ja wiem...
- Nie Zayn! Ty nic nie wiesz! Chłopaki po prostu nie wyrabiają! Jeszcze jak Harry trafił do szpitala to tym bardziej byli wykończeni. Przejąć twoje solówki to jest już problem, a co mówić jeszcze o solówkach Harry'ego. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale tak było przez prawie trzy miesiące! Oni chcą grać dalej, chcą tworzyć i być na scenie! - powiedziałam, a Zayn westchnął.
- To niech tak robią. - odpowiedział.
- A ty?
- A ja poukładam swoje sprawy i dopiero wrócę.
- Wtedy to już będzie za późno. - powiedziałam totalnie poirytowana jego zachowaniem.
Zayn tylko wzruszył ramionami.
- Nie obchodzi cię to? - spytałam zaskoczona.
- Obchodzi, ale...
- To wróć do nich! Teraz! - krzyknęłam jednocześnie mu przerywając.
- Nie mogę. Poza tym to i tak nic nie da... Paula do niczego nie przekonamy.
- Jak postawicie się całą piątką to nie będzie opcji, żeby wam się nie udało! - powiedziałam wyrywając dłoń z jego uścisku i patrząc na niego ze złością.
- Chłopaki się nie postawią...
- Jak się nie postawią?! Co ty mówisz! Który z nich oprócz ciebie byłby za sobą, a nie za zespołem?!
- Na przykład Harry? - odpowiedział pytaniem, na co dosłownie go wyśmiałam.
- Harry? Czy ty zdajesz sobie sprawę co właśnie mówisz?
- Tak. Wybaczyłaś mu, co nie? - spytał, a ja zmarszczyłam mocno brwi.
- Tak, ale chyba nie na ten temat rozmawiamy, prawda?
- Możliwe. Ale i tak to wszystko się ze sobą łączy. Popełniłaś ogromną głupotę. - powiedział.
- Na jakiej podstawie tak twierdzisz? - spytałam zakładając przy tym ręce na piersiach.
- Na takiej, że znam go o wiele lepiej niż ty. On cię okłamuje.
Zacisnęłam mocno usta i po prostu wstałam.
- Nie chcę tego słuchać! - powiedziałam stanowczo kierując się w stronę wyjścia z salonu.
- Ej no mała, przestań...
Ale ja się już nie odezwałam tylko szybko wyszłam na korytarz.
- On nie jest taki jak ci się wydaje. On ma swoje układy z Paulem! Okłamuje cię od samego początku! - powiedział, a ja raptownie się zatrzymałam.
Odwróciłam się w stronę Zayna. Chłopak stał kawałek ode mnie całkowicie zrezygnowany.
- Musisz mi uwierzyć... - powiedział cicho.
Popatrzałam na niego przez chwilę, po czym zmarszczyłam brwi całkowicie już wyprowadzona z równowagi. Nie odezwałam się już do Zayna tylko od razu poszłam do swojego pokoju. Jak on mógł aż tak oskarżać Harry'ego?! Przecież on się zmienił! Zagwarantował mi, że jest wobec mnie szczery, że zawsze będzie mi mówił prawdę. A ja mu uwierzyłam. I zdaję sobie sprawę, że nie popełniłam błędu. To Zayn w tym momencie ma tutaj jakieś urojenia. Harry nigdy w życiu by mnie okłamał. Nie sądzę, żebym mogła się w tej kwestii pomylić.
Będąc już w swoim pokoju po prostu usiadłam na łóżku. Zaczęłam się zastanawiać, co mam ze sobą w tej chwili zrobić. Byłam rozdarta. Przetarłam sobie twarz dłońmi i chwyciłam w dłoń telefon. Na ekranie widniały dwie nieprzeczytane wiadomości. Jedna była od... Amelii. Nie powiem, zdziwiłam się.

„Cześć siostra!
Mam takie pytanie... Nie chciałabyś się ze mną spotkać? Ostatnio nie było między nami dobrze... Chciałabym to w jakiś sposób naprawić... Zależy mi na tobie i naprawdę bardzo się stęskniłam. Nie chcę, żeby między nami było źle... Jak tylko możesz, to odezwij się w wolnej chwili.
Amy”


Aha.
Moja siostra nagle sobie o mnie przypomniałam. Zachciało mi się śmiać z całkowitej irytacji. Przecież to było żałosne. Nie ma szans na cokolwiek z mojej strony. Przynajmniej nie teraz. Nie zaprzątając sobie dłużej głowy tą dziwną sytuacją otworzyłam drugą wiadomość od zastrzeżonego numeru. I w tym momencie telefon prawie wypadł mi z ręki, a irytacja została zastąpiona strachem i totalnym przerażeniem.

„Ja chciałem tylko powiedzieć, że cieszę się, że wychodzisz powoli na prostą. Obyś niedługo ponownie się nie załamała. Tłumaczyłem ci, prosiłem, a nawet błagałem, jednak ty mnie nie posłuchałaś i zrobiłaś wszystko po swojemu. Szkoda. Nie chciałem, żebyś cierpiała... Ale teraz nie będziesz miała wyboru...
Już nigdy więcej się nie odezwę. Nie licz na cokolwiek z mojej strony, nie czekaj na wiadomość... Masz przy sobie Zayna i naprawdę... Zaufaj mu.
Uwierz ludziom, którzy są przy tobie i chcą dla ciebie dobrze. Nie wyjdziesz na tym źle.
M.”



___________________________________________________________


Witam Was Kochani <3
Może dzisiaj krótko? Nie chcę przedłużać i Was jeszcze bardziej zanudzać po tym trochę długim rozdziale... Nie jestem co do niego zbytnio przekonana... No ale mam nadzieję, że Wam się podoba. Byłoby mi bardzo miło jakbyście zostawili jakąś swoją opinię. Mam nadzieję, że nie gubicie się tylko w tym wszystkim, a ta historia nie doprowadza Was do szału... :)
Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem <3
Kolejny nie jestem pewna, czy uda mi się dodać w ciągu tygodnia... Mam coraz więcej sprawdzianów w szkole, ale obiecuję, że jak tylko złapię w środku tygodnia wolną chwilę, to od razu zabieram się za pisanie. Jeżeli jednak się nie uda, to w weekend już na pewno możecie spodziewać się dziewiątki ^^
No więc do następnego skarby <3
Kocham Was <3
Wasza @LoveWithHarold

P.S. Nie. Jednak nie będzie krótko. W ostatniej chwili przypomniała mi się bardzo ważna sprawa, którą chciałabym zaznaczyć...
Podczas pisania pierwszej części tego opowiadania spotkałam się z dość dziwną sytuacją, że jedna osoba odeszła od czytania tej historii tylko dlatego, że - jak stwierdziła - piszę nieprawdę. A mianowicie chodziło o to, że Liam jest z Danielle. Owszem, w tej historii Lanielle istnieje, ale chyba każdy kto choć trochę interesuje się chłopcami wie, że nasz kochany Liam obecnie jest z Sophią, a Lanielle od dawna już nie istnieje. Tak samo teraz w tej historii pojawiła się informacja, że Zerrie i Elounor to są ustawki. Proszę Was więc o to, żeby nie brać tego na poważnie. Każdy wierzy w co chce, a te ustawki i wszystkie informacje są stworzone NA POTRZEBY OPOWIADANIA. Wszystko co tu się dzieje jest tylko i wyłącznie MOIM WYMYSŁEM.
Naprawdę pierwszy raz w życiu spotkałam się z taką sytuacją i mam nadzieję, że ostatni. Może się to wydawać totalnie absurdalne, ale no tak właśnie było.
Trochę głupio mi tu o tym pisać, ale po prostu nie chciałabym słyszeć znowu, że kłamię i wypisuję głupoty bo, np. Zerrie to nie jest ustawka, Lanielle nie istnieje, a Niall nie spotyka się z żadną Kate.
Dla mnie osobiście jest to śmieszne, no ale jak widać niektórzy tą historię traktują naprawdę bardzo poważnie... Nie mam pojęcia co mam o tym myśleć, ale po prostu chciałam zaznaczyć i poinformować Was o tym, żebym nie musiała znowu słuchać, że jaką to ja jestem zakłamaną Directioner... Uważam się za fankę chłopców, a nic o nich nie wiem. No cóż... -.-
Dlatego powtórzę...
TA HISTORIA JEST CAŁKOWICIE TYLKO I WYŁĄCZNIE MOIM WYMYSŁEM, A KAŻDA PODANA TUTAJ INFORMACJA JEST STWORZONA NA POTRZEBY OPOWIADANIA.
I proszę nie brać tego na poważnie, naprawdę :)
xx

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 7

Zamurowało mnie. Nie wierzyłam w to, co przed chwilą usłyszałam. Wpatrywałam się tępo w Harry'ego, jednak jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Chłopak po prostu zacisnął mocno usta i wymijając mnie ruszył w stronę salonu. Stałam tak w bezruchu jeszcze dobrą chwilę do momentu, w którym nie ocknęłam się, a mój mózg nie zaczął przyswajać tych informacji. Odwróciłam się i szybko poszłam do salonu, gdzie na kanapie siedział już Harry. Łokciami opierał się o swoje kolana, a twarz schowaną miał w dłoniach. Stanęłam nad nim i tylko go obserwowałam.
- Jak to koniec One Direction? - spytałam po chwili wyraźnie akcentując przy tym słowo „koniec”.
To było jedyne pytanie, które w tej chwili nasunęło mi się do głowy. Jednak nie uzyskałam na nie odpowiedzi. Mój chłopak od razu zaszczycił mnie swoim spojrzeniem.
- Może wam się coś przesłyszało, nie wiem... - kontynuowałam gestykulując przy tym rękami.
Harry tylko pokręcił głową.
- Nie. Paul wie co mówi. I nigdy nie kłamie... - usłyszałam, na co tylko głośno westchnęłam.
- No dobra, okej... Ale to nie da się nic z tym zrobić? Nie da się tego jakoś zapobiec?
Zadając mu to pytanie sama próbowałam wymyślić jakieś w miarę logiczne wytłumaczenie tego wszystkiego. Coś, dzięki czemu będzie można wyjść z tej sytuacji obronnie.
Harry głośno westchnął.
- Wiesz co Paul nam powiedział? Że ma nas już serdecznie dosyć. Robimy co chcemy, nikomu się nie podporządkowujemy i jak to on stwierdził... Ogólnie mamy wszystkich i wszystko głęboko w dupie!
- Przecież to nieprawda! - zaprzeczyłam od razu.
- Skarbie, mi to mówisz? - powiedział całkowicie łagodnym tonem opierając się o oparcie kanapy i zakładając przy tym ręce w geście protestu – Dla mnie to jest jakaś w ogóle chora sytuacja. To w ogóle nie powinno mieć miejsca!
- A Paul... - urwałam.
Harry głośno westchnął.
- Paul... Paul powiedział, że olewamy wszystko po kolei. Ludzie domagają się informacji dotyczących Zayna, zainteresowanie nami spadło, fani wątpią i odchodzą, a on sam nie widzi przyszłości i przede wszystkim nie wyobraża sobie nas dalej, żebyśmy w czwórkę ledwo co ciągnęli ten zespół.
- Ale przecież wy świetnie sobie radzicie... - powiedziałam, a Harry pokiwał powoli głową.
- Odkąd w pełni odzyskałem sprawność w nogach, wróciłem ze szpitala i skończyłem rehabilitację dołączyłem do chłopaków i przejąłem połowę solówek Zayna. Faktycznie bez niego jest ciężko, jest trudniej, ale ciągniemy to dalej i jak do tej pory szło nam naprawdę nieźle. Przynajmniej tak mi się wydawało... - urwał.
- Nie da się tego jakoś naprawić?
Harry pokręcił tylko głową.
- Nie sądzę... Nic już nie będzie takie jak kiedyś... Paul dodał, że niedługo zagramy w Londynie nasz ostatni koncert, gdzie poinformujemy fanów, że Zayn nie żyje.
- Niedługo czyli kiedy? - spytałam.
- Nie wiem. Dziś, jutro, pojutrze, za tydzień... Na pewno jakoś tak do końca tego roku.
Pokiwałam powoli głową i tylko stałam. Wpatrywałam się w niego i kompletnie nie wiedziałam, co mogę mu teraz powiedzieć... Do końca roku został tydzień. Świetnie...!
- Ja sobie jakoś poradzę... - usłyszałam po chwili – Ale boję się o chłopaków. Dla nich zespół był wszystkim... Oddali się mu w całości, a teraz muszą się od tak z nim pożegnać. Oni nie wytrzymają tego psychicznie... - mówiąc to pokręcił na końcu głową.
Nie powiem... Zrobiło mi się teraz cholernie smutno. Jak nigdy. To nie tak miało wyglądać. Podeszłam powoli do Harry'ego i kucnęłam przed nim kładąc mu przy tym ręce na kolanach.
- Będzie dobrze... Zobaczysz... - powiedziałam, a on zacisnął mocniej usta.
- Chciałbym w to wierzyć... - odpowiedział i chwytając moje dłonie, nachylił się i delikatnie je ucałował.
Uśmiechnęłam się do niego i powoli wstałam.
- Będę się już zbierać, tylko skoczę jeszcze na chwilę do Liama zobaczyć czy wszystko z nim w porządku. - powiedziałam po chwili, a Harry pokiwał głową.
Nie czekając na jego odpowiedź po prostu wstałam i szybko pobiegłam na górę. Od razu skierowałam się do pokoju Liama. Uchylając drzwi od razu poczułam znajomy zapach schlanego człowieka. Weszłam do środka i szybko podchodząc do okna otworzyłam go na roścież automatycznie wdychając jak najwięcej świeżego powietrza. Po chwili dopiero odwróciłam się w stronę łóżka, na którym teoretycznie powinien leżeć Liam, jednak praktycznie go tam nie było. Uniosłam z zaciekawieniem brwi i podeszłam bliżej łóżka. Rozejrzałam się po pokoju i w samym rogu przy szafie leżał rozwalony chłopak przykryty skrawkiem koca. Spał i przy tym niezrozumiale mruczał coś pod nosem. Patrzałam na niego z politowaniem i z wielką chęcią wciągnęłabym go z powrotem na łóżko, jednak nie miało to w obecnej sytuacji żadnego sensu. Namęczyłabym się tylko, a on i tak pewnie znowu by z niego spadł i poczołgał się w inny kąt pokoju. Westchnęłam i podeszłam szybko do jego szafki nocnej w poszukiwaniu jakiejś kartki i długopisu. Usiadłam na łóżku i otworzyłam pierwszą półkę, w której zamiast kartki znalazłam jego bokserki i luzem leżące prezerwatywy. Od razu zamknęłam tą półkę i otworzyłam drugą, gdzie znalazłam perfumy, jakiś notes i kilka długopisów. Szybko wyrwałam jedną kartkę na której powoli zaczęłam pisać.

„Liam,
Jak tylko się obudzisz i poczujesz lepiej, od razu do mnie zadzwoń. Nie przeszkadzaj chłopakom, bo i tak nic się od nich nie dowiesz. W kuchni w pierwszej szafce na górze po prawej stronie znajdziesz silne tabletki przeciwbólowe, które powinny ci pomóc...
Czekam na telefon od ciebie, bo chyba musimy porozmawiać.
M.”


Kiedy skończyłam, przeczytałam jeszcze co napisałam i za pomocą znalezionej w szafce Liama taśmy klejącej, przyczepiłam tą kartkę na samym środku drzwi, żeby przepadkiem chłopak jej nie pominął tylko uważnie ją przeczytał. Nie mogłam tutaj dłużej zostać, bo musiałam jak najszybciej porozmawiać z Zaynem o rozpadzie zespołu, do którego jeszcze należy i pomyśleć, co można z tym jeszcze zrobić. Dlatego nie miałam innego wyboru jak tylko prosić Liama o telefon. Zobaczymy tylko kiedy wytrzeźwieje...
Wychodząc z pokoju zerknęłam na niego jeszcze kątem oka, po czym kręcąc głową wyszłam z pomieszczenia. Zajrzałam jeszcze do pokoju mojego chłopaka zabierając z niego torebkę, po czym szybko zbiegłam na dół po schodach. Zajrzałam do salonu, gdzie ujrzałam Harry'ego opierającego się głową o oparcie kanapy. Podeszłam do niego i stanęłam centralnie za nim. Chłopak otworzył oczy, zamrugał kilka razy powiekami i uśmiechnął się lekko.
- Muszę już iść. - powiedziałam patrząc na niego.
- Może cię odwiozę? - spytał, a ja pokręciłam tylko głową.
- Nie fatyguj się. Lepiej połóż się i odpocznij. Jesteś zmęczony...
Chłopak przymknął oczy, a ja nachyliłam się nad nim i będąc twarzami do góry nogami złożyłam na jego ustach krótki pocałunek, który od razu został odwzajemniony. Odsuwając się od niego zauważyłam, jak chłopak się uśmiecha. Na moją twarz niespodziewanie także wstąpił uśmiech. Wyprostowałam się i spojrzałam na niego z góry. Chłopak odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się lekko. Bez słowa zaczęłam się cofać w stronę wyjścia, gdzie szybko wciągnęłam na siebie buty i płaszcz.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? - usłyszałam z salonu, na co tylko cicho się zaśmiałam.
- Wiem. - odpowiedziałam – Jak coś się będzie działo to dzwoń. Do zobaczenia. - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź z jego strony szybko wyszłam na dwór.
Padał śnieg, ale i tak mimo wszystko za bramą mogłam dostrzec masę fotoreporterów, którzy tylko czekali, aż ktokolwiek wyjdzie z tego domu. I się doczekali, bo jak tylko mnie zobaczyli automatycznie wszystkie aparaty i kamery zostały zwrócone w moją stronę. Całkowicie o nich zapomniałam... Westchnęłam i nie mając wyboru szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Na szczęście nie musiałam długo czekać, bo pojawiła się po pięciu minutach. Szybko więc ruszyłam w stronę wyjścia. Ledwo co udało mi się otworzyć furtkę przez natłok reporterów, którzy siłą przepychali się w moją stronę. Nie podobała mi się ta sytuacja. Zdecydowanie to nie moja bajka.
- Panno Lach, co się dzieje z Liamem?
- Dlaczego wrócił do domu pijany?
- Jakie ma problemy?
- Co się dzieje z Zaynem?
- Czy Louis i Eleanor ponownie są razem?
- Czy Harry ponownie dopuścił się przemocy?
Pytań nie było końca, a niektóre z nich były totalnie absurdalne. Wszyscy przekrzykiwali się nawzajem, nagrywali to, robili zdjęcia... Miałam dosyć i jak najszybciej chciałam się przedostać do taksówki, jednak ilość tych ludzi uniemożliwiała mi to.
- Nie udzielam odpowiedzi na żadne z pytań. - powiedziałam stanowczo, chociaż totalnie nie miałam pojęcia co mogę w tej sytuacji powiedzieć.
Przypomniało mi się jak Zayn kiedyś tak przy mnie zareagował na tych ludzi, więc postanowiłam zrobić to samo. Jednak pytania i jeszcze większe naciski nie ustawały. Byłam już poważnie zdenerwowana. W końcu jednak udało mi się przedostać do auta i jak tylko chwyciłam za klamkę usłyszałam bardzo ciekawe pytanie.
- Wczoraj rano była pani widziana z Zaynem i dowody są do tego autentyczne. Czy Zayn nie powinien być przypadkiem gdzieś za granicą i odpoczywać od swoich problemów tak, jak byli o tym wszyscy do tej pory poinformowani?
Słysząc to automatycznie się zatrzymałam i odwróciłam w stronę mężczyzny, który zadał mi to pytanie. Jakim cudem oni nas tam wtedy dojrzeli?! Cholera jasna...! Zaczęłam przez chwilę zastanawiać się nad odpowiedzią. Wiedziałam, że jeżeli nie odpowiem na to pytanie, automatycznie wsypię Zayna... Kurwa...
- Powtarzam to, co było powiedziane już wcześniej przez oficjalny zarząd One Direction. Zayn jest w tym momencie w miejscu, o którym nikt nie wie i raczej się nie dowie. Ma problemy i musi wszystko dokładnie przemyśleć, ale to jest tylko i wyłącznie jego sprawa i jak dobrze mi wiadomo, to wy nie powinniście wtykać nosa w nie swoje sprawy. - powiedziałam to wszystko najspokojniej jak tylko potrafiłam, co w tej sytuacji było naprawdę trudne.
- Ale są zdjęcia! Mamy informacje! Zayn jechał wczoraj rano na motorze!
Westchnęłam.
- To najwyraźniej jesteście źle poinformowani. - powiedziałam i nie czekając na nic więcej szybko wsiadłam do taksówki.
Facet za kierownicą spojrzał na mnie dziwnie.
- Niech pan jedzie... - rzuciłam już całkowicie poirytowana, a facet bez słowa odpalił samochód.
Podałam mu jeszcze adres i widząc ludzi z aparatami centralnie za nami, po prostu szybko odjechaliśmy.
Droga do domu zajęła mi prawie godzinę ze względu na wszechobecne korki. Kiedy tylko znalazłam się na miejscu zapłaciłam taksówkarzowi i szybko ruszyłam w stronę domu. Na szczęście nikt mnie już nie śledził, więc był chwilowy spokój.
W momencie, kiedy uchyliłam drzwi od domu usłyszałam awanturę. Głośne krzyki rozchodziły się po całym domu. Powoli weszłam do środka, i rozbierając się starałam wyłapać, z kim Zayn aż tak się kłóci. Niestety prawie nic z tego nie rozumiałam. Zostawiłam wszystko przed wejściem i ruszyłam w stronę salonu, z którego słyszałam krzyki... Perrie? O cholera...
Niestety odwrotu już nie było... Powoli podeszłam do wejścia salonu, gdzie zobaczyłam chodzącą w tą i z powrotem blondynkę.
- Okłamałeś mnie! - krzyczała, a Zayn tylko obserwował swoje palce.
Po chwili chłopak oderwał się od ściany i nieświadomie spojrzał w moim kierunku.
- Boże! - krzyknął idąc szybko do mnie – Gdzie ty tyle czasu byłaś?! Wiesz jak się cholernie martwiłem?! - krzyknął na mnie mocno do siebie przytulając.
Odwzajemniłam uścisk czując bijące od niego ciepło.
- Gdzie ty byłaś?! - spytał ponownie.
Jego ton głosu był cholernie stanowczy.
- U chłopaków. Przecież wiedziałeś o tym... - powiedziałam, a on zmarszczył brwi.
- Miałaś dzisiaj rano zadzwonić, tak? A tych kilkunastu połączeń ode mnie to nie widziałaś?
- No... Nie. - skłamałam – Przepraszam... No zapomniałam.
Chłopak westchnął.
- Dobrze... Ale nie rób mi tego więcej. Odchodziłem od zmysłów, że coś ci się stało...
- Zayn... Przesadzasz. - powiedziałam, a chłopak ponownie mnie do siebie przytulił.
Odwzajemniłam uścisk widząc, jak bardzo go wystraszyłam. Faktycznie mogłam zadzwonić... Po chwili dopiero znad ramienia Zayna ujrzałam złowrogi wzrok blondynki. Perrie dosłownie zabijała mnie wzrokiem. Szybko odepchnęłam od siebie Zayna i uważniej na nią spojrzałam.
- Cześć Pezz... - zaczęłam, ale jej brwi jeszcze bardziej się zmarszczyły.
- Uważałam cię za przyjaciółkę, a ty co?! Okłamałaś mnie! Tak samo jak on! - krzyknęła.
- Ale chwila... - odezwałam się po chwili próbując skojarzyć jakiekolwiek fakty – Powiedz dokładnie o co ci chodzi.
- Twierdzi, że przez cały czas byłem tutaj w domu... - usłyszałam zirytowany głos Zayna.
A ja i tak nie odrywałam wzroku od Perrie.
- Bo tak było! Nie widziałam cię ponad cztery miesiące, bo mówiłeś, że wyjechałeś! A ja ci głupia wierzyłam!
- No bo tak było do cholery! Ile mam ci to jeszcze tłumaczyć?!
- Chciałam ci przypomnieć, że nie odebrałeś ode mnie żadnego telefonu!
- Nie było potrzeby! - rzucił oschle, a mnie dosłownie zamurowało.
Spojrzałam z niedowierzaniem na Zayna. Jeszcze tak źle nigdy nie odezwał się do Perrie.
- Teraz też! Przyszłam do ciebie, specjalnie przyjechałam, a ty co?! Nawet mnie nie przytuliłeś! Nasze cztery miesiące rozłąki zacząłeś od tekstu „Czego chcesz?!”!
- Przestań... - Zayn już był totalnie poirytowany.
- Tak się ze mną przywitałeś! Tak samo ona! - wskazała palcem na mnie – Zaledwie się pojawiła, a ty od razu do niej podbiegłeś lamentując jak to bardzo się martwiłeś! Ale do mnie nawet słowem się nie odezwałeś!
Perrie krzyczała, a Zayna to ja miałam wrażenie, że coś zaraz rozsadzi od środka.
- Dla twojej informacji nie miałem ani chęci, ani ochoty na rozmowę z tobą. - powiedział stanowczo.
Widziałam, jak Perrie to zabolało. A ja nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie się tutaj działo. Patrzałam to na niego, to na nią. Miałam wrażenie, że za chwilę oboje skoczą sobie do gardeł. Ale przecież oni się kochają! Nie. Przecież to nie tak miało wyglądać. Co się tutaj do cholery dzieje?!
- Ale z nią masz ochotę rozmawiać? - spytała cicho, a w jej oczach widziałam łzy.
Zayn założył ręce na piersiach i spojrzał na nią oschle.
- Tak. - odpowiedział.
Perrie pokiwała głową tłumiąc w sobie łzy.
- Coś mi mówiło, żeby nie zgadzać się na to wasze wspólne mieszkanie. Ja wiedziałam, że tak to się skończy!
- Jak się skończy? - cichy głos wydobył się z moich ust.
- Nie odzywaj się dziwko! - krzyk Perrie kierowany do mnie przepełniony był bólem, żalem i zawodem.
Ale mimo to ja nadal nie potrafiłam zrozumieć, co się tak naprawdę tutaj dzieje. Jednak posłusznie umilkłam. Ale w Zaynie na nowo obudziła się złość.
- Jak ją nazwałaś?! - krzyknął, a Perrie przeniosła na niego swój wzrok.
- Tak jak powinnam! Jest szmatą i tyle! Zniszczyła wszystko! Uważałam ją za przyjaciółkę, a ona odbiła mi faceta! - krzyknęła, a ja aż otworzyłam oczy z niedowierzaniem.
- Nieprawda! - odezwałam się – Nigdy bym ci tego nie zrobiła!
- To ci powiem, że właśnie to robisz! Ja myślałam, że jesteś inna... Ale byłam głupia... Jesteś taką samą suką jak wszyscy inni!
- Jeszcze raz... - Zayn zaczął ale mu przerwałam.
- Hamuj się do cholery! - krzyknęłam na niego, na co na ułamek sekundy nasze oczy się spotkały.
Chłopak patrzał na mnie przez chwilę, po czym wycofał się z salonu i po kilku sekundach ponownie się w nim pojawił. W rękach trzymał skrawek papieru, który... Chwila... To były te papiery, które przekładałam w jego szafce, kiedy szukałam umowy! Coś mi tu nie grało. Teraz to już totalnie mi się to nie podobało...
Zayn natomiast nie czekając na nic, podszedł szybko do Perrie stając centralnie przed nią. Pokazał jej dokumenty i spojrzał na nią złowrogo.
- Wiesz co to jest? - spytał bardzo poważnie.
Dziewczyna zawahała się na chwilę.
- Umowa... - odezwała się cicho.
- No właśnie. Umowa. Między nami. Pierwszy raz podpisaliśmy ją dwa lata temu. W zeszłym roku z rozkazu Paula ją przedłużyliśmy. Prawda? - spytał.
Perrie pokiwała powoli głową.
- W tym momencie ta umowa jest już nie ważna. Minęły trzy dni odkąd nie muszę pierdolić się w ten chory związek!
- Ale... Zayn! - dziewczyna próbowała go jakoś powstrzymać, ale to nic nie dało.
Chłopak na jej oczach porwał dokument na małe kawałeczki, a oczy blondynki automatycznie się zaszkliły.
- Mam dwadzieścia lat, własne życie, karierę, a także miłość! Nikt nie będzie kierował moim życiem, a ja nie będę się bawił w kolejne pierdolone ustawki, bo komuś się to podoba! Radzę ci to zapamiętać.
Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko dosłownie zaczęła płakać. A ja nie sądziłam, że Zayn jest aż tak bezdusznym gnojem. Jak on mógł jej to zrobić?!
- Myślałam, że mnie kochasz... - wyszeptała po chwili.
- Nie. Nigdy cię nie kochałem i ty dobrze o tym wiedziałaś tylko na siłę wmawiałaś sobie, że jest inaczej.
- Bo myślałam, że te dwa lata naszego związku na umowie cię zmienią. Że z czasem poczujesz do mnie to, co ja czułam do ciebie.
Zayn pokręcił głową.
- Nie... Nigdy tak nie było. - zakpił - To koniec. I to już definitywnie. Odczep się ode mnie.
Dziewczyna tylko spojrzała na niego i nie czekając na nic po prostu wybuchając płaczem zabrała swoje rzeczy i szybko wybiegła z naszego domu trzaskając za sobą drzwiami. Zayn natomiast westchnął i spojrzał na mnie. Zmarszczyłam brwi zakładając ręce na piersiach.
- Wiesz, że zachowałeś się jak skończony dupek? Jesteś pierdolonym chujem bawiącym się uczuciami innych! A ja myślałam... - urwałam, po czym kręcąc głową odwróciłam się z zamiarem odejścia, jednak jego dłoń mnie zatrzymała.
- Twierdzisz, że to moja wina? - spytał.
Spojrzałam na niego.
- A czyja? Moja?
Chłopak westchnął.
- Nigdy jej nie kochałem! Ona była tylko kolejnym fragmentem mojego życia, którego nie chciałem, a musiałem zaakceptować.
- Po co to zrobiłeś? - spytałam patrząc na niego.
- Nie miałem wyboru. Na początku kariery czułem się jak marionetka. Robiłem i podpisywałem wszystko, co tylko chcieli. Ale teraz to się zmieniło. Dobrze wiem, czego chcę i nikt nie będzie mi niczego narzucał. Nawet tego, w kim mam się zakochać, a w kim nie.
- Zayn... Ale to i tak nie zmienia faktu, że źle ją potraktowałeś...
- Wydaje ci się. Nie kazałem jej się we mnie zakochiwać. To miała być czysta gra. Roczna ustawka, która ostatecznie przerodziła się w dwuletnią. Ona twierdziła, że będzie z nami tak jak w przypadku Lou z Eleanor. Że z czasem ta ustawka przemieni się w jakąś miłość, ale nie. Ja nic do niej nie czuje.
- Chwila! Moment! - powiedziałam stanowczo wychodząc z salonu i stając na korytarzu – Czy ty chcesz powiedzieć, że związek Louisa i El jest... - urwałam, a on tylko westchnął.
- Chodź... Opowiem ci wszystko.
Mówiąc to podszedł do mnie i chwytając za nadgarstek pociągnął w stronę tarasu. Wolną dłonią wyciągnął z kieszeni papierosa, którego od razu wsadził do ust. Po chwili wyciągnął zapalniczkę i zapalając w domu papierosa od razu mocno się nim zaciągnął.
Obserwowałam go ze złością w oczach, jednak mimo to on ciągle się do mnie uśmiechał, łagodząc przy tym każdy kolejny element mojego niezadowolenia.


_________________________________________________________


Witam Kochani <3
Rozdział 7, trochę się dzieje... No mam nadzieję, że Wam się podoba :)
Wiem, że po tym rozdziale każdemu z Was wyrobi się taka indywidualna opinia na temat Zayna, jedni zmienią o nim zdanie, inni będą mieli do niego pretensje... Chciałam tylko Was poprosić, żebyście nie wyciągali z niczego pochopnych wniosków, bo potem się pogubicie. Spróbujcie postawić się w sytuacji bohatera. Tak moja mała rada... Nic więcej nie powiem :)
Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i ciągle liczę, że będzie ich więcej, chociaż zauważyłam, że statystyki bloga z każdą chwilą coraz to bardziej spadają. Nie mam pojęcia co jest tego przyczyną. Może ja coś robię nie tak...? Nie wiem... Ale jeżeli tak jest to śmiało piszcie jakich chcecie zmian, a ja postaram się poprawić :)
Dzisiaj ponownie zabieram się za kolejne rozdziały na Waszych blogach więc tam, gdzie jeszcze nie ma mojego komentarza, to niedługo się on pojawi ^^
Kolejny rozdział jak mi się uda, to pojawi się w ciągu tygodnia, a jak nie, to w weekend :)
ILYSM <3
Do następnego <3
@LoveWithHarold

P.S. Z racji, że Danielle i Eleanor będą pojawiać się w opowiadaniu przez bliżej nieokreślony przeze mnie czas, zostały dodane do bohaterów :)

+ Jeżeli macie jakieś pytania, chcecie nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt to śmiało piszcie. Nie gryzę ^^

czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 6

Porozmawiamy sobie w domu...”

Taką informację dostałam w momencie, kiedy stojąc samotnie w kuchni napisałam wiadomość do Zayna, że dzisiaj wieczorem na pewno już będę. Po jego odpowiedzi wnioskuję, że chyba nie jest zbytnio zadowolony. Wrócę i pewnie będzie prawił mi kazania jak to on się bardzo o mnie martwił, bo nie było mnie na noc w domu... Wolę o tym jak na razie nie myśleć.
- Serio, nie musisz pisać do Harry'ego wiadomości jak on jest na górze. - usłyszałam rozbawiony głos Louisa.
Automatycznie podniosłam na niego swój wzrok. Chłopak nadzwyczaj zadowolony oparł się o blat w ogóle nie spuszczając ze mnie wzroku. Chowając komórkę do kieszeni uśmiechnęłam się do niego złośliwie i zbyłam jego wypowiedź.
- Upojna noc była, co nie Lou? - spytałam poruszając przy tym brwiami, na co chłopak dosłownie zrobił się czerwony na twarzy.
- Co? - zaczął udając głupiego – Nieee...
- Nie no wcale. - usłyszałam głos Harry'ego, który w tym momencie właśnie pojawił się w kuchni.
Od razu oboje z Lou przenieśliśmy na niego wzrok. Oczywiście... Harry nie byłby sobą jakby nie zszedł na dół w samych spodniach i nie do końca wysuszonych włosach.
- No nie!
Lou nadal speszony próbował się bronić, na co ja starałam się powstrzymać narastający we mnie śmiech.
- No tak. Stary... - Harry przystanął przy nim i złapał go za ramie – Przywaliłeś mi w drzwi dwa razy. Dwa pieprzone razy i to tak cholernie mocno, jak wali facet tylko w momencie kiedy jest porządnie wkurwiony, albo kiedy ma możliwość pieprzenia się z kimś. A ty raczej zły nie byłeś. - stwierdził całkowicie spokojnie, a Lou stał się jeszcze bardziej czerwony na twarzy.
Ja w tym momencie dosłownie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać, a Harry tylko się przed tym powstrzymywał.
Lou popatrzał na niego, po czym przeniósł swój wzrok na mnie i widząc naszą reakcje, zmarszczył brwi i speszył się jeszcze bardziej.
- A idźcie wy...! - rzucił i szybko wyszedł z kuchni.
Jednak mimo wszystko za drzwiami usłyszałam jego śmiech. Czyli jednak nie wziął tego na poważnie.
Spojrzałam na Harry'ego, a chłopak zaśmiał się cicho i wzruszając ramionami podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej sok i już chciał się napić prosto z kartonu, kiedy to podeszłam do niego i obejmując go od tyłu, wsunęłam swoje dłonie w przednie kieszenie jego spodni.
- Hmm...? - usłyszałam w momencie, kiedy złożyłam na jego nagim ramieniu krótkiego całusa.
- Będę musiała zaraz wracać... - szepnęłam.
Chłopak upił kilka łyków soku, po czym odstawiając karton na blat wyciągnął moje dłonie ze swoich kieszeni i odwrócił się do mnie. Objął mnie lekko i przyciągnął do siebie.
- Musisz? - spytał uśmiechając się przy tym lekko.
Widziałam, jak zawzięcie obserwował moje usta.
-Yhym... - wymamrotałam, po czym od razu wsunęłam swoje dłonie tym razem w jego tylne kieszenie.
- Lubisz moje spodnie, prawda? - spytał, na co moje usta opuścił cichy śmiech.
Chłopak uśmiechnął się szeroko. Nie czekając na nic, nachylił się nade mną i łącząc nasze usta w całość od razu pociągnął mnie za dolną wargę, którą jak do tej pory lekko przygryzałam. Uśmiechnęłam się do niego i w momencie, kiedy moje dłonie ścisnęły się trochę bardziej w jego kieszeniach, chłopak ponownie mnie pocałował. Od razu przedłużyłam pocałunek nie czekając na jakąkolwiek dalszą reakcję z jego strony.
Chwilę potem usłyszeliśmy dźwięk jego telefonu sygnalizujący nadchodzące połączenie.
- Nie odbieraj... - wyszeptałam prosto w jego usta.
- Nie mam zamiaru. - usłyszałam w odpowiedzi, co spotkało się z automatycznym uśmiechem na mojej twarzy.
Po kilku sekundach telefon ucichł, a Harry tylko bardziej mnie do siebie przyciągnął całkowicie zmniejszając odległość między nami. Nie minęła jednak chwila, a jego telefon znowu zaczął dzwonić. Tym razem jednak ani ja, ani on nie zwracaliśmy na niego uwagi.
- Odebralibyście może ten telefon, a nie się obściskujecie. - usłyszałam nagle głos Nialla, na co automatycznie oderwałam się od Harry'ego i spojrzałam w stronę wyjścia z kuchni.
Obok Nialla stał Louis ze skrzyżowanymi rękami i oboje głupio uśmiechali się w naszą stronę. Pokazałam im język, a oni po prostu zaczęli się śmiać i zniknęli za rogiem. Odwróciłam się do Harry'ego i wyciągając z jego kieszeni komórkę podałam mu ją. Chłopak tylko westchnął i nie patrząc nawet na ekran po prostu odebrał.
- Czego do cholery?! - warknął do słuchawki.
Uniosłam brwi.
- A... To ty Paul. Co jest? - spytał nawet nie przepraszając za swój nagły, niespodziewany wybuch.
Harry mimo że rozmawiał przez telefon to i tak w ogóle mnie nie puszczał. Obejmował mnie jedną ręką ciągle do siebie przyciągając. A ja po prostu przeplotłam ręce wokół jego pasa i oparłam się głową o jego klatkę piersiową.
- Ale teraz? Paul! Po co?!
Harry chyba był już całkowicie poirytowany.
- Dobra. Zaraz będziemy. - rzucił i się rozłączył chowając telefon od razu do kieszeni.
- Paul dzwonił? - spytałam spoglądając na niego.
- Ta. Mówi, że ma coś ważnego do ogłoszenia i musimy się zaraz w czwórkę u niego pojawić.
Mówiąc to Harry zmarszczył brwi.
- Po co? - tym razem usłyszeliśmy głos Louisa.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Nie mam pojęcia. Kazał natychmiast pojawić się u niego.
- No dobra, no to jedziemy... - powiedział Niall i od razu pobiegł na górę.
Spojrzałam w stronę Louisa, który już wciągał na siebie kurtkę. Po chwili poczułam jak ucisk wokół mojego ciała maleje, a Harry całuje mnie przelotnie w ramię i szybko biegnie na górę. Westchnęłam i ciągle wpatrywałam się w Louisa, który tym razem usilnie już walczył z butami.
- Lou... Spokojnie. - rzuciłam widząc, jak zjadały go nerwy.
Chłopak spojrzał na mnie i zaśmiał się tylko.
- Kurwa, gdzie jest Liam do cholery?! - usłyszałam nagle krzyk Harry'ego z góry.
Louis od razu podrapał się po głowie i spojrzał w stronę schodów.
- A nie ma go tam? - spytał.
- No nie!
- Cholera... To gdzie on jest? Powinien już dawno być w domu. Chyba nie zaszalał z Danielle aż tak bardzo... - Lou zaczął myśleć na głos.
Po chwili na dole pojawił się Niall, a za nim Harry.
- Czy my chociaż raz nie możemy zebrać się w całość i pojechać tam, gdzie nas potrzebują... Razem? - zadał pytanie Niall, na co w odpowiedzi dostał tylko wzruszenie ramion Louisa.
Podeszłam do nich bliżej opierając się o ścianę i krzyżując przy tym ręce na piersiach.
- Harry, prowadzisz. - Louis rzucił w stronę Harry'ego kluczyki od samochodu, po czym od razu wyszedł z domu.
- Zostajesz tutaj? - spytał mnie Harry, na co od razu przeniosłam na niego swój wzrok.
- Miałam jechać, ale zostanę i jak tylko Liam się pojawi to od razu mu przekażę, żeby do was przyjechał.
- To świetny pomysł. - wtrącił Niall, na co tylko się do niego uśmiechnęłam.
- Przekaż mu, żeby był jak najszybciej, bo Paul jest nieźle wkurzony.
Pokiwałam tylko głową, po czym dostając od obydwojga szybkiego całusa w policzek, weszłam w głąb domu, żeby nie czuć wpadającego do środka zimna. Usiadłam na kanapie i moją głowę zaczęły zajmować myśli dotyczące Paula. Czego on mógł od nich teraz chcieć? Nie miałam zielonego pojęcia... Jakoś nic w tej chwili nie przychodziło mi do głowy. Do tego zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę wyprowadziło go z równowagi. Jest zły, a to już nie wróży dobrze. Mimo to przy rozmowie z chłopakami musiałam udać, że o niczym nie wiem. Przecież to nie mogło się wydać...
Nie mam pojęcia, ile czasu zajęło mi to zastanawianie się nad tą całą sprawą, ale nagle usłyszałam otwieranie się drzwi. Nie powiem... Zdziwiłam się, że tak szybko wrócili. Wstałam i od razu wyszłam na korytarz. Widząc to, co tam się w tej chwili działo, po prostu mnie zamurowało.
- Liam...?! - cichy pisk wyrwał się z moich ust.
Chłopak podniósł na mnie swój wzrok i krzywo się uśmiechnął.
- Cześć... - wybełkotał podpierając się ściany.
- Boże, ty jesteś pijany! - krzyknęłam szybko podchodząc do niego i wprowadziłam go do środka domu.
Za drzwiami zobaczyłam masę fotoreporterów, na co tylko głośno westchnęłam i od razu zamknęłam drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Liam chwiejnym krokiem idzie powoli do przodu próbując jednocześnie ściągnąć kurtkę. Po chwili chłopak dosłownie wyłożył się na ziemi. Szybko do niego podbiegłam pomagając mu wstać.
- Liam... Powoli... - zaczęłam totalnie nie mając pojęcia co mam z nim teraz zrobić.
Pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z całkowicie schlanym człowiekiem...
Kiedy chłopak w końcu stanął na nogi, pomogłam ściągnąć mu kurtkę, którą od razu rzuciłam na pobliską szafkę. Nagle nie wiadomo dlaczego Liam wybuchnął głośnym płaczem. Ciągle go trzymałam, aż nagle chłopak rzucił się na mnie. Po chwili dopiero kojarząc fakty poklepałam go lekko po plecach. Gorzki zapach wódki drażnił mój nos, że aż po prostu po sekundzie się od niego odsunęłam.
- Ona jest w ciąży... Jak ona mogła zajść w ciąże! - dosłownie krzyknął ciągle płacząc.
Ja tylko głośno westchnęłam i już wiedziałam o co mu chodzi.
- Powiedz mi czemu ona zaszła w ciąże! - krzyknął w moją stronę, a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, może chciała. - odpowiedziałam całkowicie gubiąc się w tym, co mówię i co się tu dzieje.
Dopiero po chwili dotarło do mnie jaką głupotę palnęłam, ale nie przejmowałam się tym zbytnio, bo on i tak nie przyswaja teraz tego co do niego mówię.
Chłopak tylko pokiwał głową, wybełkotał coś pod nosem machając przy tym rękami, po czym chwiejnym krokiem ruszył w stronę salonu. Szybko do niego podeszłam i biorąc go pod ramię zmieniłam kierunek jego drogi w stronę schodów.
- Ona zniszczyła mi wszystko! - krzyknął, a ja postanowiłam już tylko go słuchać – Jakby nie mogła sobie poczekać tylko dzieciaka jej się teraz zachciało! Głupia szmata zniszczyła mi moje piękne życie!
Liam krzyczał na cały dom, a ja nie mogłam uwierzyć w to, co alkohol robi z człowiekiem. On wygadywał takie okropne rzeczy... Ale z tego łatwo można było wywnioskować, że on po prostu nie chciał tego dziecka. Albo upił się, bo ta informacja za bardzo go zaszokowała. Tego nie mogłam na obecną chwilę stwierdzić... Trzeba było poczekać, aż chłopak wytrzeźwieje.
Wejście z nim po schodach było totalną męczarnią. Kiedy po kilkunastu minutach w końcu nam się to udało, od razu zaprowadziłam go do jego pokoju i położyłam na łóżku. Ściągnęłam z niego jeszcze buty i marynarkę, po czym przykryłam go kocem do pasa i przysiadłam obok czekając, aż uśnie. Chłopak coś jeszcze mruczał pod nosem, a bezsensownego bełkotania nie było końca, do momentu, aż w końcu zmorzył go sen. Liam przez cały czas mówił jaki to on jest teraz nieszczęśliwy, jak Danielle zniszczyła mu życie, a to dziecko na pewno nie jest jego. On zdecydowanie musi wytrzeźwieć...
Powoli wstałam i podchodząc do okna uchyliłam je i odkładając marynarkę na parapet, zabrałam jego buty i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszłam na dół zostawiając jego buty przy drzwiach wejściowych, po czym idąc do salonu od razu wybrałam numer do Louisa. Harry prowadził, więc szczerze mówiąc wolałam zadzwonić do kogoś, kto jest w tym momencie pasażerem.
-
Halo? - usłyszałam od razu po pierwszym sygnale.
- Hej Lou. Gdzie jesteście?
-
Właśnie wracamy.
- Tak szybko? - spytałam nie ukrywając zdziwienia.
-
Ta... Zaraz będziemy. Jak Liam wrócił to nie każ mu już jechać.
- On nawet nie byłby w stanie. Jest za bardzo pijany...
-
Aha... No okej. - rzucił.
A ja zamarłam. Powiedziałam, że Liam wrócił do domu pijany, a on nic sobie z tego nie zrobił?! To nie było w jego stylu! Louis albo zacząłby się śmiać, albo by się poważnie przejął. Nie przyjąłby tej informacji zwykłym „aha”. Coś było nie tak... Coś się stało...
-
Zaraz będziemy. - usłyszałam po drugiej stronie.
Moja ręka wolnym ruchem się opuściła. Nie wierzyłam w to, co usłyszałam. Szybko odłożyłam mój telefon i bez celu zaczęłam chodzić po pomieszczeniu do momentu, w którym nie usłyszałam, jak drzwi wejściowe się otwierają. Od razu pobiegłam w ich kierunku.
Pierwszy do środka wszedł Lou, który nie zważając na nic od razu pobiegł na górę. Za nim pojawił się Niall, który posłał mi kilkusekundowe spojrzenie. Jego oczy były czerwone i całkowicie podkrążone. Płakał. Szybko ściągnął z siebie kurtkę i również pobiegł na górę. A ja stałam i wpatrywałam się w drzwi. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ale w ogóle mi się to nie podobało. Zaczęły mnie już nachodzić myśli, że Harry'emu coś się stało, ale po chwili wszystko mnie opuściło, bo zobaczyłam go w drzwiach. Odetchnęłam z ulgą.
Chłopak wszedł powoli do środka i spoglądając na mnie posłał mi lekki uśmiech, który sekundę potem zniknął. Harry ściągnął z siebie kurtkę, potem buty, a ja podeszłam powoli do niego.
- Ej, co się stało? - spytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi.
Wpatrywałam się w niego, ale jego wzrok utkwiony był w ziemi. Po chwili uniosłam jego podbródek do góry zmuszając do spojrzenia na mnie.
- Powiesz mi o co chodzi?
To pytanie również nie uzyskało odpowiedzi. Byłam już tą sprawą totalnie przerażona.
- Harry...! - podniosłam głos.
Chłopak otworzył usta, a jego wargi zadrżały. Po chwili dopiero wydobył się z nich cichy szept.
- To koniec One Direction.




_________________________________________________________

Hej Kochani <3
Przychodzę do Was już z 6 rozdziałem :D Bardzo się cieszę, że spodobał Wam się poprzedni rozdział. Mam nadzieję, że z tym będzie tak samo, aczkolwiek mam co do niego mieszane uczucia...
Dziękuję bardzo za komentarze do poprzedniego rozdziału. Jesteście kochani <3
Te osoby, które jeszcze nie dodały się do osób informowanych, a chciałby dostawać ode mnie powiadomienia o nowych rozdziałach to proszę o napisanie mi tego pod rozdziałem, albo proszę o przejrzenie zakładek :)
Kolejny rozdział prawdopodobnie pojawi się w ten weekend ^^
Do następnego Skarby :D
ILY <3
@LoveWithHarold

Mixer
Skarbie... Co do twoich pytań.

Co z Perrie?
No na razie ona zajmuje się sobą, więcej nie mogę zdradzić, bo wszystkiego się domyślisz, ale mogę dodać, że pojawi się tutaj bardzo, ale to BARDZO niedługo ^^

Kiedy Zayn się ujawni chociaż tylko przed chłopakami, że żyje i dlaczego nie może tego zrobić?
No kiedyś na pewno się ujawni xD I to również stanie się BARDZO niedługo. Szczerze mówiąc to zmusi go do tego pewna sytuacja... :)
A dlaczego nie może tego zrobić... Jak na razie odpowiedź na to pytanie zna tylko on. Sobie, jak i tym, którzy o nim wiedzą wmawia, że na razie nie chce tego robić, bo ma swoje indywidualne problemy do załatwienia. Jednak mimo wszystko chłopak ma wiele do ukrycia. Dodam tak na marginesie, że Zayn sam gubi się w tym co robi. Chłopak ma swoje tajemnice, które z każdą chwilą będą się stopniowo ujawniać, mimo iż on sam nie będzie tego chciał. Radzę nie brać wszystkiego co on mówi na poważnie... xD

Mam nadzieję, że nie pogubiłaś się w tym, co tutaj napisałam. Starałam się odpowiedzieć na te pytania miarę logicznie, jednak nie mam pojęcia, czy mi to wyszło. Bo kochanie dobrze wiesz, że niestety, ale nie mogę wyjawić tutaj wszystkiego przed Wami czarno na białym, za co wylewnie przepraszam ^^
Zresztą teraz też mam wrażenie, że w tych odpowiedziach już za dużo powiedziałam... xx

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 5

Budząc się poczułam, jak czyjaś dłoń nadzwyczaj delikatnie głaskała mnie po głowie i plecach. Powoli i leniwie otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam czarnego wytatuowanego ptaka na klatce piersiowej, która powoli i stopniowo unosiła się, a chwile potem opadała. Wolno poruszyłam się, a do tej pory mocny ucisk ramion wokół mojego ciała raptownie zelżał. Głaskanie również ustąpiło. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami.
- Dzień dobry skarbie. - usłyszałam ten lekko zachrypnięty głos prosto nad moją głową.
Powoli wsparłam się na dłoni, która ułożona była na klatce piersiowej chłopaka, po czym od razu na niego spojrzałam. Harry uśmiechał się do mnie delikatnie. Odpowiedziałam mu tym samym. Na sekundę przeniosłam wzrok na stojący obok na szafce zegarek. Dochodziła dziewiąta.
- Długo nie śpisz? - spytałam zaspanym głosem przenosząc wzrok na chłopaka.
- Od jakiś trzech godzin. Obudziłem się chwilę po szóstej.
Uniosłam powoli brwi.
- Tak wcześnie? I nie poszedłeś dalej spać? - spytałam i nagle niepowołanie ziewnęłam.
Jedną dłonią powoli przeczesałam sobie włosy, które jak podejrzewałam, wyglądały fatalnie.
- Nie. Wolałem popatrzeć jak śpisz. - odpowiedział.
- Nie rozumiem cię... - pokręciłam głową przeciągle ziewając.
Chłopak zaśmiał się cicho.
- Ja tam bym wolała spać niż na siebie patrzeć. - rzuciłam wzruszając lekko ramionami.
Harry uśmiechnął się i odgarnął mi za ucho zwisający kosmyk włosów.
- Po prostu dawno tego nie robiłem. - powiedział po chwili.
A ja tylko go obserwowałam. Wiedziałam już, że ta wypowiedź nie będzie miała takiego szybkiego końca.
- Dawno? - wymsknęło mi się po chwili.
- Cztery miesiące temu ostatni raz przytulałem cię w ten sposób... Wczoraj pierwszy raz od tak długiego czasu zgodziłaś się ze mną zostać, razem zasnęliśmy, a dzisiaj obudziłem się w twoich objęciach. Poczułem się... Inaczej. - powiedział cicho.
Zaczęłam powoli analizować to, co właśnie powiedział, a z racji, że dopiero co się obudziłam, to zdecydowanie nie szło mi to najlepiej.
- Poczułeś się gorzej, prawda? - spytałam patrząc na niego.
Chłopak uniósł brwi, zaśmiał się i od razu chwytając mnie mocno w pasie przyciągnął mnie do siebie i z całej siły przytulił.
- Nie głuptasie. Nawet nie wiesz jak bardzo jestem w tej chwili szczęśliwy... - wyszeptał mi do ucha.
A ja po prostu nie wiedząc, co mogę w tej chwili zrobić, wsunęłam swoje ręce pod jego szyję i mocno się w niego wtuliłam.
- Przez ten czas, kiedy spałaś dotarło do mnie, ile w ostatnim czasie straciłem, co mnie ominęło i zdałem sobie sprawę jak wielkim dupkiem byłem od początku naszej znajomości... A teraz czuję się tym pierdolonym szczęściarzem, bo dotarło do mnie, że przecież mogłaś już do mnie nigdy nie wrócić, a jednak mi wybaczyłaś. - urwał, a ja podniosłam swoją głowę tak, by móc mu spojrzeć w oczy.
Chłopak wymusił uśmiech, który sekundę później znikł z jego twarzy.
- Nie zasługuję na to. - dodał po chwili i zobaczyłam, jak bardzo jest mu teraz ciężko.
Jego ucisk wokół mojego ciała zelżał, a twarz przeszedł smutek. Wzrokiem uciekł w bok i zamknął na chwilę oczy. Zauważyłam, że właśnie teraz naprawdę do niego to wszystko dotarło. W tej chwili wiedział już dokładnie, jakie błędy popełnił, co było nie tak i dlaczego to wszystko potoczyło się kiedyś tak, a nie inaczej. Jak widać on po prostu potrzebował czasu, a nasza wspólna izolacja od siebie i ciągłe trzymanie się na dystans było bolesne, ale tylko mu w tym pomogło.
Po chwili ciszy wysunęłam powoli jedną dłoń spod jego szyi i odgarnęłam mu nachodzące na czoło loki. Harry od razu na mnie spojrzał. W jego oczach widziałam łzy i skruchę.
- Ej... - zaczęłam widząc, jak chłopak powoli zaczyna się rozklejać pod wpływem wspomnień i wszystkich emocji, które są z tym związane.
Założyłam mu kilka kosmyków za ucho, a chłopak po chwili uśmiechnął się do mnie lekko. Jednak ten uśmiech też był chwilowy. Jego twarz na powrót pokryła się smutkiem.
- Miałeś już do tego nie wracać. - przypomniałam, na co chłopak westchnął i pokręcił głową.
- Nie da się...
- Harry... - chciałam coś powiedzieć, ale on mi przerwał.
- Nie powinnaś mi wybaczyć. Nawet jakbym cię błagał o to milion razy, nie powinnaś tego zrobić.
- To twierdzisz że popełniłam błąd? - spytałam.
Chłopak zamyślił się przez chwilę.
- Tak. Nie zasługuję na nic. - odpowiedział, a ja tylko głośno westchnęłam.
Nachyliłam się nad nim bardziej i oparłam się czołem o jego czoło. Harry zacisnął mocno powieki, a jego ręce z powrotem mocno przycisnęły mnie do jego ciała.
- Nie myśl tak... - wyszeptałam.
I w tym momencie między nami zapadła cisza. Trwała dobre kilka minut, dopóki Harry w końcu na mnie nie spojrzał. Patrzeliśmy sobie w oczy przez dobrą chwilę, dopóki na nowo nie usłyszałam jego głosu.
- Bałem się, że już nigdy nie wyjdziemy na prostą, że cały czas będziemy trzymać się na dystans... Nie chciałem tego... - jego szept przepełniony był bólem.
- Nikt nie mówił że będzie łatwo...
Chłopak tylko zamknął na chwilę oczy, po czym z powrotem je otworzył uśmiechając się lekko.
- Nie myśl o tym więcej... Proszę... - powiedziałam cicho, ale on się nie odezwał.
Ale ja i tak mimo wszystko patrzałam na niego czekając na jakąkolwiek odpowiedź.
- Zawsze będę miał żal do siebie za to wszystko co się stało. - usłyszałam po chwili.
Westchnęłam i już chciałam się od niego odsunąć, kiedy znowu usłyszałam coś, co automatycznie mnie zatrzymało.
- Boję się, że mnie zostawisz.
Od razu na niego spojrzałam totalnie nie wiedząc, że co mogę powiedzieć.
- Boję się, że odejdziesz i już nigdy nie wrócisz. - kontynuował.
- Przecież wiesz, że tak nie będzie. - powiedziałam, a przez jego twarz przemknął chwilowy uśmiech.
- To obiecaj mi to. - rzucił, a ja znieruchomiałam.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. On stawiał mnie w tej chwili w sytuacji niemal bez wyjścia. Ale Harry czekał na odpowiedź. A ja i tak milczałam. Dopiero po chwili usłyszałam jego głos.
- No właśnie...
- Harry, to nie jest tak... - odezwałam się próbując uratować tą całą sytuację.
Ale mimo to i tak nie wiedziałam co mogę mu powiedzieć. Prosił mnie w tej chwili o coś, czego nie mogłam mu zagwarantować. Na obecną chwilę wiedział, że go nie zostawię, jednak na dłuższą metę.... Tego nie mogłam mu obiecać.
Między nami zapadła cisza. I w tym momencie wiedziałam już, że cała miła atmosfera między nami na nowo się zepsuła. Nasza rozmowa znowu zeszła na bardzo poważny temat, który z każdą chwilą staje się coraz to bardziej bolesny. Poczułam lekkie ukłucie w sercu.
Zacisnęłam mocno usta i popatrzałam jeszcze przez chwilę mu w oczy. Chłopak nie był zły. Ogarniał go smutek i z każdą chwilą coraz to większe przygnębienie. Uciekłam wzrokiem w bok i już chciałam się odsunąć, ale zatrzymał mnie chwytając za nadgarstek.
- Proszę cię nie odchodź... - powiedział, a ja przeniosłam na niego swój wzrok.
Przysiadłam na piętach centralnie obok niego. Chłopak od razu się podniósł siadając naprzeciwko mnie.
- To nie tak miało zabrzmieć... Przepraszam. - powiedział – W ogóle nie powinienem wymagać od ciebie takiej obietnicy... - dodał spuszczając wzrok.
- W sumie to... - zaczęłam, ale on spojrzał na mnie od razu mi przy tym przerywając.
- W cale się nie dziwię, że tego nie robisz. Wcale się też nie dziwię, że nie masz do mnie zaufania. Po tym wszystkim co ci zrobiłem... Masz do tego podstawy. Ja po prostu się boję, że znowu popełnię jakiś błąd, przez który wszystko się zniszczy, a ja nie dostanę od ciebie więcej żadnej szansy...
A ja go tylko obserwowałam. Nie wiedziałam co mogę mu powiedzieć... Harry jedynie spuścił wzrok i pokręcił głową. Po chwili nie mogąc już dłużej znieść tej napiętej atmosfery między nami, przysunęłam się do niego bliżej i usiadłam mu okrakiem na nogach.
- Błagam cię, nie myśl o tym... - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Nie da się o tym nie myśleć... Zawsze będę się obwiniał. - odparł, a ja tylko westchnęłam.
Odgarnęłam mu dłonią włosy z czoła i chwyciłam jego twarz w obie dłonie.
- Kocham cię, rozumiesz? I mimo tego wszystkiego co było, ja wierzę, że się zmienisz. A teraz jestem tu z tobą, bo wierzę, że uda nam się jeszcze raz.
Chłopak zacisnął mocno usta spuszczając wzrok, ale sekundę potem na nowo na mnie spojrzał.
- Nie zadręczaj się już, okej? - zaczęłam, a on popatrzał na mnie chwilę, po czym powoli pokiwał głową.
Po chwili jego usta się otworzyły, a z ruchu jego warg bezgłośnie mogłam wyczytać krótkie „kocham cię”. Po mojej twarzy automatycznie przemknął szybki uśmiech, po czym od razu go do siebie przytuliłam. Chłopak od razu się we mnie wtulił.
- Nalałbyś mi wody do wanny? - po krótkiej chwili szepnęłam mu do ucha, na co on od razu odsunął się ode mnie.
Uniósł z zaciekawieniem brwi.
- I tak nigdzie nam się dzisiaj nie spieszy, to akurat jest czas i z chęcią wzięłabym gorącą kąpiel z samego rana... A ty może byś mi w tym pomógł, jeżeli oczywiście nie masz... - urwałam w momencie, kiedy poczułam jego palec na moich ustach.
Uniosłam brwi, na co na twarzy Harry'ego zauważyłam szeroki uśmiech.
- Z wielką chęcią. - powiedział nachylając się bliżej mnie.
Uśmiechnęłam się i widząc, co on planuje w tej chwili zrobić, szybko zeszłam z łóżka i powędrowałam w kierunku krzesła, gdzie leżały moje ubrania.
- A ty gdzie się wybierasz? - usłyszałam, na co spojrzałam na niego odruchowo.
- Zanim naszykujesz nam kąpiel, ja w tym czasie zdążę skoczyć do kuchni i się czegoś napić. Gwarantuję ci, że to nie potrwa długo. - powiedziałam z uśmiechem, na co chłopak pokiwał głową.
Wzięłam w dłonie swoje rzeczy i już chciałam je na siebie założyć, kiedy ponownie usłyszałam jego głos.
- A nie możesz założyć mojej koszuli?
Spojrzałam na niego odruchowo unosząc przy tym brwi.
- Harry... Nie jesteśmy sami w domu. A jak ktoś będzie na dole? Jak to będzie wyglądało? Ja w samej bieliźnie i twojej koszuli paradująca przy wszystkich po waszym domu.
- Oj no i co z tego? Poza tym ty myślisz, że oni wszyscy już powstawali?
Zaczęłam się zastanawiać.
- Może... Skąd wiesz?
Harry zaśmiał się cicho.
- Sądząc po tym co się wczoraj działo, to na pewno wszyscy jeszcze śpią. Lou miał pewnie bardzo ciekawą noc, Niall śpi bardzo długo, a z Liamem to nigdy nic nie wiadomo. Więc tak naprawdę nie masz się czym przejmować. Poza tym... Jesteś ze mną więc tym bardziej oni nie mają nic do gadania. - zakończył uśmiechając się przy tym dość znacząco.
Westchnęłam i wiedząc, że nic nie zdziałam, odłożyłam swoje rzeczy i biorąc wiszącą na oparciu krzesła jego koszulę, szybko zarzuciłam ją na siebie i od razu na niego spojrzałam.
- Jak coś, to będzie na ciebie. - powiedziałam i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź szybko wyszłam z pokoju.
Na korytarzu panowała cisza. Chyba faktycznie wszyscy jeszcze śpią. Schodząc boso po schodach powoli zapięłam koszulę Harry'ego od połowy mojego brzucha w dół, ale mimo to i tak jej długość była niemal do połowy moich ud. Zmuszona byłam też podwinąć rękawy prawie do łokci, gdyż normalnie sięgały mi aż za palce. Przynajmniej było mi ciepło.
Na dole również panowała cisza, ale w salonie panował burdel. Po wczorajszej kolacji oczywiście nikt nie posprzątał. Westchnęłam i skierowałam się w stronę kuchni. Nie zważając na nic weszłam do środka, co od razu spotkało się z moim ogromnym zdziwieniem. Na blacie siedziała Kate, a między jej nogami stał Niall i jakby nigdy nic, po prostu się obściskiwali. Uniosłam brwi, a po chwili na moją twarz wstąpił niespodziewany uśmiech. Oparłam się o framugę drzwi i uważnie ich obserwowałam, a uśmiech dosłownie nie schodził mi z twarzy. Widok Nialla w takiej sytuacji był zupełnie inny. Chłopak przy Kate całkowicie się zmieniał. To jest nie do pomyślenia, jak kobieta może zmienić faceta.
Po chwili dopiero usłyszałam śmiech ich obojga.
- Niall już, bo się spóźnię... - powiedziała cicho prosto w jego usta.
- Ostatni całus. - odezwał się Niall, a dziewczyna cicho się zaśmiała.
Jednak po chwili słychać już było tylko mój śmiech, oraz można było zobaczyć speszone miny obojga.
- Nieee naprawdę. Nie przeszkadzajcie sobie. - odezwałam się podchodząc powoli do lodówki – Ja przyszłam tylko po wodę. - rzuciłam, a uśmiech na mojej twarzy poszerzał się jeszcze bardziej.
- Mówiłam ci Niall, że przyjście tutaj nie jest dobrym pomysłem! - powiedziała cicho Kate, ale ja oczywiście udałam, że tego nie słyszałam.
- Która godzina? - spytała po chwili, na co ja spojrzałam w jej stronę.
- Podejrzewam, że coś koło dziesiątej. - rzuciłam, na co zauważyłam przerażenie w jej oczach.
- O cholera! Nie zdążę! - niemal krzyknęła szybko zeskakując z blatu – To przez ciebie Niall! - powiedziała zabijając wzrokiem blondyna – Jak nie zdążę... - zaczęła, ale chłopak nagle jej przerwał po prostu ją do siebie przyciągając i mocno całując.
- Zdążysz. - powiedział nadzwyczaj spokojnie, a dziewczyna tylko westchnęła.
- Mam nadzieję... Zobaczymy się wieczorem. - powiedziała i szybko pobiegła w kierunku wyjścia z domu.
Po chwili można już było usłyszeć zamykanie się drzwi wejściowych. W tym momencie Niall odwrócił się w moją stronę, a ja tylko uniosłam brwi uśmiechając się do niego. Bez słowa podeszłam do szafki i wyciągając z niej szklankę od razu wlałam sobie do niej wody, po czym butelkę od razu schowałam do lodówki. Spojrzałam na nadal speszonego Nialla.
- Spokojnie. Nie krępuj się. - zaczęłam upijając łyk wody.
- W sumie to dobrze że ty nas przyłapałaś, a nie któryś z chłopaków, bo nie obeszłoby się teraz bez kazań... - odezwał się, a ja zaczęłam się śmiać.
Oparłam się o stojącą za mną kuchenkę i uważnie się w niego wpatrywałam.
- To całkiem normalne. - zapewniłam go.
Chłopak uniósł w zaciekawieniu jedną brew.
- Naprawdę. - powiedziałam – Widać w nocy trochę się działo... - zaczęłam chcąc pociągnąć trochę ten temat.
Niall zaczął się śmiać.
- Prędzej to ja mógłbym to powiedzieć o tobie. - rzucił, a ja otworzyłam szeroko usta.
- No wiesz?! - rzuciłam udając oburzenie, na co chłopak wyciągnął z lodówki karton z sokiem.
- Jeden zero dla mnie. - powiedział, a ja tylko prychnęłam śmiechem.
- Chciałbyś. U nas było zupełnie spokojnie. - powiedziałam.
Niall od razu obleciał mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Mam w to wierzyć? - spytał upijając łyk soku z kartonu.
- Nie masz wyboru. Harry nie szaleje. - rzuciłam, na co Niall dosłownie się zachłysnął.
Szybko do niego podeszłam i zabierając mu sok z ręki, szybko posadziłam go na krześle i poklepałam mocno po plecach. Niall głośno kaszlał, a ja nie mogłam się opanować ze śmiechu. Po chwili blondyn pokręcił tylko głową, spojrzał na mnie i również zaczął się śmiać.
- Boże... - odezwał się, a ja dalej się śmiałam – Uznajmy, że wierzę.
Podałam mu kawałek ręcznika papierowego, a chłopak od razu wytarł sobie nim załzawione oczy. Po chwili dopiero spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- A tak w ogóle to jak wam się układa? W sensie tobie i Harry'emu... - spytał, a ja oparłam się plecami o blat.
- No prawdę mówiąc to łatwo nie jest.
- Ale próbujecie?
- Próbujemy. - potwierdziłam.
Niall pokiwał głową.
- Ale ty wcale nie jesteś lepszy! - rzuciłam szybko zanim on zdążył cokolwiek jeszcze powiedzieć.
Niall uniósł brwi.
- Ale co ja zrobiłem? - spytał.
- Miałeś zabrać Kate tylko do Ameryki i sprawić, żeby cię znienawidziła, a tu co? Wchodzę dzisiaj do kuchni, a wy nie możecie przestać się obściskiwać! - rzuciłam z uśmiechem na twarzy.
Niall automatycznie zrobił się czerwony na twarzy.
- Kochasz ją? - spytałam po chwili.
On pokiwał głową.
- Nawet nie wiesz jak bardzo... To naprawdę jest coś poważnego. - odpowiedział – Ale nie rozumiem tylko, dlaczego Liam nie potrafi tego zaakceptować. Tylko jemu to nie pasuje.
- Może ma jakiś powód... - powiedziałam, a Niall wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia...
- Oj nie przejmuj się. Przejdzie mu. - powiedziałam klepiąc go po ramieniu.
- Tak myślisz?
- No nie ma innego wyboru. Grunt, że jesteś szczęśliwy z Kate. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy kierując się powoli w stronę wyjścia z kuchni.
- A ty gdzie idziesz? - spytał, a ja spojrzałam na niego wychodząc.
- Obiecałam Harry'emu, że zaraz do niego przyjdę, a coś mi się to przedłuża.
Niall słysząc to zaczął się śmiać, a ja tylko zatrzymałam się i spojrzałam na niego zdziwiona.
- I mam uwierzyć, że wy faktycznie nic tam nie robicie? - spytał.
Zmarszczyłam brwi, po czym uśmiechnęłam się.
- A idź ty zboczeńcu! - rzuciłam i szybko pobiegłam na górę, a donośny śmiech Niall odprowadził mnie aż pod drzwi od pokoju.

***

- Tak sobie pomyślałem...
- Hmm...? - mruknęłam cicho w ogóle nie przerywając mojej zabawy palcami Harry'ego ponad wodą.
- Co byś powiedziała, jakbym zaproponował ci, żebyś z nami zamieszkała? Albo chociażby ze mną. - spytał po chwili.
Zatrzymałam się w swojej czynności opuszczając nasze dłonie do wody.
- Wiesz dobrze, że nie mogę. - powiedziałam.
- No tak, ale i tak sama jesteś teraz w tym domu...
- To nie jest ode mnie zależne. Nie byłabym sama, gdyby Zayn nie zginął. - mówiąc to przełknęłam głośno ślinę.
Ton mojego głosu również się ściszył.
- Jakby to było ode mnie zależne, to przecież nie byłoby nawet tego tematu. A w obecnej sytuacji nie mogę. - rzuciłam od razu – Jestem tam zameldowana do końca tego projektu szkolnego.
Mimo, że Harry siedział za mną to poczułam, jak pokiwał głową. Westchnął cicho.
- Po prostu siedzisz tam sama całymi dniami...
- Nie mam innego wyboru. Ale nie narzekam. Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Jakby coś było nie tak, to przecież od razu bym ci powiedziała.
- Ja tylko się martwię... - usłyszałam.
- A ja to doceniam. - odpowiedziałam, od razu bardziej opierając się plecami o jego klatkę piersiową i wtulając twarz w zagłębienie jego szyi.
Chłopak wyszukał pod wodą moje dłonie i przeplatając nasze palce mocno mnie do siebie przytulił.
Zamknęłam oczy i z uśmiechem na twarzy, przy boku faceta, którego pomimo wszystko kochałam, całkowicie oddałam się obecnej chwili. Pozwoliłam jej trwać bez względu na to, kiedy obecnie będące szczęście między nami planowało nas znowu opuścić...




_________________________________________________________


Hej Kochani <3
Rozdział 5, jest jaki jest... Nie wiem, czy wszystko jest z nim w porządku, czy nie... No mam do niego mieszane uczucia. Ale i tak opinie pozostawiam Wam :)
Dziękuję, za komentarze pod poprzednim rozdziałem <3
Jeżeli mi się uda, to rozdział 6 możliwe, że pojawi się jutro, ale nic nie obiecuję ^^
Jeżeli macie jakieś pytania, coś Was nurtuje, śmiało je do mnie kierujcie. Postaram się na nie odpowiedzieć :)
Do następnego Skarby ^^
ILY <3
Wasza @LoveWithHarold

czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 4

- Jakieś plany na dzisiaj?
To pytanie totalnie odsunęło mnie od moich obecnych myśli. Spojrzałam na Zayna, który w tym momencie przeżuwając spory kawałek mięsa uważnie mi się przyglądał.
- Ehm... Tak. - odpowiedziałam bez zbędnego zastanowienia.
Zayn z zaskoczenia aż otworzył szerzej oczy.
- Mamy drugi dzień świąt, właśnie jemy śniadanie, a ty masz już plany na cały dzień?
Zaśmiałam się.
- Dziwne, prawda? - spytałam, a on od razu pokiwał głową.
Chłopak przełknął wszystko to, co miał w ustach, po czym odłożył widelec i spojrzał na mnie uważnie.
- Więc...? - zaczął czekając na wyjaśnienia.
- No więc jestem umówiona z czwórką pewnych chłopaków i prawdopodobnie z kimś jeszcze na typowo świąteczny obiad.
Słysząc to Zayn pokiwał głową uśmiechając się przy tym delikatnie.
- Prawdopodobnie będziemy też obchodzić urodziny Louisa, bo dwa dni temu nie mieliśmy jak się wspólnie zobaczyć.
- Dlaczego? - spytał nie ukrywając zdziwienia – Przecież oni nie musieli nigdzie jechać, a ty mogłaś się z nimi spotkać.
Westchnęłam odkładając trzymany przeze mnie widelec na talerz. Spojrzałam na niego. Chłopak bez celu obserwował swoje palce.
- Może i bym mogła, gdybyś rok temu nie podpisał tej umowy akurat w Wigilię. - powiedziałam, a nasze oczy w jednej chwili się spotkały.
Zayn nic nie powiedział. Tylko patrzał na mnie z nadzwyczajną ostrożnością.
- Nie musiałaś tego robić... - odezwał się dopiero po chwili.
- Gdybym tego nie zrobiła, to nie siedziałbyś tu teraz ze mną.
- Ale... - urwał – Dobrze wiesz, że to nie tak miało wyglądać...
- Przez te kilka miesięcy zrobiłeś dla mnie więcej niż ktokolwiek inny do tej pory. Ja nie mogłam od tak pozwolić ci odejść.
- Oni mogli cię zabić...
- Ale tego nie zrobili.
- Gdy tylko o tym pomyśle... - mówiąc to pokręcił mocno głową, po czym oparł się łokciami o stół i przetarł dłońmi swoją twarz.
- Ale nic się ze mną nie stało, a ty jesteś tu ze mną. Wszystko się udało.
Nic nie odpowiedział. Dopiero po chwili się odezwał.
- Wiesz, że to nie skończy się dobrze, prawda?
- Jak to? - spytałam.
Nie powiem. Zdziwiłam się lekko.
- James nie był tu w niczym przykrywką. Skoro Paul cię oszczędził... On ma wobec ciebie jakieś plany.
- Zayn... O czym ty mówisz? Przecież to jest nierealne. James postawił się w mojej obronie i on...
Chłopak mi przerwał.
- Nie. Paul nie daje nikomu możliwości dalszego życia bez potrzeby. Ty jesteś mu do czegoś potrzebna.
- Niby do czego? - spytałam opierając się plecami o oparcie krzesła krzyżując przy tym ręce na piersiach.
- No właśnie nie wiem do czego. I to mnie przeraża.
- Zayn... Przesadzasz. - powiedziałam stanowczo, a on mocno zmarszczył brwi.
- Nie. Ja wiem co mówię. Znam go nie od dziś.
- Jakby coś planował mi zrobić, to już dawno by tego dokonał, a tymczasem to oberwałeś ty, a Jamesa katują nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie! - podniosłam głos.
Zayn przekrzywił głowę słuchając mnie uważnie.
- Ty chyba nawet nie wiesz, jak ja się cholernie z tym wszystkim źle czuję! Żeby uratować ciebie w momencie, kiedy wpierdoliłeś się w chyba największe gówno poświęcałam życie swoje i twojego kumpla, którego w tym momencie mordują, do tego okłamuję wszystkich po kolei, mój związek pierdoli się w każdy możliwy sposób, wszyscy po kolei cierpią, a ty chyba i tak nie zdajesz sobie sprawy co się wokół ciebie dzieje!
To wszystko powiedziałam niemal na jednym wdechu. Gestykulacja moich rąk również nie pozostawiała nic po sobie. Nie powiem. Z lekka się zdenerwowałam.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Zayn mimo wszystko był nadzwyczaj spokojny. Nie wiem, jak on to robił.
Westchnęłam głośno.
- Zayn! Nie możesz myśleć, co się stanie za jakiś czas! Trzeba myśleć co z tym wszystkim zrobić teraz! Bo wystarczająco już w tym momencie wszystko się wali.
- Ja po prostu staram się wszystkiemu zapobiec, żeby tych problemów więcej nie było.
Ponownie westchnęłam i nachyliłam się w stronę stołu, kładąc przy tym swoje dłonie na stole.
- No dobra. Okej. Może i masz rację. Ale to i tak nie zmienia faktu, że trzeba naprawić to, co do tej pory się zepsuło, a nie myśleć, że co się stanie gdy Paulowi nagle zechce się komukolwiek przywalić.
- Gorzej jak tobie coś zrobi. Masz w tym jakiś interes.
- Jaki? - spytałam, a on wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Ale i tak... Dopóki ja tutaj jestem, oni nic ci nie zrobią.
- Przecież nikt nie wie, że żyjesz Zayn... - powiedziałam w ogóle nie spuszczając z niego wzroku.
- To się już niedługo dowiedzą. - rzucił, posyłając mi przy tym swój łobuzerski uśmiech.
Westchnęłam.
- To może zaczniesz już dzisiaj? - spytałam, a on uniósł z zaciekawieniem brwi.
- Co masz na myśli? - spytał, a ja przez chwilę umilkłam.
Zagryzłam od środka policzek i spojrzałam na niego.
- Jadę zaraz do chłopaków... Jedź ze mną.
On natomiast tylko się uśmiechnął i pokręcił przecząco głową.
- Nie. - rzucił po chwili.
- Dlaczego? Chyba powinni wiedzieć, że żyjesz, tak?
Nie powiem. Jego zachowanie bardzo mnie zdziwiło. Zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego on nie chce do nich jechać. To dziwne...
- Jeszcze nie teraz. Muszę opanować to wszystko co się wokół nas dzieje, rozłożyć mniej więcej jakiś plan, zastanowić się co dalej i może wtedy...
- Może?
- Może. - powiedział – Ale to nie zmienia faktu, że chciałbym się z nimi już zobaczyć. - dodał szybko, na co tylko zmarszczyłam brwi.
Już chciałam coś powiedzieć, na co on od razu wystawił w moją stronę ręce stawiając je w geście obrony.
- Błagam... Nie dociekaj... Obiecaj mi tylko, że nic im nie powiesz...
Westchnęłam, ale widząc jego wzrok po prostu zmiękłam i pokiwałam głową.
- No dobra. Okej... Ale wrócimy do tego jeszcze. - zapowiedziałam.
Zayn tylko głośno się zaśmiał.
- Jasne. Nie ma problemu. - rzucił, a po chwili od razu zmienił temat – O której chcesz do nich jechać? - spytał.
Od razu spojrzałam na zegarek. Dochodziło równo południe.
- Wydaje mi się, że za chwilę.
- No to chodź teraz. Zawiozę cię. - powiedział wstając z miejsca i wychodząc z jadalni.
- Teraz? - spytałam unosząc brwi i idąc za nim.
- Tak. Szybciej wrócisz i nie będę się martwił. Podwiozę cię na przystanek i stamtąd już spokojnie sobie dojdziesz do nich do domu. Nie chcę rzucać podejrzeń. Chyba rozumiesz...
Pokiwałam od razu głową.
- To uważaj jeszcze na fotoreporterów. - powiedziałam wciągając na siebie płaszcz.
Zayn zaczął się śmiać.
- Zwieje im. - powiedział wzruszając przy tym ramionami, po czym oboje wyszliśmy z domu.
Zan zamknął za nami drzwi, po czym ruszył w stronę podjazdu. Ruszyłam za nim, ale po sekundzie się zatrzymałam.
- Ehm... Zayn? - zaczęłam, a on przystanął i spojrzał na mnie.
- Tak mała? - spytał, a ja schowałam swoje dłonie w kieszenie.
- Czym ty planujesz jechać? - spytałam przypominając sobie, że jego samochód zaginął świeżo po tym, jak doszło do jego niedoszłej „śmierci”.
Zan posłał mi szeroki uśmiech, po czym odwrócił się i ruszył w stronę garażu. Otworzył go, wszedł do środka a po chwili wyprowadził stamtąd... Motor!
- Moja księżniczka... - powiedział totalnie rozanielony nie spuszczając wzroku z maszyny.
- Mam jechać z tobą... Tym? - spytałam podchodząc do niego powoli.
- A dlaczego by nie?
Chłopak najwyraźniej nic sobie z tego nie robił.
- Po świętach pojedziemy i pomożesz mi wybrać jakiś samochód. A teraz zawiezie nas moje cudeńko. - mówiąc to poklepał lekko maszynę.
Przełknęłam głośno ślinę na samą myśl o tym. Chłopak widząc moją reakcję uniósł wysoko brwi z totalnym rozbawieniem.
- Tylko mi nie mów, że się boisz... - rzucił, a ja tylko westchnęłam.
- Nie śmiej się...! - powiedziałam, a chłopak tylko szeroko się uśmiechnął.
Szybko wsiadł na motor i powoli odpalił maszynę.
- Wsiadaj. - powiedział.
Popatrzałam na niego chwilę, po czym z wielkimi obawami wsiadłam na motor. Cholernie się tego bałam. To mnie przerażało.
- Mocno mnie obejmij i mi zaufaj, a dojedziemy cali i zdrowi. - poinstruował, a ja tylko szybko pokiwałam głową, po czym z całej siły objęłam go w pasie.
Zauważyłam, jak brama przed nami powoli się rozsuwa.
- Gotowa? - spytał.
Przełknęłam głośno ślinę uważnie patrząc na ulicę przed nami. Nagle maszyna przeraźliwie warknęła, a ja głośno pisnęłam chowając twarz w jego plecy. W odpowiedzi usłyszałam tylko jego głośny śmiech.
- Trzymaj się mała. - rzucił rozbawiony i tym razem już naprawdę porządnie dodając gazu po prostu cholernie szybko wyjechał z naszej posesji.
On nie zwracał uwagi na nic. Jechał jak jakiś pirat drogowy, mimo iż zatrzymywał się na każdych światłach. Nie powiem, było bezpiecznie, ale i tak cholernie się bałam. Co jakiś czas zerkałam z nad jego ramienia na drogę, ale widząc z jaką prędkością jedziemy, po prostu mocno zamykałam oczy i przyciskałam twarz do jego placów. Oj nie... Zdecydowanie to nie jest dla mnie. Ja miałam wrażenie, że on zaraz coś rozjedzie na tej drodze....
Kiedy po kilkunastu minutach dojechaliśmy na przystanek, Zayn raptownie zwolnił i idealnie przystanął na poboczu. Widząc znajomą mi okolice, jak oparzona szybko zeszłam z tego motoru. Zachwiałam się, a Zayn tylko zaczął się śmiać.
- I jak? Nie było tak źle, co nie? - spytał totalnie rozbawiony, a ja tylko popatrzałam na niego jak na idiotę.
- Nigdy więcej... To było straszne... Ja myślałam, że ty mnie zaraz zabijesz!
Słysząc to Zayn tylko wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jeżdżę tak zajebiście dobrze jak strzelam, więc naprawdę jesteś bardzo bezpieczna.
Jego słowa doprowadziły mnie do śmiechu.
- Napisz do mnie albo zadzwoń jak już będziesz chciała wracać to przyjadę po ciebie. Spotkamy się tutaj, okej? - spytał, a ja pokiwałam głową.
Chłopak szeroko się uśmiechnął.
- Jedź już. - powiedziałam – Tylko uważaj na siebie.
- Oczywiście. - zapewnił, po czym wychylił się z motoru i przelotnie cmoknął mnie w policzek – Do zobaczenie wieczorem.
Mówiąc to puścił mi oczko, po czym szybko zawrócił i odjechał z zawrotną prędkością tak, że po chwili już go nie widziałam. I dopiero w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że pojechaliśmy bez kasków. Myślałam, że zamorduję siebie za ten totalny brak odpowiedzialności. Przecież obojgu nam mogło się coś stać... Cholera...!
Odrzucając od siebie wszystkie złe myśli po prostu szybko ruszyłam w stronę domu chłopaków. Dotarłam tam po jakichś pięciu minutach. Weszłam powoli na ich posesję i podeszłam do drzwi. Nie musiałam zbytnio się wsłuchiwać, żeby móc usłyszeć jakieś krzyki, kłótnie i śmiechy. Pokręciłam tylko głową i zadzwoniłam powoli do drzwi. I wcale nie musiałam długo czekać. Po chwili w drzwiach ujrzałam Liama, który na mój widok szeroko się uśmiechnął.
- Hej. - powiedziałam, a on od razu wciągnął mnie do środka.
- No cześć. - powiedział, po czym oboje się przywitaliśmy.
Kiedy odwieszałam już swój płaszcz na wieszak i chciałam wejść w głąb domu, Liam mnie zatrzymał.
- Uważaj! - krzyknął, a ja aż się wystraszyłam.
Spojrzałam na niego dziwnie, a on wskazał powoli palcem na podłogę. Na drewnie widniały duże kałuże wody. Zdziwiłam się i omijając je dokładnie, powoli rozejrzałam się. W bocznych drzwiach zauważyłam klęczącego Louisa, który właśnie zmywał podłogę jakąś ścierką.
- Ehm... Lou... Powiesz mi co ty wyprawiasz? - zaczęłam patrząc z politowaniem na chłopaka.
On od razu podniósł na mnie swój wzrok.
- Cześć. - powiedział z uśmiechem, po czym głośno westchnął – Zepsułem pralkę. - rzucił po chwili, a mi aż ręce opadły.
Louis pokiwał zrezygnowany głową nie przerywając sprzątania. Spojrzałam odruchowo na Liama, który tylko pokręcił głową i popchnął mnie w stronę salonu.
- Idiota... - rzucił jeszcze szybko, po czym zaczął się na niego wydzierać, że dopiero co przyjechali, a on już musiał coś zepsuć.
Popatrzałam na nich jeszcze przez chwilę, po czym wiedząc, że nic tu nie zdziałam, po prostu weszłam powoli do salonu, gdzie spotkałam się z Niallem i Kate nakrywającymi do stołu. Przywitałam się z nimi, po czym słysząc kogoś w kuchni, ruszyłam w tamtą stronę. Danielle krzątała się od jednego blatu do drugiego, a to coś krojąc, a to mieszając i tak cały czas.
- Cześć kochanie. - usłyszałam jej cienki głos.
Ja po prostu do niej podeszłam i witając się z nią od razu rozejrzałam się dookoła.
- Nikt ci nie pomaga? - spytałam, a on westchnęła.
- No jak widać... Louis sprząta, bo zepsuł pralkę, mój facet jest totalnie wkurwiony, bo najpierw Louis a jeszcze Kate, Niall jak widać tylko z nią siedzi i jedyne co to Harry'ego udało mi się wysłać po jakieś kwiaty na stół, żeby to wszystko jakoś wyglądało...
- Och... To poczekaj. Mów mi co mam robić, to ci pomogę.
Kiedy tylko to powiedziałam, Danielle od razu podsunęła mi talerz z warzywami do pokrojenia na sałatkę.
- A wiesz może co z Eleanor? - spytałam po chwili.
Dziewczyna westchnęła.
- Nie mam pojęcia. Ostatnio dzwoniła do mnie i mówiła, że chciałaby wrócić do Louisa, ale on nie chce jej wybaczyć...
Pokiwałam tylko głową. Nie wiem czemu, ale po prostu czułam, że mimo tego wszystko ona zasługuje na tą drugą szansę... Ale i tak to wszystko zależy od Louisa.
Rozejrzałam się powoli i na podłodze w roku zauważyłam mały przedmiot. Przerwałam moje dotychczasowe zajęcie i podeszłam w tamtą stronę. Wzięłam to w dłoń i spojrzałam na dziewczynę.
- Danielle... - zaczęłam.
- Hmm?
- Powiesz mi czyje to jest? - spytałam pokazując jej test ciążowy z pozytywnym wynikiem.
Dziewczyna od razu się zaczerwieniła i podeszła do mnie.
- Gdzie to znalazłaś? - spytała, a ja wskazałam jej róg kuchni.
Ona szybko dotknęła kieszeni swoich spodni i wzięła ode mnie test. Spojrzała na niego, a po chwili na mnie.
- Boże... Jak dobrze, że go znalazłaś...! - powiedziała, a ja aż zaniemówiłam.
- Jesteś w ciąży?! - niemal krzyknęłam.
- Ciszej! - powiedziała z uśmiechem.
- Ale...
Dziewczyna zacisnęła usta, i uśmiechając się pokiwała głową. Na mojej twarzy od razu namalował się szeroki uśmiech.
- Gratulacje! - niemal pisnęłam ze szczęścia.
Obie mocno się przytuliłyśmy, po czym spojrzałam na nią szybko.
- Liam wie? - spytałam, a ona pokręciła głową.
- Nie. Jeszcze nie. Chciałam go dzisiaj wieczorem wyciągnąć na spacer i wtedy powiedzieć...
- Zrobisz mu ogromny prezent!
- Tak myślisz? - spytała.
- No jasne!
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i w tym momencie usłyszałyśmy czyjeś kroki. Danielle szybko schowała test do tylnej kieszeni spodni, po czym obie natychmiastowo wróciłyśmy do pracy.
Obie nie mogłyśmy przestać się uśmiechać. To była tak wspaniała wiadomość! A Liam... On jutro nie będzie już o niczym innym mówił jak tylko o tym, że zostanie ojcem
- Cholera jasna! Louis! - z korytarz usłyszeliśmy głośny krzyk Harry'ego, a za nim śmiech Liama.
Razem z Danielle wyjrzałyśmy na korytarz. Harry leżał na podłodze w kałuży wody i dosłownie zabijał wzrokiem Louisa, z czego ten miał tylko niezły ubaw.
- Ej no zniszczycie kwiaty!
Danielle podeszła szybko do nich biorąc leżące na podłodze róże. Zabrała je i zaniosła do pokoju, gdzie Niall i Kate w ogóle niczym sobie nie przeszkadzali. Chłopak jest chyba porządnie zakochany...
Liam śmiał się tak głośno, że nie było możliwe, żeby również nie zacząć się śmiać. Oparłam się o ścianę i uważnie ich obserwowałam.
- No naprawdę, bardzo śmieszne...! - rzucił oburzony Harry, po czym wstając powoli się otrzepał.
- No bardzo. - powiedziałam uśmiechając się do nich wszystkich, no co ich wzrok od razu został zwrócony w moją stronę.
- Jejku, nie zauważyłem cię! Przepraszam... - Harry już totalnie we wszystkim zamieszany po prostu podszedł do mnie szybko i mocno mnie do siebie przytulił szepcząc, jak bardzo się stęsknił.
A potem już tylko zasiedliśmy do stołu. Wszyscy rozmawiali, wspominali, mówili co niedługo planują. Chłopcy jeszcze niczego nie świadomi zastanawiali się nad tym, co zrobią z zespołem bez Zayna. Przy stole zostawili też dla niego jedno miejsce wolne. Naturalnie przy jego talerzu leżała paczka papierosów i zapalniczka.
- Szkoda, że nie ma go z nami...
W momencie, kiedy te kilka słów wypłynęło z ust Liama, cała reszta tylko przytaknęła.
- Ale on jest. Zawsze z wami będzie. Przecież on nigdy was nie zostawi. - powiedziałam i tak naprawdę wcale nie kłamałam.
Jednak ja rozumiałam to zupełnie inaczej niż oni... Ale obiecałam Zaynowi, że nic nie powiem. Obiecałam...
Kilka godzin później Danielle nie mogąc już najwyraźniej wytrzymać po prostu wyciągnęła Liama na spacer, Niall i Kate poszli na górę, do pokoju chłopaka, a my zostaliśmy w salonie sami z Louisem, kiedy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Bez czekania na cokolwiek z ich strony, po prostu wstałam i szybko podbiegłam do drzwi. Po drugiej stronie zauważyłam nie koga innego jak właśnie Eleanor.
- Cześć... - zaczęła – Wiem, że jest już późno i w ogóle, ale...
- Tak. – przerwałam jej – Louis jest w domu.
- Mogłabym? - spytała, a ja bez słowa wpuściłam ją do środka, po czym powoli przeszłam do salonu.
- Kto to? - usłyszałam Harry'ego i nawet nie musiałam mu odpowiadać, bo w pokoju obok mnie pojawiła się Eleanor.
Automatycznie zauważyłam, jak Louis się spiął. Zmarszczył brwi.
- Co ty tu robisz? - spytał oschle.
- Chciałam porozmawiać... - zaczęła.
Spojrzałam na Harry'ego i dałam mu znak, żeby szybko do mnie podszedł.
- To my pójdziemy i nie będziemy wam przeszkadzać. - powiedziałam, na co Harry tylko pokiwał głową i szybko do mnie podszedł.
Louis patrzał na mnie błagalnie, a ja podeszłam do niego powoli i nachyliłam się nad nim.
- Lou... W święta się wybacza, pamiętaj. - szepnęłam mu na ucho, po czym nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, puściłam mu oczko, i szybko podbiegłam do Harry'ego.
Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam na górę. Kiedy weszliśmy do jego pokoju, chłopak zamknął za nami drzwi i od razu na mnie spojrzał. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się nieznacząco po pokoju ostatecznie zatrzymując wzrok na chłopaku.
- Jak minęły ci dwa ostatnie dni? - spytałam po chwili przerywając trwającą między nami ciszę.
- Dobrze. Nie było tak źle. - usłyszałam w odpowiedzi.
Pokiwałam głową, a chłopak podszedł do mnie i usiadł obok.
- Mam coś dla ciebie. - odezwał się po chwili.
Spojrzałam na niego odruchowo, a chłopak wyciągnął z kieszeni spodni coś srebrnego.
- Co to jest? - spytałam, a on w odpowiedzi pokazał mi małe srebrne serduszko zawieszone na delikatnym łańcuszku.
Dotknęłam go delikatnie.
- Jest śliczny... - powiedziałam cicho.
- Moja mama go nosiła. Ale teraz chciała go dać tobie. - powiedział, a ja tak naprawdę nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć.
Po prostu odwróciłam się do niego tyłem, a on odgarnął mi włosy i powoli zawiesił mi na szyi ten drobiazg.
- Jest naprawdę piękny... Dziękuję. - powiedziałam uśmiechając się do niego.
Chłopak odwzajemnił uśmiech obserwując mnie przy tym bardzo dokładnie. Wiedziałam, że mimo wszelkich naszych starań, między nami już nigdy nie będzie tak, jak na początku naszego związku. Ja osobiście nie potrafiłam go nawet przytulić. To było coś strasznego. Drobnymi krokami próbowaliśmy ponownie wszystko odbudować, ale i tak to nie było to samo... I wiedziałam już, że nigdy nie będzie.
- Zostaniesz na noc?
Słysząc to pytanie zawahałam się przez moment. Przypomniało mi się, że miałam odezwać się do Zayna. Dochodzi już dwudziesta. Pewnie się martwi.
Spojrzałam szybko na Harry'ego. Chłopak czekał na odpowiedź. Po chwili pokiwałam tylko twierdząco głową.
- Zostanę. - odpowiedziałam, co wywołało automatyczny uśmiech na jego twarzy – Skoczę tylko się odświeżyć, żeby mieć już to za sobą, a potem przyjdę do ciebie, okej? - dodałam, na co Harry oczywiście powiedział, że nie ma problemu i na mnie tutaj poczeka. Szybko poszłam do jego łazienki i tam napisałam SMSa do Zayna informując go, że zostanę tutaj na noc, a odezwę się do niego rano. Mam tylko nadzieję, że nie będzie się złościł... Nie chciałabym się z nim kłócić. W sumie to mogłabym nawet i wrócić do domu, ale powinnam też trochę zostać z Harrym.
Nie czekając na nic dokładnie umyłam zęby, po czym rozebrałam się z zamiarem wejścia pod prysznic. W ostatniej chwili dopiero zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą żadnej bielizny, a niektóre z moich ciuchów znajdują się w szafie Harry'ego. Westchnęłam i owijając się w ręcznik po prostu wyszłam z łazienki. Od razu poczułam na sobie wzrok chłopaka. Harry leżał wygodnie na łóżku i teraz bardzo dokładnie mnie obserwował. Ja jednak unikałam jego wzroku. Szybko podeszłam do jego szafy.
- Powiesz mi, gdzie pochowałeś moje ubrania, które już tyle razy u ciebie zostawiałam? - spytałam cicho, po czym nagle poczułam delikatnie objęcie w talii i głos Harry'ego niemal przy moim uchu.
- Powinny być w szafie. Przynajmniej tam je ostatnio kładłem.
Chciałam już otworzyć szafę i po prostu wybrać z niej coś dla siebie, kiedy to nagle poczułam jak chłopak odwraca mnie w swoją stronę i uważnie lustruje moją sylwetkę. Nie powiem. Czułam się niezbyt komfortowo. Stałam w końcu przed nim w samym ręczniku... Przez cały ten czas unikałam jego wzroku, jednak teraz nie byłam w stanie tego zrobić. Chłopak uniósł powoli mój podbródek i zmniejszając między nami odległość po prostu mnie pocałował. Krótko i delikatnie... Trwało to może z sekundę, ale to wystarczyło, żebym przypomniała sobie, jak to tak naprawdę jest. Chłopak po chwili dopiero spojrzał na mnie, uśmiechnął się delikatnie i już chciał się odsunąć, żeby zajrzeć do szafy, kiedy mnie coś tchnęło. Pocałował mnie tylko i wyłącznie raz, ale to już wystarczyło. Zatrzymałam go w jego obecnym działaniu i odwracając w swoją stronę po prostu złączyłam nasze usta w całość od razu przedłużając pocałunek. Harry w niczym się nie opierał. Objął mnie mocno i tylko czekał na kolejny ruch z mojej strony nie chcąc przekroczyć wyznaczonej przeze mnie wcześniej granicy. Ja natomiast jedyne co zrobiłam, to po prostu pociągnęłam go za sobą do łazienki. Chłopak zamknął za nami drzwi i stojąc ciągle przy mnie, spojrzał mi w oczy. Dzieliły nas milimetry, ale on tylko delikatnie muskał moje usta. Czułam jego mocny ucisk na mojej talii, jednak po chwili on się zwolnił, a jego dłonie powoli chwyciły za skrawek ręcznika zsuwając go powoli w dół. I właśnie wtedy spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich to, co widziałam kiedyś. Tą dobroć, miłość, czułość i pożądanie. To, co na nowo chciałam w nim odnaleźć... To było coś innego... Nie czekając na nic więcej powoli ściągnęłam z niego koszulę i pomogłam mu się rozebrać. Wchodząc już potem pod prysznic, chłopak pozwolił sobie na zrobienie mi jednego krwistoczerwonego śladu na szyi. Gorąca woda obojgu nam przynosiła ukojenie, a ja tylko w całości oddawałam się tej przyjemności.
- Kocham cię. Tak bardzo cię kocham... - usłyszałam, co automatycznie spowodowało lekkie dreszcze na moim ciele.

***

- Cieszę cię, ze zostałaś.
- Ja też. - powiedziałam cicho głaszcząc go delikatnie po głowie.
Chłopak mocno wtulał się w moją szyję, nucąc coś przy tym pod nosem. Leżeliśmy tak w ciszy, do momentu, w którym coś nagle głośno nie uderzyło w drzwi od naszego pokoju.
- Co to było?! - niemal krzyknęłam z całkowitego przerażenia.
Ale Harry nic sobie z tego nie zrobił. Po prostu leżał dalej bawiąc się moimi palcami u prawej ręki. Po chwili jednak uderzenie się powtórzyło, a ja aż się zatrzęsłam.
- Harry... - zaczęłam, ale chłopak tylko westchnął i odwrócił się głową w stronę drzwi.
- Ciszej tam, a jak chcecie się pieprzyć to idźcie do pokoju, a nie walicie mi w drzwi! - krzyknął, po czym ponownie wrócił to wcześniejszej zajmowanej przez siebie pozycji.
- Co...? - wyrwało mi się.
Nie powiem to było dziwne. Ale nagle wszystko ucichło. Po chwili jednak wszystko się wyjaśniło.
- Kurwa Louis! Miałeś być cicho! - usłyszałam krzyk Eleanor z korytarza.
I równo z tą chwilą wybuchłam głośnym śmiechem.
- Chyba się pogodzili... - odezwałam się, na co Harry tylko głośno westchnął.
- Tylko łóżka tam przypadkiem nie rozwalcie! - krzyknął Harry, na co po chwili drzwi od naszego pokoju się otworzyły i ujrzałam w nich głowę Louisa.
- Zajmij ty się lepiej swoim tyłkiem Styles!
Słysząc to na powrót wybuchłam głośnym śmiechem co spowodowało szeroki uśmiech na twarzy Harry'ego.




_________________________________________________________


Hej Skarby <3
Mamy rozdział 4. Tak... Wiem, że miał być w weekend, no ale mam wene, czas no i jest dzisiaj. Mam nadzieję, że się nim nie zawiedziecie i zostawicie swoją opinię :)
Po ostatnich burzliwych i drastycznych rozdziałach, mamy trochę luzu. No mam nadzieję, że Wam to odpowiada. Jak widać też rozdział jest nie dość, że spokojniejszy, to jeszcze i o wiele dłuższy niż poprzednie... :)
No oby Wam się spodobał <3
Dziękuję za komentarze pod poprzednim ^^
Kolejny rozdział już na pewno pojawi się w ten długi weekend :)
Więc do następnego <3
ILY <3
@LoveWithHarold

P.S. Przepraszam za błędy, jeżeli jakieś się pojawiły :)