poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 11

Rose, Rose, Rose...
Gdzieś już słyszałam wcześniej to imię. I w sumie to nawet nie dawno, ale jak na złość nie mogłam sobie w tej chwili przypomnieć skąd i od kogo je kojarzę. W sumie mógł to być tylko jakiś pieprzony przypadek, ale moja intuicja podpowiadała mi, że to ewidentnie jest zamierzone. Zmarszczyłam brwi próbując usilnie coś w tej chwili wydedukować, ale nic. Totalnie nic. Oparłam się plecami o ścianę zmuszając przy tym mój mózg do myślenia. Starałam się na cokolwiek w tej chwili wpaść do momentu, w którym dotarło do mnie, że nadal stoję pod uchylonymi drzwiami mojego faceta, który w tej chwili zawzięcie krzątał się po pokoju i jak podejrzewałam, właśnie szykował się do wyjścia do tej całej Rose. Można sobie pomyśleć, że jestem zazdrosna, ale nie. Absolutnie. Nie wnikam w to, z kim Harry się spotyka i naprawdę ta dziewczyna również by mnie nie interesowała, gdyby nie fakt, że ktoś niedawno coś wspominał mi o osobie o tej imieniu. Zdecydowanie mam za słabą pamięć. Do tego ta rozmowa... Ona wcale nie była przypadkowa. Przynajmniej tak mi się wydaje... Ona brzmiała naprawdę bardzo poważnie.
- Cholera...!
Z rozmyślań wyrwał mnie nagle głos Harry'ego dochodzący prosto z jego pokoju. Spojrzałam kątem oka na drzwi i stwierdziłam, że chyba dobrze będzie, jeżeli zachowam pozory i naturalnie do niego zajrzę z zamiarem przywitania się. Zastanawiałam się przez chwilę, czy to aby na pewno dobry pomysł, ale w sumie to nie miałam wyboru. Harry zaraz zejdzie na dół, a tam leżą moje rzeczy, które ewidentnie zauważy. On przecież nie jest taki głupi...
Westchnęłam cicho i powoli oderwałam się od ściany podchodząc do drzwi. Podniosłam rękę do góry z zamiarem zapukania, ale przez chwilę się zatrzymałam. Zacisnęłam mocno usta i tylko opuściłam rękę. Pokręciłam głową. Czego ja się boję do cholery? Zdawałam sobie sprawę, że muszę pokazywać po sobie, że nic nie wiem, a przecież ja nie umiem kłamać. Słyszałam jego rozmowę, przez co jest mi z tego powodu naprawdę głupio. Ale w sumie może i dobrze się stało... Nie wiem.
Ponownie pokręciłam głową i bez większego zastanawiania się, szybko zapukałam. Usłyszałam, jak ciągłe krzątanie się po pokoju nagle ustało, a chłopak zatrzymał się w swoich dotychczasowych nie wiadomo jakich zajęciach.
- Proszę... - usłyszałam pewny, a zarazem lekko zdziwiony głos Harry'ego.
Westchnęłam i powoli otworzyłam drzwi od razu zaglądając do pokoju. Na środku stał Harry, który w rękach miał jakieś ubrania i w tym momencie zawzięcie wpatrywał się w drzwi.
- Cześć... Mogę? - spytałam starając się wypaść jak najbardziej naturalnie.
Na twarzy chłopaka automatycznie pojawił się uśmiech. Odłożył rzeczy, które trzymał w rękach na najbliższą półkę i zbywając moje pytanie po prostu do mnie podszedł i mocno do siebie przytulił. Dopiero po chwili odwzajemniłam uścisk zaciskając przy tym mocno dłonie na jego koszulce. Czułam bijące od chłopaka ciepło, a tym drobnym gestem pokazał mi i uświadomił, że wszystko jest w porządku i nie robi nic przeciwko mnie. Przynajmniej chciałam w to wierzyć...
- Chyba jesteś zajęty, a nie chciałabym ci przeszkadzać... - odezwałam się po chwili i szczerze mówiąc, mój głos był za cichy. Zniżał się niemal do szeptu. Coś było nie tak...
Harry automatycznie odsunął się ode mnie i uniósł lekko brwi, a uśmiech w ogóle nie schodził mu z twarzy.
- Zwariowałaś, prawda? - zaczął – Przecież wiesz, że nigdy mi nie przeszkadzasz... Kochanie, co ci strzeliło do głowy?
W odpowiedzi wzruszyłam jedynie ramionami. Harry pokręcił głową i z uśmiechem cofnął się do wnętrza pokoju zabierając przy tym odłożone jeszcze chwilę temu rzeczy. Powoli weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Przy tym wszystkim obserwowałam Harry'ego. W tej chwili stał przy swojej szafie i wyciągał z nich ubrania, które chował do torby podróżniczej. Splotłam ze sobą swoje dłonie i powoli usiadłam na jego łóżku. Chłopak zaczął nucić sobie coś pod nosem nadal pakując ubrania do torby.
- Wyjeżdżasz? - spytałam po chwili, na co chłopak automatycznie zatrzymał się w swojej czynności i odwracając w moją stronę, uśmiechnął się ciepło.
- Nie skarbie.
- To dlaczego się pakujesz?
I w tym momencie chłopak się zawiesił. Widziałam, że odpowiedź na to pytanie zaczęła mu robić ogromną trudność. Uniosłam brwi czekając na cokolwiek z jego strony, jednak on po chwili odwrócił swój wzrok i zatrzymał go na bluzce, którą trzymał w tej chwili w rękach.
- Jeżeli wyjeżdżasz to po prostu powiedz. Przecież zrozumiem...
- Ale ja nie wyjeżdżam. Po prostu... Pakuję rzeczy, których już nie używam. Chcę je oddać. Po co mają zawalać mi szafę?
To wszystko chłopak powiedział niemal na jednym wdechu. Trochę się zdziwiłam, ale nie chciałam w to wnikać. Harry posłał mi swoje spojrzenie na ułamek sekundy, po czym powrócił do poprzedniej swojej czynności.
Kręcisz...
Obserwowałam go cały czas do momentu, w którym nie wyciągnął z szafy czarnych leginsów i kilku różowych damskich T-shirtów, które szybko schował do torby.
- Czarne legginsy? Już ich nie nosisz? - rzuciłam poirytowana.
Chłopak szybko na mnie spojrzał.
- Coś musiało ci się przywidzieć. - powiedział, a ja zmarszczyłam tylko brwi.
Przymknęłam już oko na tą koronkową bieliznę, którą również szybko wrzucił do torebki starając się, abym tym razem tego nie zauważyła. Coś mi tu nie pasowało. Dlaczego on pakował damskie ubrania do tej torby? W ogóle skąd on miał je w swojej szafie? Strasznie intrygowało mnie to pytanie. Obserwowałam go uważnie starając się niczego jeszcze nie przeoczyć i szczerze mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Chłopak wyciągając tym razem jakieś perfumy, przez przypadek za mocno szarpnął półkę w szafie, z której wypadło kilka kartek papieru. On chyba nawet tego nie zauważył, bo uważnie chowając wszystko do torby nawet się tym nie przejął. Ja natomiast nie byłabym sobą, jakbym do tego nie podeszła. Wzięłam te kilka kartek z podłogi i w momencie kiedy na nie spojrzałam, Harry dosłownie wyrwał mi je z rąk. Jedyne co udało mi się dojrzeć, to dół pierwszej kartki, na której widniał podpis Harry'ego i Paula. Pamiętam jego podpis. Identyczny był na umowie Zayna. Nie powiem. Przeraziłam się.
Szybko spojrzałam na Harry'ego opuszczając ręce. Chłopak w tym momencie zabijał mnie wzrokiem.
- Powiesz mi w co ty się do cholery jasnej wplątałeś? - spytałam najspokojniej jak w tej chwili umiałam.
- W nic. - Harry rzucił oschle, co całkowicie mi się nie spodobało.
Chłopak zgiął te kartki i szybko schował je do kieszeni swoich spodni. No to już się nie dowiem, co tam było napisane. Świetnie. Ale Zayn w tym momencie miał rację. Harry ma podpisane umowy z Paulem. A ja mu głupia nie wierzyłam. Cholera!
Harry szybko podszedł do torby i zasuwając ją, bez słowa ruszył w stronę drzwi.
- Co ty najlepszego zrobiłeś... - powiedziałam cicho.
Byłam zrezygnowana. Nie miałam pojęcia co on podpisał, ale jeżeli to jest ta sama umowa, którą miał Zayn, to nie mam pojęcia, co będzie dalej...
Moje słowa automatycznie zatrzymały Harry'ego, który po prostu na mnie spojrzał. Jego twarz nie wyrażała nic. Kompletnie nic.
- Za bardzo wtrącasz się w nie swoje sprawy. - rzucił.
Zabolało.
- Jesteś ze mną, a skoro się na to zdecydowałeś to powinieneś wiedzieć, że wszystko co dotyczy ciebie, jest moją sprawą. - powiedziałam stanowczo.
Harry tylko głośno westchnął.
- Jadę odwieźć te ubrania. - powiedział po chwili zmieniając temat.
- Twoje ubrania?
- Tak.
Pokręciłam tylko głową totalnie poirytowana. Kłamał w tak prostej rzeczy, to aż bałam się dowiedzieć, co on tak naprawdę przede mną ukrywał. Zayn miał rację. Teraz już to wiem.
- O co ci chodzi do cholery? - usłyszałam, na co ponownie na niego spojrzałam.
Harry miał zmarszczone brwi i był całkowicie spięty.
- Już o nic. Jedź. - rzuciłam oschle.
- Nie no jak już zaczęłaś mówić, to skończ. - powiedział kładąc na podłodze trzymaną przez siebie torbę.
Był zdenerwowany. Wyprowadziłam go z równowagi...
- Kłamiesz.
Harry uniósł z zaciekawieniem brwi.
- Niby w czym? - spytał, a ja tylko prychnęłam śmiechem.
- We wszystkim. Nie udawaj głupszego niż jesteś. Nie oszukasz mnie tak łatwo.
- Boże, co ty bredzisz?! - Harry niemal krzyknął.
- Daj już spokój! Widziałam damskie ciuchy w tej torbie, Bóg wie jakie umowy, które podpisałeś z Paulem! Nadal nie wiesz o co mi chodzi?! - krzyknęłam.
Harry przez chwilę umilkł.
- Podejrzewasz, że cię zdradzam? - rzucił po chwili nadzwyczaj spokojnie.
- Nie. Nigdy tak nie pomyślałam. - odpowiedziałam krzyżując przy tym ręce na piersiach.
- To o co... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Kurwa, Styles! Okłamujesz mnie! - warknęłam.
Ale Harry nic nie odpowiedział. Schylił tylko głowę zawzięcie wpatrując się w swoje stopy. Nie pomyślał, że mogę się czegokolwiek domyślić. Nie wpadł na to. A to był błąd.
- Jedź już... - powiedziałam po dłuższej chwili wpatrywania się w niego.
Chłopak podniósł na mnie swój wzrok. Chciał coś powiedzieć, ale ja tylko pokręciłam głową.
- Nic nie mów. Jedź. Może z czasem wszystko się jakoś wyjaśni...
Mówiąc to miałam nadzieję, że tak się stanie. Że kiedyś nadejdzie taki moment, że Harry wszystko mi powie. Sam, a nie za pośrednictwem innych. Nie chciałam się jednak przeliczyć.
Harry popatrzał na mnie jeszcze przez chwilę, po czym pokiwał tylko głową i zabierając torbę powoli wyszedł z pokoju. Po chwili słyszałam już tylko, jak zbiega ze schodów, a minutę potem wychodzi z domu. Zagryzłam lekko dolną wargę tamując narastając gulę w moim gardle. On mnie okłamuje. A miał być szczery. Obiecywał mi to już tyle razy. A ja mu zaufałam. Miałam tyle pytań, a zero odpowiedzi. Jednak mimo wszystko w tej chwili przymykałam na wszystko oko. Na to, że mnie okłamuje, że wiezie ubrania do jakiejś Rose, że potajemnie się z nią spotyka... Teraz poważnie się o niego martwiłam. On podpisał jakieś papiery. Nie wiem co to jest i bardzo możliwe, że nigdy się tego nie dowiem... Jedyne czego jestem pewna to fakt, że Harry wplątał się w jakieś gówno. I tyle. Nic więcej. A co do zdrady... Naprawdę o tym nigdy nie pomyślałam. Nawet teraz. Wiedziałam, że on spotyka się z tą dziewczyną. Co do tego miałam pewność, ale w niczym innym po prostu nie mogłam go osądzać.
Szczerze mówiąc to chciało mi się teraz płakać. Jak nigdy. Jakimś cudem miałam nadzieję, że Harry jednak tu wróci. Za chwilę wpadnie do pokoju, chwyci mnie w swoje ramiona i wyszepcze, że mnie przeprasza. Że znowu nawalił, zdaje sobie z tego sprawę i chce to naprawić. Że wie, gdzie popełnił błąd i teraz wszystko dokładnie mi opowie. Tak bardzo chciałam, żeby tak było. Jednak wiedziałam, że nigdy się tak nie stanie. Harry nie jest taki. On nigdy nie domyśli się, o co tak naprawdę chodzi. A nawet skoro tego nie zrobił, nie wrócił tutaj i nie powiedział mi niczego... To jest znak, że ta Rose musi być dla niego ważna. Skoro w tym momencie wolał jechać do niej niż zostać ze mną...
Bolesna prawda.
I kolejne ukłucie w sercu.
Przekręciłam głowę w bok i zobaczyłam otwartą szafę, która w tej chwili nie zawierała już nic, prócz jego i moich ubrań zmieszanych ze sobą. Nie było tam nic innego. Nawet tych papierów. On wszystko ze sobą zabrał. Pokręciłam jedynie głową i nie zwracając na nic więcej uwagi szybko wyszłam z pomieszczenia. Od razu podeszłam do drzwi od pokoju Liama. Zanim zdecydowałam się zapukać, zamrugałam szybko powiekami, żeby zatamować narastające we mnie łzy. Przetarłam sobie lekko twarz dłońmi mając przy tym nadzieję, że wyglądam normalnie i nic po mnie nie widać, a Liam niczego się nie domyśli. Westchnęłam i szybko zapukałam do drzwi. Nie usłyszałam nic, więc już chciałam zapukać drugi raz, kiedy to nagle drzwi otworzyły się i ujrzałam Liama. Chłopak miał przymrużone oczy i stał przede mną jedynie w spodniach dresowych i całkowicie luźnej koszulce. Przywitałam się z nim i wchodząc do pokoju od razu się po nim rozejrzałam. Okno było już uchylone, pokój w miarę ogarnięty, a po całym pomieszczeniu nie było już czuć smrodu alkoholu tylko zapach bardzo mocnych, męskich perfum. Było okej.
- Jak się czujesz? - spytałam siadając na wolnym krześle stojącym przy ścianie.
Chłopak zamknął powoli drzwi i przysiadł naprzeciwko mnie na łóżku.
- Jest lepiej, ale potwornie boli mnie głowa.
- Naprawdę w ogóle ci się nie dziwię... Ale widzę, że trochę tu ogarnąłeś. Jeszcze wczoraj nie dało się tu wytrzymać.
- No właśnie czułem jak się rano obudziłem. Zacząłem się zastanawiać jak ja mogłem doprowadzić się do takiego stanu. - powiedział, a po jego twarzy przemknęła szybka irytacja do samego siebie.
- Wierz mi, że ja też się nad tym zastanawiałam.
- Nie wiem jak ja to zrobiłem, nie wiem co się stało... W sumie to ja nic nie wiem! - powiedział rozkładając przy tym ręce.
Westchnęłam.
- Na pewno nie oglądaj dzisiaj jakiś wiadomości muzycznych, nie czytaj gazet i nie przeglądaj internetu, bo będziesz wszędzie.
- Co? Jak to? - słyszałam zdziwienie w jego głosie.
- Kiedy pojawiłeś się w domu byłeś tak pijany, że aż wyłożyłeś się na podłodze, nie dałeś rady zamknąć drzwi, a fotoreporterzy działali wtedy idealnie. Nie mam pojęcia, czy szedłeś do domu na pieszo, czy czymś jechałeś, ale w każdym bądź razie paparazzi deptało ci po piętach. Byłeś w centrum zainteresowania, więc teraz jesteś dosłownie wszędzie jako ten „niby najbardziej ułożony członek One Direction”. - mówiąc zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Boże...
To było jedyne co usłyszałam, bo Liam złapał się za głowę i mocno przetarł ją dłońmi.
- Żartujesz? - spytał po chwili – Powiedz, że żartujesz...
Ja jednak nic nie odpowiedziałam, tylko zrobiłam bardzo poważną minę, co tylko utwierdziło Liama w przekonaniu, że naprawdę porządnie się uchlał. Po chwili pokiwał głową.
- Czyli nie żartujesz...
- Nie. W ogóle. - powiedziałam, a Liam się załamał.
- Boże... W jakim ja świetle postawiłem zespół. Kolejny raz zepsuła się nasza opinia. Jeszcze wszyscy wokół już o tym wiedzą... Cholera, no przecież musimy dbać o naszą reputację! - powiedział lekko podniesionym głosem i do tego bardzo stanowczo.
- Tak, ja wiem, ale i tak jakbyś chciał i nie wiadomo co robił, to i tak tego już nie odkręcisz... - powiedziałam, a on tylko pokiwał głową.
- Masz rację...
Nastała chwila ciszy, a ja w tym momencie postanowiłam poruszyć ten, jak się domyślam, bardzo drażniący dla niego temat.
- Pamiętasz co się działo zanim doprowadziłeś się do takiego stanu? - spytałam, a Liam od razu posłał mi swoje spojrzenie.
Westchnął kiwając powoli głową.
- Po wspólnej kolacji wyszedłem z Dan z domu. Poszliśmy się przejść do parku. I w sumie to wszystko było do super do momentu w którym... Kiedy ona... Cholera. - zająknął się.
Przekrzywiłam lekko głowę czekając na kontynuację, która nastąpiła dopiero po dłuższej chwili.
- Nie jestem pewny, czy ona chciałaby żebyś o tym wiedziała. Żeby ktokolwiek o tym wiedział... - powiedział patrząc na mnie z przepraszającym wyrazem twarzy.
- Ale ja wiem. - rzuciłam od razu, na co oczy Liama przybrały kształt wielkich spodków.
- Wiesz o tym, że ona jest w ciąży?! - niemal krzyknął podrywając się przy tym z miejsca.
- No tak... Przez przypadek zobaczyłam test ciążowy jak pomagałam jej w kuchni.
Liam patrzał na mnie słuchając uważnie każdego mojego słowa.
- Mówiła coś? - spytał, a ja uniosłam lekko brwi.
- Cieszyła się z tego dziecka. Nie była pewna, czy ty też, ale zapewniłam ją, że na pewno będziesz szczęśliwy.
Liam pokiwał głową i nerwowo zaczął chodzić po pokoju.
- Szkoda tylko, że nie jestem... - usłyszałam szept.
- Słucham...? - to było jedyne co od razu wyrwało się z moich ust.
Automatycznie wyprostowałam się nie odrywając wzroku od Liama. Chłopak spojrzał na mnie kątem oka, a po chwili ponownie zaczął spacerować po pokoju.
- Liam! - krzyknęłam.
Chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie. Nic nie mówił. Tylko się we mnie wpatrywał.
- Wtedy w tym parku... - zaczął – Pokłóciliśmy się. Pamiętam tylko jak ona odbiegła ode mnie. Płakała. A ja wkurwiony poszedłem do baru. Zamówiłem jakieś mocne drinki. Dalej to już tylko obudziłem się w tamtym pieprzonym kącie! - mówiąc wskazał palcem w róg pokoju tam, gdzie widziałam go ostatnim razem – Więcej nie wiem. Tyle tylko co sama mi przed chwilą powiedziałaś.
Rozłożył ręce, które po chwili opuścił. Oboje nie odrywaliśmy od siebie wzroku.
- Chwila! Co jej tam powiedziałeś w tym parku? - spytałam od razu, a on jedynie wzruszył ramionami.
- Że nie chcę tego dziecka. - rzucił oschle.
- Jak to nie chcesz?! - spytałam totalnie zaskoczona.
- Normalnie! Mam ci to przeliterować?!
Liam ewidentnie się zdenerwował.
- Dobra. Spokojnie... - powiedziałam próbując załagodzić sytuację – Dlaczego nie chcesz dziecka?
- Bo ono zniszczy mi karierę! Jejku, naprawdę... Razem z chłopakami tworzymy światowej sławy zespół. Jesteśmy wyłapywani wszędzie! Dziecko tylko zaburzy te idealne proporcje.
- Ale Liam! Przecież to twoje dziecko!
- Nie przeczę. Ale ono nie jest mi w tej chwili do niczego potrzebne.
Słysząc to po prostu pokręciłam głową. Nie sądziłam, że Liam jest aż tak nieodpowiedzialny...!
- Jak byłeś pijany mówiłeś mi to samo. Ale ja myślałam wtedy, że ty nie wiesz co mówisz, że jak wytrzeźwiejesz to się opamiętasz... - zaczęłam porządnie gestykulując przy tym rękami.
- No to musiałaś się pomylić. Teraz jestem trzeźwy i doskonale wiem, co mówię. Ja nie chcę tego dziecka!
- To co w takim razie planujesz? - spytałam krzyżując przy tym ręce na piersiach.
- Nic. Niech ona robi z tym dzieckiem co chce. Jeżeli zdecyduje się je urodzić, będę jej płacił tyle ile będzie chciała. - powiedział.
W jego głosie słyszałam totalną obojętność. Jego faktycznie nic nie interesowało.
- Liam... Dziecko nie potrzebuje pieniędzy. Ono potrzebuje ojca... - powiedziałam nadzwyczaj spokojnie.
Wiedziałam, że krzykiem nie dojdziemy tutaj do niczego.
- To niech Danielle go usunie. Ja go nie uznam. To tylko zrujnuje mi karierę. - powiedział od razu.
- Będziesz jej kazał usunąć?! - krzyknęłam z niedowierzaniem.
- Jeżeli będzie chciała to zrobić, to nawet dam jej na to pieniądze. Jestem za młody, mam karierę, a teraz mogę najwięcej zdziałać ze swoim życiem. Mam najwięcej możliwości, tyle propozycji... Teraz jestem w zespole, ale...
Przerwałam mu od razu.
- W zespole, który za tydzień się rozpadnie.
Chłopak automatycznie umilkł.
- C-co? - usłyszałam.
- To co słyszałeś. Panie Liamie Wielki Pieprzony Egoisto Payne, właśnie rozpada się pański zespół! - powiedziałam z ironią w głosie, ale jego nawet to nie ruszyło.
- Jak to się rozpada do cholery?! - krzyknął.
- Normalnie! Kiedy schlany leżałeś w pokoju dzwonił Paul i zapowiedział, że jeszcze przed końcem roku zagracie ostatni koncert i zakończycie działalność zespołu! I co teraz powiesz?!
Wszystko to wykrzyczałam mu niemal na jednym wdechu. Ale się udało. Chłopak umilkł. Powoli usiadł na skraju łóżka łapiąc się przy tym za głowę.
- Ja nie wiedziałem... - powiedział cicho.
- I miałeś do tego prawo. Ale teraz musisz się nad wszystkim zastanowić. Możesz mieć rodzinę...
- Ale ja teraz tego nie chcę! - powiedział stanowczo ponownie na mnie patrząc – Tym bardziej jak zespół upada, ja muszę znaleźć sobie coś innego! Muszę dalej ciągnąć moją karierę. Nie potrzebuję do tego niczego. A dziecka to już tym bardziej...
- Liam... - powiedziałam cicho kręcąc powoli głową.
On nic nie zrozumiał. Totalnie nic. A ja nie wiedziałam, co mogę zrobić, żeby on chociaż w najmniejszym stopniu zmienił zdanie.
- Przemyśl to... - dodałam cicho.
- Tu nie ma o czym myśleć.
- Liam... Nikt nie chce dla ciebie źle...
- To pozwólcie mi żyć własnym życiem do cholery! - krzyknął i automatycznie głośno syknął z bólu łapiąc się przy tym za głowę.
- Li! Wszystko w porządku? - spytałam od razu szybko do niego podchodząc.
- Tak, tak... Po prostu w głowie mi tak jakby zapulsowało... Jest okej... - zapewnił uśmiechając się do mnie lekko.
- Chodź na dół. Napijesz się wody i weźmiesz proszki. To ci pomoże.
Chłopak jedynie pokiwał głową i powoli wstał z łóżka. Wzięłam go pod ramię i oboje powoli zeszliśmy do kuchni. Chłopak usiadł przy stole a ja dałam mu dwie tabletki przeciwbólowe i szklankę wody.
- Dzięki. - usłyszałam.
Pokiwałam tylko głową.
- Proszę cię, przemyśl to wszystko... - powiedziałam cicho.
Chłopak głośno westchnął.
- Okej. Na razie trzeba uratować zespół. To jest najważniejsze.
Słysząc to totalnie mnie zamurowało. On naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co się wokół niego dzieje. On był za bardzo zapatrzony w swoją karierę. Dla niego zespół był wszystkim. Był najważniejszy. Muzyka była dla niego istotniejsza niż miłość i własna narzeczona, która na dodatek jest teraz w ciąży. Ja myślałam, że on się nad tym zastanowi... Że zmieni zdanie... Jednak myliłam się. Znowu. I to nie pierwszy raz...

___________________________________________________________


Witajcie Kochani <3
Przychodzę do Was z 11 rozdziałem. Jak wrażenia? Mam nadzieję, że Wam się podoba :)
Dziękuje za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Dziękuję tym, co ciągle ze mną są i mimo, że jest Was coraz to mniej, ja bardzo to doceniam. Nie robię zasady komentarze za nowy rozdział, bo dla mnie jest to bez sensu. Jeżeli masz ochotę, to skomentuj, jeżeli nie, to trudno. Ja do niczego nie zmuszam. Nie chcę, żeby ktoś komentował z musu. Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeżeli ktokolwiek z Was zostawiłby tutaj swoją opinię. Dziękuję, że jesteście <3
Dziękuję również za życzenia świąteczne <3
Dwunastkę planuję dodać w Sylwestra lub w Nowy Rok, aczkolwiek ja nic nie obiecuję. Nie wiem bowiem, jak się z tym wszystkim wyrobię. Jednak mimo wszystko postaram się, żeby dodać coś nowego ^^
I to by było chyba na tyle... Nie zanudzam Was więcej :)
Do następnego Kochani <3
ILY <3
Wasza @LoveWithHarold
xx

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 10

Otworzyłam leniwie oczy i szybko przetarłam je sobie dłońmi. Byłam całkowicie zaspana, przez co nagle niepowołanie ziewnęłam. Odwróciłam głowę w prawą stronę i zobaczyłam leżącego obok mnie Zayna. Automatycznie zyskałam lepszy kontakt ze światem, a moje oczy aż szerzej się otworzyły. Chłopak spał na brzuchu, głowę skierowaną miał w moją stronę a prawą rękę przerzuconą przez mój brzuch. W tej chwili usilnie próbowałam wydedukować, co oboje robiliśmy wczorajszej nocy, ale nic nie mogłam sobie przypomnieć. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej, przez co poczułam lekki puls w głowie. Automatycznie złapałam się za nią i rozejrzałam po pokoju. Na podłodze leżała gitara, jakieś zamazane kartki, koszulka Zayna, dwa kieliszki, pusta butelka po winie i jeszcze jedna opróżniona do połowy... Czyli już wszystko jest jasne. Musieliśmy wczoraj trochę wypić. Przetarłam sobie twarz dłonią i spojrzałam na Zayna. Leżał na łóżku w samych spodniach i dalej spał. Delikatnie zabrałam z siebie jego rękę i powoli wstałam. Wychodząc z pokoju od razu udałam się do kuchni. Tam wyciągnęłam z lodówki wodę i natychmiast się jej napiłam. Zaczęłam się zastanawiać jakim cudem doprowadziłam się do takiego stanu. Zdecydowanie mam za słabą głowę... Ale w ogóle jakim cudem ja się upiłam?! Boże... To chyba musiało być naprawdę dobre wino...
Po zaspokojeniu swojego pragnienia natychmiast udałam się do łazienki z zamiarem wzięcia szybkiej kąpieli, bo sądząc po tym, że obudziłam się w ubraniach, wczoraj wieczorem raczej tego nie zrobiłam. Po szybkim prysznicu, wszystkie moje wczorajsze ciuchy wrzuciłam od razu do pralki, a sama owinęłam się w ręcznik i poszłam do swojego pokoju, gdzie wyciągając z szafy czyste ubrania od razu je na siebie włożyłam. Włosy związałam jeszcze w luźnego koka i już chciałam wyjść ze swojego pokoju, kiedy to nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam w jego stronę i od razu do niego podchodząc, automatycznie odebrałam.
- Halo?
- Cześć. Tu Liam... - usłyszałam całkowicie zrezygnowany i zaspany głos.
- O hej! Super, że dzwonisz. - powiedziałam uśmiechając się do słuchawki.
- Weź, tak mnie głowa boli, plecy i w ogóle... Ledwo żyję...
- Wcale ci się nie dziwię. Ostro ostatnio zaszalałeś.
- Żebym jeszcze tylko wiedział jak... Ja nic nie pamiętam!
- Czyli mam rozumieć, że nie dasz rady się ze mną spotkać gdzieś na mieście? - spytałam, na co usłyszałam jego ciche westchnięcie.
- Jakbym tylko dał radę ruszyć się gdziekolwiek indziej niż z pokoju do kuchni i łazienki to wierz mi, że z chęcią bym się z tobą umówił, ale ja po prostu nie daję rady...
- Czyli mam rozumieć, że chcesz, żebym do ciebie przyjechała?
- Jakbyś mogła... Przynajmniej coś byś mi przypomniała, powiedziała cokolwiek, bo ja naprawdę nic nie pamiętam...
- Dobra, to wiesz co? Przyjadę do ciebie za jakieś dwie godziny. Może być? - spytałam patrząc jednocześnie na stojący na półce zegarek.
- Świetny pomysł. Ja może ogarnę się trochę w tym czasie jak dam radę...
- Nie musisz. - zaśmiałam się cicho – To będę u ciebie za dwie godziny. - podsumowałam po chwili.
- Okej. Nigdzie nie planuję się dzisiaj stąd ruszać... - rzucił zrezygnowany.
- Do zobaczenia. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy, po czym rozłączyłam się i schowałam komórkę do kieszeni.
Powiem mu co wiem, ale mam też nadzieję, że czegokolwiek nowego się dowiem od niego. Ale niestety mogę się przeliczyć. Chłopak ma porządnego kaca i raczej ciężko będzie mi się z nim rozmawiało...
Od razu wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni w celu naszykowania jakiegoś śniadania dla mnie i Zayna. Postanowiłam zrobić mu naleśniki. Wiedziałam, że uwielbiał jeść to na śniadanie, więc przynajmniej zrobię mu jakąś przyjemność z samego rana.
W momencie, kiedy szykowałam już poszczególne składniki do zrobienia naleśników, usłyszałam kroki z korytarza. Wychyliłam się i aż zaprzestałam wykonywania mojego dotychczasowego zajęcia. Przez korytarz powolnym, ale co dziwne, prostym krokiem szedł Zayn. Miał na sobie jedynie spodnie, a jego bardzo liczne tatuaże na ciele prezentowały się idealnie. Do tego rozczochrane włosy i wzmożony zarost na twarzy tylko dodawał mu uroku. I mimo tych wszystkich ran, niektórych pozostałościach po nich i wychudzenia, on po prostu wyglądał perfekcyjnie. Dopiero co wstał, ale ja w takim stanie już wypchnęłabym go przed obiektyw i miałby lepsze zdjęcia niż najlepsi modele razem wzięci. Cholernie zazdroszczę jego przyszłej dziewczynie. Będzie miała przy sobie istny skarb. Można sobie pomyśleć, że przesadzam, ale wcale tak nie jest. Zayn jest opiekuńczy, wyrozumiały, pomocny, oddany, pomimo wszystko rozsądny, ale jest też po prostu zagubiony. Jego trzeba wyprowadzić na prostą drogę i ktoś musi mu w tym pomóc. Ale żeby tak było, Zayn po prostu musi się zakochać. Kiedy jakaś panna skradnie mu serce, on automatycznie wyjdzie na prostą i zacznie się we wszystkim odnajdywać. Ale do tego potrzeba czasu.
Uśmiechnęłam się tylko i od razu wróciłam do dalszego robienia naleśników. Nie minęła chwila, a ja już czułam jego obecność tuż za sobą. Udałam, że go nie widzę co skutkowało tym, że po chwili poczułam jego dłonie na swoich oczach. Zaśmiałam się cicho i przerwałam szykowanie śniadania.
- Zayn... - powiedziałam cicho z uśmiechem na twarzy, na co w odpowiedzi usłyszałam jego cichy śmiech.
- Dzień dobry. - szept do mojego ucha rozszedł się po całym moim ciele powodując niepowołany, delikatny dreszcz i jego ponowny śmiech.
Po chwili poczułam lekkie cmoknięcie w tył mojej głowy, po czym automatycznie odzyskałam wzrok. Od razu zamrugałam kilka razy i odwróciłam głowę w jego stronę. Chłopak uśmiechał się do mnie, a po chwili odwrócił się i z blatu przy drzwiach wziął jedną z dwóch butelek wina, które najwyraźniej musiał przynieść z pokoju i od razu się z niej napił. Widząc to moje usta aż otworzyły się z niedowierzania. Szybko podeszłam do niego i dosłownie wyrwałam mu butelkę niemal z ust. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie, a ja aż zmarszczyłam brwi.
- Jeszcze ci mało do cholery? - spytałam od razu zamykając butelkę leżącym korkiem obok lodówki i odstawiając na bok.
Chłopak widząc to dosłownie zaczął się śmiać.
- No i czego się śmiejesz? - spytałam wyrzucając do kosza pozostałą pustą butelkę – Głowa cię nie boli?
- No może trochę... Ale to nic. - powiedział dalej się śmiejąc.
Pokręciłam tylko głową i wskazałam dłonią na korytarz. Chłopak uniósł wysoko brwi.
- Zapraszam do łazienki. - powiedziałam od razu – Nie będę jadła śniadania z brudasem.
Na twarz chłopaka automatycznie wstąpił szeroki uśmiech.
- A co na śniadanie? - spytał.
- Naleśniki. - odpowiedziałam, a uśmiech Zayna poszerzył się jeszcze bardziej.
- Dobra, to ja zaraz wrócę! - powiedział i od razu szybko pobiegł do łazienki, przez co prawie przewrócił się na zakręcie o śliskie kafelki.
Zaśmiałam się tylko i kręcąc głową od razu wróciłam do dalszego szykowania śniadania.


***


Trzy godziny później byłam już pod domem chłopaków. Płacąc taksówkarzowi byłam dosłownie przerażona. Pod domem chłopaków stało mnóstwo fotoreporterów, którzy tylko czekali na kolejną nową sensację, którą mogliby udokumentować, dodając do tego kilka zupełnie fałszywych informacji. W momencie, kiedy tylko uchyliłam drzwi od taksówki, a moja noga znalazła się na śniegu, zauważyłam błysk fleszy, co już zaczęło mnie wyprowadzać z równowagi. Każdy z tych ludzi się przekrzykiwał próbując ponownie zadawać mi jakieś pytania, jednak ja nie miałam najmniejszej ochoty na nie odpowiadać, a nawet jakbym chciała, to i tak nic bym z nich nie zrozumiała.
Bez zatrzymywania się po prostu szybko weszłam na posesję chłopaków. Dzisiaj wyjątkowo pod ich domem stała wzmożona liczba ochroniarzy, ale naprawdę się temu nie dziwiłam. Ci ludzie stojący pod bramą są naprawdę nieobliczalni...
Od razu chciałam wejść do domu, jednak zauważyłam Nialla krzątającego się przy swoim samochodzie. Postanowiłam do niego podejść. W końcu wypadałoby się przywitać.
- Cześć Niall. - rzuciłam machając i podchodząc do niego powoli.
Chłopak podniósł głowę znad drzwiczek i widząc mnie od razu się uśmiechnął.
- O hej. Jak tam? - spytał, a ja zatrzymałam się centralnie przy nim.
- A w porządku. Przyszłam porozmawiać z Liamem i wyjaśnić z nim kilka spraw.
- Świetny pomysł. Tylko uważaj, bo on ledwo żyje. Schodząc ze schodów prawie z nich spadł. Mówił, że strasznie kręci mu się w głowie.
Pokiwałam głową z westchnięciem.
- No to niedobrze... - odpowiedziałam.
Niall zacisnął mocno usta i potarł o siebie swoje dłonie.
- Nie zimno ci? - spytałam retorycznie widząc, jak chłopak ewidentnie marznie.
- Trochę, ale zaraz będę w samochodzie to się ogrzeję.
- A to gdzie jedziesz? - spytałam, a na jego twarz od razu wstąpił uśmiech.
- Do Kate. Miałem się z nią dzisiaj spotkać, do tego chciałbym trochę odreagować od wczorajszej informacji...
- Nic się nie zmieniło? - spytałam z nutą nadziei w głosie, jednak Niall pokręcił przecząco głową.
- Nie. Nic. Ale ja mimo wszystko nadal mam nadzieję, że Paul jakimś cudem zmieni zdanie. Chociaż wątpię w to wszystko...
- Będzie dobrze. - powiedziałam, a on pokiwał powoli głową.
- Wiem. - odpowiedział dopiero po chwili – Dlatego właśnie jadę do Kate, żeby trochę przy niej odpocząć i zastanowić się co dalej.
- Myślę, że to dobry pomysł. To jedź już, nie będę cię zatrzymywać.
Chłopak chciał już coś powiedzieć, ale ja tylko szybko go przytuliłam. Od razu poczułam odwzajemnienie uścisku, a za nim nagły błysk fleszy i krzyki.
- Irytują mnie ci ludzie... - usłyszałam, na co głośno westchnęłam odsuwając się od niego.
- Nie tylko ciebie...
Niall uśmiechnął się i chwycił za drzwiczki od samochodu.
- Jedź ostrożnie. I pozdrów Kate. - powiedziałam od razu cofając się do tyłu.
- Na pewno nie zapomnę. - usłyszałam w odpowiedzi i po chwili mogłam już zobaczyć rozsuwającą się bramę i wyjeżdżającego Nialla.
Nie czekając na nic więcej szybko weszłam do domu chłopaków. Tam natychmiastowo poczułam ogarniające mnie wszechobecne ciepło. Szybko się rozebrałam i rozejrzałam po domu. Na dole nikogo nie było, więc stwierdziłam, że wszyscy są na górze. Już chciałam iść do pokoju Liama, ale coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć do Harry'ego i po prostu się z nim przywitać. Wiedziałam bowiem, że na pewno jest w domu. W końcu nic mi wcześniej nie mówił, że gdzieś wyjeżdża. Ruszyłam w stronę jego pokoju, gdzie zobaczyłam uchylone drzwi. Chciałam mu zrobić niespodziankę, więc zachowywałam się bardzo cicho. Podeszłam do drzwi i nagle usłyszałam kroki w pokoju i rozmowę. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale jak nigdy ciekawiło mnie, co tam się w środku dzieje. Harry ewidentnie był w pokoju sam. Chodził w tą i z powrotem mrucząc jednocześnie coś pod nosem. Po chwili dopiero się odezwał uświadamiając mnie, że rozmawia przez telefon.
- Yhym...Tak...Wiesz przecież, że cię z tym nie zostawię...Nie będziesz z tym sama, gwarantuję ci to...Tak...Spokojnie, nie masz się co martwić...Wiem, że jeszcze miesiąc...
On cały czas mówił, a ja nie rozumiałam nic z tego wszystkiego. Skarciłam się w myślach za to, że zaczęłam go podsłuchiwać i już chciałam chwycić za klamkę i wejść do środka, kiedy jego głos raptownie mnie zatrzymał.
- Nie zostawię cię...Tak, przecież nawet bym nie mógł. Twój ojciec chyba by mnie zamordował...Tak, dobrze wiesz, jak on mnie irytuje...Teraz?...W sumie jestem teraz sam, nikt nie musi wiedzieć...Yhym...Dobra, to zaraz u ciebie będę...Do zobaczenia Rose.
I koniec.
Ale Rose? Normalnie nie zaprzątałabym sobie tym głowy, ale mam wrażenie, że niedawno słyszałam gdzieś to imię...
Rose...
Cholera...


___________________________________________________________


Hej Kochani <3

Dzisiaj jest taki wspaniały dzień, nadszedł cudowny czas i właśnie chciałabym Wam życzyć w te święta szczęścia, zdrowia, dużo miłości, masy prezentów, ciepła rodzinnego, follow od idoli i przede wszystkim wszystkiego co najlepsze. Żeby Wasze wszystkie marzenia się spełniły <3
Kocham Was Skarby bardzo mocno <3

Jakby nie patrzeć, to jest dzisiaj i drugie święto, a mianowicie 23 urodziny naszego kochanego Aniołka <3
Wam też ciężko jest uwierzyć, że ten Skarb ma już 23 lata? O.O
No ale w każdym bądź razie wszystkiego najlepszego dla Louisa <3
Ciężko jest się rozpisać z życzeniami dla niego, bo w sumie to każdy z nas chciałby chyba po prostu, żeby był szczęśliwy. I niech tak zostanie *.*

Co do rozdziału to nie chcę go komentować, bo pozostawię to Wam. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakikolwiek ślad. Byłoby mi bardzo miło z tego powodu <3
Kolejny rozdział postaram się dodać za kilka dni <3
Kocham Was Misiaki <3

WESOŁYCH ŚWIĄT!

P.S. Nie obrazicie się, jak dorzucę tutaj na sam koniec takie jedno śliczne zdjęcie Lou, prawda? ^^



niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 9

Patrzałam jeszcze przez chwile na tą wiadomość, po czym robiąc krzywą minę na twarzy, pokręciłam tylko głową i od razu ją usunęłam. Ten człowiek, kimkolwiek on w ogóle jest, ponownie mnie przed czymś ostrzegał, ponownie chciał, żebym zwróciła na niego uwagę i zaczęła go słuchać, ale przecież to było bez sensu. Zayn wrócił, mam go przy sobie i jestem pewna, że nie ważne co się wydarzy, on zawsze stanie po mojej stronie. Gdyby tak nie było, to chłopaka po prostu nie byłoby ze mną w tej chwili. A on jest gdzieś tam za ścianą i bardzo możliwe, że właśnie rozmyśla nad tym wszystkim, co się przed chwilą między nami wydarzyło. Zayn mówił mi rzeczy, które na dobrą sprawę doszły do mnie już wcześniej, jednak ja nie potrafiłam ich do siebie przyswoić. Wszystko to po prostu było aż nazbyt niedorzeczne, żebym mogła w to w tej chwili uwierzyć. Wychodząc bez słowa z salonu dałam mu do zrozumienia, że nie chcę i przede wszystkim nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. Ale czy to było prawdą? Przecież najbardziej zależało mi właśnie na poznaniu prawdy... Ale ja po prostu próbowałam przed nią uciec. Ale co jeżeli Zayn ma rację i nie myli się w tym co mówi? Mówił, że chce mojego dobra i będzie zawsze ze mną szczery, więc teoretycznie powinnam mu wierzyć. Mimo wszystko w jednej kwestii zgadzałam się z nim w stu procentach. To wszystko trzeba było sprostować. Bez względu na późniejsze tego konsekwencje. Ktoś w tej całej grze będzie cierpiał. Bardzo możliwe też, że nie będzie to tylko jedna osoba. Ale trzeba to było wszystko wyjaśnić.
Rozejrzałam się powoli po pokoju, po czym szybko wstałam i odkładając komórkę na łóżko od razu wyszłam z mojego pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Zayn! - krzyknęłam idąc korytarzem w stronę salonu.
Będę z nim w tej chwili dyskutować, nawet jeżeli on nie będzie miał na to najmniejszej ochoty i dokładnie sobie wszystko wyjaśnimy chociażbym miała się z nim poważnie pokłócić.
- Zayn! - powtórzyłam już o wiele bardziej dobitnie, jednak nie uzyskałam żadnej odpowiedzi.
Szybko nie czekając na nic weszłam do salonu i zobaczyłam w nim Zayna stojącego przy oknie i jak gdyby nigdy nic rozmawiającego sobie przez telefon. Zmarszczyłam brwi i założyłam ręce w geście protestu.
- Czy ty umiesz mi odpowiedzieć jak cię wołam do cholery?! - powiedziałam głośno i stanowczo, na co chłopak umilkł i od razu odwrócił się w moją stronę.
Jego brwi lekko się zmarszczyły, ale po chwili uniósł swojego palca do ust pokazują mi tym samym, żebym była cicho. Zacisnęłam mocno usta totalnie poirytowana. Jak on mógł mnie do cholery jasnej uciszać?! Nie. Tego było już za wiele. Odwróciłam się na pięcie i szybko wyszłam z salonu prosto do kuchni. Oj pokłócimy się na wieczór. Szybko wyciągnęłam z lodówki sok i wlewając go do szklanki od razu wypiłam go jednym duszkiem. Odłożyłam szklankę na bok i spojrzałam przed siebie. Przez okno w oddali za grubym murem ujrzałam jednego fotoreportera, który zawzięcie próbowała wyłapać jakiś zadziwiający fakt z mojego życia. Westchnęłam i już chciałam się odwrócić, kiedy nagle zauważyłam drugiego fotoreportera, który jakiś niewiadomym dla mnie cudem siedział na drzewie i robił mi zdjęcia. Zmarszczyłam brwi i szybko zasłaniając okno odwróciłam się i automatycznie wpadłam na Zayna. Chłopak chwycił mnie w tali, żebym mogła złapać równowagę. Spojrzałam mu w oczy i od razu się od niego odsunęłam.
- Chciałaś o czymś rozmawiać, prawda? - spytał.
- Nie. - rzuciłam oschle, po czym wymijając go szybko wyszłam z kuchni.
- Ej no co jest...? - usłyszałam za sobą, a po chwili poczułam, jak Zayn łapie mnie za nadgarstek.
Zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę.
- Powiesz mi o co chodzi? - spytał.
- Irytujesz mnie. - rzuciłam, a chłopak uniósł z zaciekawieniem brwi.
- I tylko o to chodzi?
Westchnęłam tylko, a on pokręcił lekko głową.
- Ten telefon był tak cholernie ważny, że nie mogłem go zbyć... - powiedział, a ja pokiwałam głową.
- Okej. - odpowiedziałam.
Nie było sensu kłócić się z nim o jakiś durny telefon.
- Dzwonił facet od Paula.
Chłopak ewidentnie zaczynał się tłumaczyć chociaż ja go o to nawet nie prosiłam. Już chciałam mu przerwać i coś powiedzieć, ale on dalej kontynuował.
- Powiedział, że James żyje, ale znęcają się nad nim w najgorsze ze wszystkich możliwych sposobów.
Te słowa podziałały na mnie automatycznie. Złość na Zayna raptownie mnie opuściła, bo w sumie teraz liczył się tylko James.
- Masz pewność, że on żyje? - spytałam.
Zayn westchnął i pokręcił głową.
- Nie. Ten facet umie dobrze kręcić. Zawsze staje po tej stronie, gdzie będzie miał później z tego więcej korzyści dla siebie. Ale od niego jedynie mogłem się czegoś dowiedzieć...
- Wiesz, gdzie jest James?
- Z tego co mi wiadomo, to gdzieś daleko za miastem. Nie ma szans na to, żebym znalazł go w pojedynkę... Muszę mieć konkretne dane i wtedy go odbiję.
Chłopak puścił mnie i bez celu zaczął chodzić po korytarzu.
- Nie pozwalam ci na to. - powiedziałam, a on się zatrzymał i spojrzał na mnie – Nie pozwalam ci ratować go samego. Jeżeli nie będę miała pewności, że będziesz bezpieczny, nigdzie nie pójdziesz!
Mój głos był naprawdę bardzo stanowczy. Na jego twarzy automatycznie pokazało się zdziwienie, jednak po chwili zostało ono zastąpione delikatnym uśmiechem.
- Martwisz się o mnie? - spytał.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiedziałam, a jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
- To miłe. Nikt nigdy nie martwił się o mnie tak bardzo...
- To doceń to i posłuchaj mnie chociaż raz... - powiedziałam.
Poczułam się zrezygnowana. Nie mogę za niego decydować, jednak i tak wiedziałam, że jeżeli tego nie zrobię, to on popełni kolejną głupotę.
- Skarbie... Nie masz się o co martwić. Uważam na siebie. - powiedział podchodząc do mnie.
- Muszę mieć stu procentową pewność, że nic ci się nie stanie. - powiedziałam i chwytając jego twarz w obie dłonie, przeczesałam mu włosy zabierając je z jego czoła.
- Załatwię sobie obstawę, kogoś do pomocy, cokolwiek... - powiedział patrząc na mnie.
Pokiwałam tylko głową, opuszczając ręce. Widziałam, że coś do niego dotarło. Nie będzie działał pod wpływem chwili. Przemyśli to, obierze jakiś plan i może wszystko się jakoś uda. Teraz wiedziałam, że chociaż o to nie muszę się martwić. Jednak i tak najbardziej w tym wszystkim zależało mi na jego bezpieczeństwie. Nie chciałabym jeszcze raz przechodzić tego wszystkiego, co działo się w przeciągu ostatnich czterech miesięcy. I mam nadzieję, że on to zrozumiał.
Spojrzałam na chłopaka dokładniej. Twarz Zayna zdobił ciepły uśmiech. Po chwili on złapał mnie za dłoń i pociągnął w stronę jego sypialni. Poszłam za nim i kiedy oboje byliśmy już w środku, on od razu podszedł do swojej szafki wyciągając z niej kartkę papieru.
- Po co tu przyszliśmy? - spytałam, a on spojrzał na mnie kątem oka.
- Chciałem ci coś pokazać.
- Co takiego?
W momencie wypowiedzenia tego pytania, Zayn podszedł do mnie i wręczył trzymaną przez siebie kartkę. Wzięłam ją od niego i spojrzałam na nią od razu. Papier zapisany był przeróżnymi słowami, były wersy i idealne podziały tekstu. W niektórych miejscach słowa były poskreślane i zamienione na inne. Było to pismo Zayna, a czarny długopis w niektórych miejscach był już rozmazany. Na samej górze na środku napisane było „Half a Heart”.
- To miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Miałem ochotę to podrzeć i wyrzucić. - usłyszałam, przez co od razu podniosłam wzrok na chłopaka.
- Co? Dlaczego? - spytałam patrząc z powrotem na trzymany przeze mnie utwór.
- Bo ta piosenka wydaje mi się bezsensu. Są to pierwsze słowa, które napisałem sam, bez niczyjej pomocy. Złapałem przypływ chwili i to napisałem...
- Kiedy to było?
- Z jakiś miesiąc temu, jak siedziałem jeszcze u Paula... Miałem tego nikomu nie pokazywać, no ale... - urwał, a ja usiadłam na jego łóżku i spojrzałam na trzymany przeze mnie tekst.
Przeczytałam powoli pierwsze sześć linijek i widząc dalszą część tekstu, zatrzymałam się. Spojrzałam kątek oka na Zayna, a po chwili z powrotem na kartkę i powoli zaczęłam czytać refren, przy czym sama słyszałam, jak mój głos lekko się załamuje.

„And being here without you
It's like I'm waking up to
Only half a blue sky
Kinda there but not quite
I'm walking 'round with just one shoe
I'm half a heart without you
I'm half the man, at best
With half an arrow in my chest
I miss everything we do
I'm half a heart without you”


I w tym momencie urwałam. Nie byłam w stanie po prostu dalej tego czytać. Do oczu naszły mi łzy. Szybko spojrzałam na Zayna zastanawiając się, jak on mógł napisać coś tak wspaniałego będąc w tak obskurnym miejscu, przy takich ludziach i w sytuacji niemal bez wyjścia. Życie mu się waliło, a on napisał piosenkę o miłości... Patrzałam na niego, a po chwili zaczęłam kręcić głową.
- Beznadziejne, prawda? Przesłodzone, fatalne i...
- Prawdziwe. - dokończyłam przerywając mu jednocześnie.
- Prawdziwe? - spytał zdziwiony siadając obok mnie.
Pokiwałam szybko głową.
- Jeżeli tak bardzo kogoś kochasz, a tej osoby nie ma przy tobie, to faktycznie czujesz się tak, jak to opisałeś... Skąd ci przyszedł do głowy taki pomysł?
Chłopak wzruszył ramionami schylając przy tym głowę. Nic nie powiedział. On ewidentnie musiał o kimś myśleć pisząc takie cudo. Tym bardziej, że był wtedy sam, bez tej swojej wybranki. W normalnym wypadku pomyślałabym, że jest to o Perrie, no ale teraz... Nie. Zdecydowanie nie. Postanowiłam jak na razie nie drążyć tematu. Zayn jak będzie chciał, to w końcu sam mi powie. Przynajmniej będzie miał pewność, że go nie wyśmieję. W najgorszym wypadku skarcę. Popatrzałam na niego jeszcze przez chwilę, po czym wstałam i całując go szybko w sam czubek głowy poszłam w głąb pokoju i chodząc po nim w kółko zaczęłam dalej czytać ten utwór zagłębiając się w jego niesamowitym tekście. Czułam na sobie spojrzenie mojego przyjaciela, ale nie zwracałam na niego uwagi. Dopiero po chwili zatrzymałam się i ponownie odezwałam.

„Though I try to get you out of my head
The truth is I got lost without you”


- To jest idealne... - powiedziałam cicho, po czym od razu spojrzałam na Zayna.
Na twarzy chłopaka automatycznie pojawił się uśmiech.
- Myślałeś o charakterze tej piosenki? - spytałam, a on pokiwał powoli głową.
- Koniecznie ballada i myślałem o lekkim brzmieniu gitary. Ale nie jestem pewny, czy chciałbym, żeby to wyszło poza nami...
- Nie chcesz tego opublikować? - spytałam zdziwiona.
Chłopak zamyślił się przez chwilę.
- Może kiedyś... - powiedział po chwili – Chciałbym, żeby to było na razie indywidualne...
Pokiwałam głową nie za bardzo rozumiejąc sens jego słów. Indywidualne? Czyli możliwe, że on to napisał dla kogoś... Kolejna zagadka? Ugh...
- Zaśpiewaj mi to. - powiedziałam podchodząc do niego i siadając na środku jego łóżka.
Chłopak spojrzał na mnie unosząc przy tym brwi w całkowitym zaciekawieniu.
- Nie wiem jeszcze konkretnie jak to miałoby brzmieć. Chociażby zwrotki...
- A refren?
- No tak mniej więcej...
- Proszę... - powiedziałam cicho, na co Zayn popatrzał na mnie, a po chwili uśmiechnął się i wstając podszedł do szafy.
- Dobra, ale nie gwarantuję, że będzie idealnie. - powiedział wyciągając jednocześnie gitarę z szafy.
Moje oczy otworzyły się szeroko z jeszcze większego zdziwienia.
- Grasz na gitarze?! - spytałam z niedowierzaniem, a on tylko cicho się zaśmiał.
- Pogrywam, nie gram. Grać nie umiem. - rzucił rozbawiony.
Westchnęłam, po czym uśmiechnęłam się szeroko, a chłopak usiadł przy mnie na skraju łóżka i powoli zaczął szykować się go gry.
- Ostatni raz używałem tego sprzętu pół roku temu, więc ostrzegam, że może być fatalnie...
- Nie gadaj tylko graj! - przerwałam mu, a on zaśmiał się i powoli zaczął tworzyć pierwsze dźwięki.
Melodia była wolna i delikatna, a po chwili całość dopełnił jego zniewalająco idealny głos. Przymknęłam oczy i kładąc się na łóżku całkowicie zagłębiłam się w muzyce. Zayn zaśpiewał pierwszy refren, a za nim pojedyncze jakieś dźwięki, po czym powoli zakończył. W jednej chwili oboje na siebie spojrzeliśmy.
- Podobało ci się?
- Bardzo. - powiedziałam, a na twarzy chłopaka zalśnił piękny uśmiech.
- Zaśpiewaj to jeszcze raz. Proszę... - odezwałam się po chwili.
Chłopak uśmiechnął się, po czym bez słowa wrócił do trzymanej przez siebie gitary. Usiadłam po turecku na łóżku, a Zayn odwrócił się w moją stronę i po chwili ponownie usłyszałam cichą melodię. Uśmiechnęłam się do niego i na powrót oddałam się w ręce otaczającej mnie w tej chwili muzyki.


___________________________________________________________


Hej Kochani <3
Po dość długim oczekiwaniu przychodzę do Was z 9 rozdziałem... Długo czekaliście, bo aż ponad 3 tygodnie, a rozdział... No cóż. Nie zadowala. Nie ukrywajmy, że jest nudny i przymulający. Przynajmniej dla mnie, nie wiem jak dla Was. Nie zadowala mnie, bo nic się w nim nie dzieje. Nic nie zepsułam, nic nie zrobiłam takiego, żeby trzymać Was w napięciu, co rzadko kiedy się u mnie pojawia. No ale co poradzić... Czasami musi być trochę delikatności... No cóż... Czekam na Wasze opinie :)
Dziękuję bardzo za komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
Jeżeli chodzi o kolejny rozdział... Możecie spodziewać się go naprawdę szybko, bo w końcu jest wolne. Oczekiwanie na dziewiątkę było tak długie, gdyż właśnie niestety szkoła na nic mi nie pozwalała. No ale teraz jest wolne, więc i rozdziały będą częściej, tak samo jak w końcu po nadrabiam wszystko u Was ^^
I to chyba tyle... Nie będę się dłużej rozpisywać... :)
Więc do następnego ^^
Kocham Was bardzo mocno <3
Wasza @LoveWithHarold