sobota, 28 marca 2015

Rozdział 18

Równo pięć minut przed czwartą po południu usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko wybiegłam z pokoju i ruszyłam w stronę wyjścia. Przed samymi drzwiami zatrzymałam się jeszcze i spojrzałam w bok na duże wiszące lustro. Dotknęłam powoli brzucha, wygładzając tym samym moją białą koszulę luźno wpuszczoną w czarne rurki z wysokim stanem. Poprawiłam jeszcze złoty wisiorek na szyi i podciągnęłam jeden rękaw koszuli, który nagle sam z siebie mi opadł. Wolną dłonią dotknęłam jeszcze moich włosów, które w dotyku wydały się naprawdę przyjemne. Nie lubiłam loków, jednak dzisiaj postanowiłam je sobie zrobić. W momencie, kiedy sygnał dzwonka ponownie dotarł do moich uszu, ostatni raz zerknęłam na moje odbicie w lustrze i stwierdzając, że nawet nieźle wyglądam, chwyciłam za klamkę i pociągnęłam drzwi w swoją stronę. Chłód z dworu automatycznie przeszył moje ciało powodując delikatny dreszcz. Mimo to nie przejmowałam się tym zbytnio, gdyż moim oczom ukazała się wysoka postać przysłonięta wielkim bukietem czerwonych róż. Na moją twarz natychmiast wstąpił uśmiech. Za kwiatami widziałam jedynie burzę kasztanowych loków, a po chwili mogłam też dojrzeć i szmaragdowe oczy. Bukiet powoli opuścił się do szyi, i moim oczom ukazała się cała twarz Harry'ego z miną zbitego psa. Przygryzłam lekko dolną wargę uśmiechając się do niego ciepło.
- Przychodzę skruszony i ogromnie błagam o wybaczenie. - usłyszałam jego aż nazbyt poważny głos.
Po chwili jednak westchnął zrezygnowany i całkowicie się rozluźnił.
- Mam nawet kwiaty... - dodał, mrużąc przy tym jedno oko i krzywiąc usta w lekkim zakłopotaniu.
Ja natomiast uśmiechnęłam się jeszcze bardziej i pokręciłam powoli głową czując w tej chwili niewyobrażalne szczęście. Wiedziałam już, że mu wybaczyłam. Nie potrafiłam się na niego aż tak długo gniewać. W końcu on przecież nic nie zrobił.
- Dasz radę wybaczyć takiemu dupkowi, który stara się teraz przeprosić cię najbardziej jak tylko potrafi, uwzględniają przy tym fakt, że szalenie cię kocha i...
W pewnym momencie nagle przestałam go słuchać, gdyż po prostu szybko do niego podeszłam i zmniejszając odległość między nami, chwyciłam jego twarz w obie dłonie i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek.
- Ciii... - wyszeptałam, gładząc przy tym kciukiem jego policzek.
Na twarzy chłopaka powoli wymalował się szczery uśmiech.
- Kocham cię. - wyczytałam z ruchu jego warg.
- Ja ciebie też. - wyszeptałam szybko, ponownie całując go w usta.
On szybko odwzajemnił pocałunek, a jego jedna dłoń powędrowała na moją talię, lekko przyciągając mnie do siebie, przez co minimalnie zgniotłam nadal trzymane przez niego kwiaty. Ale nie było to w tej chwili istotne. Liczyła się obecna chwila i fakt, że jestem tu teraz przy nim i oboje pozwalamy sobie na dość długo oczekiwaną chwile bliskości. Przez ten cały czas czułam ciepło rozlewające się w dole mojego brzucha. Wiedziałam, że go kocham. Byłam o tym stu procentowo przekonana. Mimo wszystko czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i kochana. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości.
Kiedy po tej krótko trwającej małej chwili przyjemności odsunęłam się od niego, na jego twarzy zauważyłam wyraźnie wymalowane szczęście.
- Ym... Proszę. - usłyszałam, a sekundę potem już trzymałam te przepiękne kwiaty w swoich dłoniach.
- Dziękuję. Są wspaniałe... - odpowiedziałam i poczułam, jak moje policzki nabierają nagle niezwykle wysokiej temperatury.
Żeby ukryć moje rumieńce, szybko zanurzyłam się w zapachu róż. Był nieziemski, ale niestety sam bukiet poprzez swoją wielkość był niewiarygodnie ciężki. I nagle uświadomiłam sobie, że my ciągle stoimy na dworze centralnie za drzwiami. Spojrzałam szybko na Harry'ego.
- Chodź, bo jest chłodno... - odezwałam się z lekka zakłopotana tą całą sytuacją.
Szybko weszłam do środka, a Harry za mną, od razu zamykając przy tym za sobą drzwi.
- Poczekasz na mnie chwilę? Wstawię tylko kwiaty do wazonu, naszykuję się i możemy jechać. Rozgość się. - powiedziałam szybko, gestykulując przy tym lekko wolną ręką.
- Jasne. Nie spiesz się. - usłyszałam w odpowiedzi, na co posłałam mu ciepły uśmiech i szybko ruszyłam do kuchni.
W środku, oparty o blat i z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej stał Zayn. Ewidentnie był wściekły. Widziałam to, a sama złość emanowała od niego na kilometr. Czułam, jak bez przerwy wodził za mną wzrokiem. Po chwili dopiero spojrzałam na niego. Na serio był wściekły. Odkąd wczoraj po południu się pokłóciliśmy, do tej pory nawet nie zwracałam na niego uwagi, a on sam nawet się nie odzywał. Prawdę mówiąc, to jeszcze nigdy nie było między nami aż tak burzliwej sytuacji. Ale nie uważam, że przesadziłam. Zayn ma swój punkt widzenia, który jest po prostu zły. I dopóki to do niego nie dotrze, ja nie będę z nim rozmawiać.
Po chwili dopiero położyłam kwiaty na blacie obok Zayna i zaczęłam szukać jakiegoś dużego wazonu. Przez ten cały czas starałam się nie zwracać uwagi na mojego przyjaciela, jednak w momencie, kiedy szukanie szklanego naczynia zaczęło mi się przedłużać, spojrzałam na niego i odezwałam się cicho.
- Czy byłbyś tak miły i włożyłbyś ten bukiet do wazonu? Wiesz... Spieszę się.
Nie wiem nawet jak to zrobiłam, ale odezwałam się wyjątkowo oschle. Jednak nie uzyskałam od niego żadnej odpowiedzi. Zayn tylko się we mnie wpatrywał z rękami ułożonymi w geście protestu i nic nie mówił. Zmarszczyłam brwi wypuszczając głośno powietrze z ust.
- Słuchaj. Naprawdę się spieszę i nie mam ochoty na oglądanie twoich fochów, więc serio... Daruj sobie, bo to na mnie nie działa.
Mówiłam nadzwyczaj wyjątkowo cicho i tylko dlatego, że za ścianą stał Harry. Bardzo możliwe, że gdyby nie on, to nie hamowałabym się zbytnio i z pewnością między mną, a Zaynem doszłoby do ostrej wymiany zdań i tylko ponownego zaostrzenia już i tak trwającej między nami kłótni.
- To włożysz te kwiaty, czy nie? - spytałam ponownie, będąc już naprawdę poirytowana jego zachowaniem.
Mimo to znowu nie uzyskałam odpowiedzi. Jednak kiedy tylko głośno westchnęłam i odwracając od niego wzrok, szybko podeszłam do szafki, usłyszałam jego szept:
- Tak. Włożę.
Słyszałam ból. I nic więcej. Automatycznie ponownie na niego spojrzałam. Chłopak nie odrywał ode mnie wzroku. Wyglądał na wściekłego, jednak kiedy powiedział do mnie te dwa słowa, w ogóle tego po nim nie odczułam. Brzmiało to tak, jakby chłopak nagle złagodniał. Jednak ja i tak nic sobie z tego nie zrobiłam.
- Super! Dziękuję. - powiedziałam, wyraźnie akcentując przy tym każde słowo.
Odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę wyjścia z kuchni, gdy nagle poczułam, jak Zayn chwycił mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się i skierowałam na niego swój wzrok. Wpatrywałam się w niego bez słowa marszcząc przy tym brwi.
- Nawet mnie nie zatrzymuj. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Wierz mi, że gdybym tylko mógł, to od razu bym to zrobił.
Słysząc jego odpowiedź, moje brwi automatycznie zmarszczyły się jeszcze bardziej. Od razu wyrwałam rękę z jego uścisku starając się jednocześnie zrozumieć sens tego, co powiedział.
- Dlaczego to robisz? - wyszeptałam po chwili.
Byłam tak poirytowana i zdenerwowana, że sama już wyczuwałam jad wypływający z moich ust za każdym razem, kiedy starałam się coś mu powiedzieć.
- Martwię się o ciebie. - usłyszałam w odpowiedzi.
Westchnęłam cicho.
- Nie wtrącaj się w to, co nie powinieneś, okej? - rzuciłam szybko i odwróciłam się od niego.
Jednak nie dane mi było odejść, gdyż chłopak złapał mnie mocno za ramię okręcając w swoją stronę.
- Jestem za ciebie odpowiedzialny...! - wysyczał szeptem przez zaciśnięte zęby.
Zayn brzmiał tak poważnie, że aż tylko głośno przełknęłam ślinę, gdyż najzwyczajniej w świecie obleciał mnie strach. I to nie pierwszy raz. Od wczoraj działo się to naprawdę dosyć często. Zayn był nieobliczalny, a ja miałam wrażenie, że wystarczy tylko chwila, żeby całkowicie wyprowadzić go z równowagi i tym samym porządnie oberwać. Zdawałam sobie sprawę, że może przesadzam, ale byłam już uprzedzona do takich rzeczy i szczerze mówiąc, to wolałam nie ryzykować i trzymać się na dystans. Jednak w tej chwili... Czułam, że mogę się mu sprzeciwić. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Jednak nie miałam pojęcia, co powodowało u mnie tak nagły przypływ odwagi. Fakt, że za ścianą ciągle jest Harry, a może to, że tak jak Zayn powiedział, on sam jest za mnie odpowiedzialny, więc do czegoś go to zobowiązywało? Hmm... Naprawdę nie znam na to odpowiedzi.
Nie wiem, ile czasu bez celu się w niego wpatrywałam, jednak z każdą tą chwilą złość rosła we mnie coraz to bardziej.
- No i co z tego? - odezwałam się w końcu.
On jednak zbył moje pytanie.
- Dlaczego taka jesteś? - spytał po chwili nadzwyczaj spokojnie.
- Jaka? Jaka jestem?
Zmarszczyłam brwi, krzyżując przy tym ręce na piersiach. Zayn puścił mnie, a chwilę potem w jego oczach ponownie mogłam ujrzeć ból. Potworny i całkowicie mnie przerażający.
- Inna... Wredna. Przecież nic ci nie zrobiłem... Musi tak być?
Westchnęłam kręcąc przy tym głową z totalną irytacją. Mi nic nie zrobił, jednak sobie i owszem. Ale co z tego, jak on w ogóle tego nie rozumiał.
- Odpuść sobie Zayn. - rzuciłam robiąc przy tym kilka kroków w tył.
On tylko głośno westchnął i przetarł sobie twarz dłonią.
- Ale proszę cię... Uważaj na siebie.
Przymknęłam na chwilę powieki, nabierając przy tym dużo powietrza do ust. Miałam go już dosyć. Przecież wychodziłam tylko z moim facetem. Nic mi się z nim nie stanie.
- Błagam... - usłyszałam jego już totalne zrezygnowanie.
Zmarszczyłam tylko mocno brwi wpatrując się w niego bez celu. Po chwili wycofałam się i bez słowa opuściłam pomieszczenie. Zaczęłam się zastanawiać, o co mu chodziło, co to wszystko miało mieć na celu. Chciał mnie przy sobie zatrzymać? Nie no przecież to jest bez sensu... Cholera. Rozmowa z nim zdecydowanie mnie wykończyła. Miałam dosyć. Westchnęłam głośno i pokręciłam powoli głową.
Będąc już na korytarzu rozejrzałam się powoli w poszukiwaniu mojego chłopaka. Jednak nic z tego. Nie widziałam go.
- Harry...? - odezwałam się głośno z lekka zdezorientowana.
- Tutaj! - usłyszałam krzyk dochodzący z salonu.
Bez żadnego zastanawiania się, szybko ruszyłam w tamtym kierunku. Kiedy tylko znalazłam się w środku ujrzałam Harry'ego, który trzymał w dłoni jedną z wielu ramek ze zdjęciami stojących na szafce i uważnie się jej przyglądał. Chłopak musiał najwyraźniej usłyszeć, że do niego przyszłam, gdyż nagle podniósł na mnie swój wzrok i uśmiechnął się ciepło. Odwzajemniłam gest.
- Wybacz, że to tak długo trwało, ale nie mogłam znaleźć wazonu... - odezwałam się cicho po chwili.
Mówiłam prawdę. Pominęłam jednak ten dość nieprzyjemny wątek z Zaynem. Harry doskonale wiedział, że on tu jest, ale jak widać ciągle się maskował, żeby przypadkiem się przy mnie nie wygadać. Szkoda tylko, że nikt go nie poinformował, że ja o wszystkim doskonale wiem.
- Nie nie szkodzi. - usłyszałam po chwili – Rozejrzałem się w tym czasie trochę tutaj, ale na dłużej zatrzymałem się przy zdjęciach...
Uniosłam powoli brwi i podeszłam do niego. Spojrzałam na trzymane przez niego zdjęcie. Byłam na nim ja z Zaynem, gdzie on będąc za mną, obejmował mnie jedną ręką mocno w pasie, przyciskając tym samym do siebie, a drugą ręką wyciągniętą miał do góry robiąc nam jednocześnie zdjęcie. Fotografia była zrobiona z jakiś miesiąc po tym, jak tutaj przyjechałam. Mieszkałam wtedy jeszcze w ośrodku, a z Zaynem coraz lepiej się dogadywałam. Urywkowo wróciły mi wspomnienia, kiedy siedzieliśmy oboje w moim pokoju, na moim łóżku i oglądaliśmy jakąś denną komedię na laptopie, zajadając się przy tym słodyczami. W pewnym momencie on wyciągnął telefon i powiedział: „Zróbmy sobie zdjęcie!”. Nie byłam co do tego przekonana, ale w końcu się zgodziłam i z planowanego jednego zdjęcia, wyszło z jakieś pięćdziesiąt. A potem, kiedy miesiąc później zamieszkaliśmy razem, on wybrał z tej naszej mini sesji akurat to jedno zdjęcie, które oprawił w ramkę i postawił właśnie tutaj na półce. Pamiętałam to doskonale. Wywołane wspomnienia automatycznie spowodowały uśmiech na mojej twarzy. Ale wtedy było dobrze. Wszystko się układało, nie było problemów, a przynajmniej wtedy ja o nich nie wiedziałam. A teraz? Brakuje tylko idealnego momentu, żeby wszystko doszczętnie zniszczyć.
- Zacząłem się zastanawiać... - usłyszałam Harry'ego, co automatycznie wyrwało mnie z transu.
Spojrzałam na niego odruchowo, jednak on nie odrywał swojego wzroku od fotografii.
- Tak...? - spytałam cicho próbując pociągnąć rozmowę.
- Dlaczego my nigdy nie zrobiliśmy sobie takiego zdjęcia?
Szybko na mnie spojrzał, a ja zamrugałam powiekami lekko zdezorientowana. Zadał mi dość dziwne pytanie, ale miał racje. My rzadko kiedy robiliśmy sobie jakiekolwiek wspólne zdjęcia, co z Zaynem miałam ich mnóstwo.
- Bo... Hmm... - zaczęłam drapiąc się przy tym nerwowo w tył głowy.
On uniósł tylko brwi czekając najwyraźniej na to, co chcę mu powiedzieć.
- Może dlatego, że nie lubisz? Albo przynajmniej nigdy nie sprawiałeś wrażenia osoby, która by za tym przepadała... - powiedziałam cicho.
On tylko zanalizował to, co mu powiedziałam, po czym pokiwał głową i powoli odstawił ramkę na swoje miejsce, uprzednio przypatrując się jej jeszcze przez chwilę.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takim zdjęciom... - odezwałam się od razu, na co chłopak ponownie na mnie spojrzał.
- Nie. - odpowiedział z uśmiechem – Po prostu mnie zaciekawiło.
Teraz to ja pokiwałam głową. Nie wiedziałam, co mogę mu powiedzieć. Zdawałam sobie sprawę, że nie o to konkretnie mu chodziło, a jego wypowiedź miała jakieś drugie dno, którego ja nie mogłam odnaleźć.
Wpatrywałam się w podłogę do momentu, w którym nagle Harry nie uniósł mojego podbródka i nie złączył naszych ust w całość. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tak nagłego pocałunku, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie – byłam zachwycona. Od razu oddałam pocałunek, który nie wiadomo kiedy przerodził się w coś dłuższego i zdecydowanie bardziej namiętnego niż zwykle. Czułam stado motyli w brzuchu i byłam pewna, że między nami na nowo wszystko się poprawia. Ale ta chwila czułości była inna od całej reszty. Harry miał ogromną pewność siebie i wyglądał tak, jakby chciał wszystkim udowodnić, że jest najlepszy i nikt nie będzie w stanie go pokonać.
Dopiero w momencie, kiedy on wyszedł na dwór, a ja zakładałam mój czarny płaszcz i krótkie kozaczki na wysokim obcasie, poczułam na sobie czyiś wzrok. Od razu podniosłam głowę i ujrzałam Zayna opartego o ścianę z rękami ułożonymi w geście protestu. Serio, tylko jego mi w tym momencie najbardziej brakowało do szczęścia. Zmarszczyłam brwi.
- Ale się popisuje, co nie mała? - usłyszałam jego drwiący głos.
Moje usta lekko się otworzyły, a ja tylko tępo się w niego wpatrywałam. On to widział?! Czyli... No i właśnie wtedy wszystko dokładnie zrozumiałam. Oni na moich oczach oboje się ze sobą przekomarzali. Jeden robił wszystko, żeby tylko pokazać temu drugiemu jak jest od niego lepszy. Przecież to było nie do pomyślenia! Harry doskonale wiedział o tym, że Zayn wrócił i jest w domu, jednak nadal twierdził, że ja o tym nie wiem. To jest niedorzeczne! Dlatego właśnie, kiedy Harry oglądał to zdjęcie nie zachowywał się normalnie. Coś go tchnęło i zdecydowanie mu się to nie spodobało. I w momencie, kiedy nie patrzałam na niego tylko w podłogę, stojąc przy tym tyłem do korytarza, Zayn musiał się pojawić, a Harry wtedy mnie pocałował. Do tego zrobił to zupełnie inaczej niż normalnie, a ja oczywiście niczego się nie domyśliłam. I przez ten pocałunek najwyraźniej chciał mu pokazać, że należę tylko do niego, a Zayn lepiej niech sobie odpuści takie akcje jak ta z tym zdjęciem. Innego wyjścia tutaj nie widziałam. Ale cała ta sytuacja była przecież tak bardzo beznadziejna... Nie wiem, czy Harry był zazdrosny, czy po prostu miał nagle taki kaprys, żeby zrobić na złość Zaynowi i pokazać, że on tutaj rządzi... Nie wiem. Nie mam pojęcia! Zaczęło mnie to już irytować. Oni we dwójkę się wręcz nienawidzili!
- Błagam cię, uważaj na siebie. - głos Zayna ponownie dotarł do moich uszu.
A ja miałam w tej chwili ochotę po prostu podejść do niego i mu przywalić. Nie wiem. Tak po prostu. Możliwe, że chciałam się wyżyć. Oboje już w tym momencie wyprowadzili mnie z równowagi. Zachowywali się jak dzieci!
- Daj ty mi już święty spokój! - warknęłam wskazując na niego palcem – Zastanów się nad naszymi ostatnimi rozmowami i lepiej się do mnie nie odzywaj dopóki się nie opamiętasz! - dokończyłam krzykiem, po czym zabierając z półki moją torebkę, szybko wyszłam z domu trzaskając za sobą drzwiami.
Pod wpływem silnego podmuchu wiatru, szczelniej okryłam się moim jak do tej pory niezapiętym płaszczem i idąc najszybciej jak tylko w tym momencie pozwalały mi na to moje buty na obcasie, w końcu opuściłam posesję i szybko podeszłam do Harry'ego, który stał oparty o swój samochód i nerwowo stukał palcami w szybę tworząc tym samym jakiś nieznany mi rytm. Kiedy tylko mnie zobaczył od razu oderwał się od samochodu otwierając mi drzwi.
- Co tak długo? - spytał, kiedy wsiadałam do samochodu.
- Zastanawiałam się, które buty założyć. - rzuciłam szybko starając się brzmieć nadzwyczaj naturalnie mimo tego, że nadal byłam wściekła.
Harry po chwili siedział już obok mnie przygotowując się do jazdy. Od wypadku był już zdecydowanie ostrożniejszy, co naprawdę mnie cieszyło. Przynajmniej nie musiałam się martwić, że znowu coś mu się stanie.
- Nie musiałaś tak długo myśleć. Zawsze wyglądasz ślicznie. - usłyszałam w momencie, kiedy odpalił silnik auta i wyjechaliśmy z ulicy.
- Dziękuję, ale nie musisz mi tak ubliżać. - odparłam.
- Ej... Co się dzieje? - spytał chwytając mnie za udo wolną dłonią i pocierając nią od góry do dołu.
Westchnęłam.
- Nic. Wszystko jest okej. Nie przejmuj się.
- Widzę, że coś jest nie tak.
- Nie... Naprawdę wszystko jest w porządku. - powiedziałam od razu kierując wzrok w jego stronę.
Widziałam, jak Harry mi nie wierzył i doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie odpuści, dlatego też uśmiechnęłam się do niego i chwyciłam jego dłoń, która w tym momencie ciągle leżała na moim udzie i ścisnęłam ją mocno.
- Naprawdę wszystko jest w porządku. - powiedziałam z naciskiem, na co on tylko głośno westchnął.
- Okej. Niech ci będzie. Uznajmy, że ci wierzę. Jednak i tak coś czuję, że chodzi ci o te ostatnie sytuacje, które się między nami działy...
Nie Harry... Akurat na to nie zwróciłam w tej chwili uwagi...
- Mamy w końcu chwilę, żeby spokojnie porozmawiać, więc powiem ci wszystko, co tylko będziesz chciała wiedzieć. Nie chcę się z tobą kłócić. Nienawidzę tego... - dodał.
Wpatrywałam się w niego bez celu. Chce powiedzieć wszystko? Naprawdę? No zobaczymy.
- Jak tak, to mów. - poinstruowałam.
Chłopak posłał mi urywkowe spojrzenie.
- Ale co mam mówić? - spytał.
- Wszystko.
- Czyli...?
- Ty dokładnie wiesz, co chciałabym wiedzieć.
Westchnął.
- Rose to moja... Hmm... Jakby to powiedzieć... Koleżanka.
- Koleżanka? - spytałam unosząc lekko brwi ku górze.
- Tak. Poznałem ją prawie rok temu na imprezie.
- Yhym... To dlaczego jej pomagasz?
- Bo...
I cisza. Wiedziałam, że znowu zaczął kręcić. No ale ja oczywiście uznałam, że tego nie zauważyłam. Byłam ciekawa, co jeszcze mi powie. W sumie to nie miałam żadnego potwierdzenia, że w tej właśnie chwili Harry kłamał. To były tylko moje czyste podejrzenia. Ale ostatnio w ogóle się w nich nie myliłam. Zastanawiałam się tylko, jak będzie teraz.
- Pomagałem jej, bo ledwo sobie radziła. Jest w bardzo trudnej sytuacji, a z racji, że ja mam wszystko, to dlaczego miałbym jej nie pomóc? - powiedział szybko i całkowicie bez żadnego zająknięcia.
- To dlaczego nie chciałeś mi tego powiedzieć? - spytałam.
- Bo bałem się, że mi nie uwierzysz i zaczniesz podejrzewać mnie o zdradę. Wolałem tego uniknąć.
Westchnęłam głośno.
- Harry... Nie mam żadnych powodów, żeby podejrzewać cię o coś takiego. Ale obiecywałeś mi, że będziesz szczery. I właśnie zabolał mnie fakt, że nie mówisz mi wszystkiego, a jak już coś mówisz, to kłamiesz. Wiesz dobrze, że tego nie toleruję...
- Tak, wiem... Przepraszam... - usłyszałam jego aż nazbyt skruszony głos.
Po chwili stanęliśmy na światłach, a Harry spojrzał na mnie i nachylając się w moją stronę delikatnie mnie pocałował. Nie trwało to jednak długo, gdyż znowu musieliśmy jechać.
- Chciałbym, żebyś mi uwierzyła. - powiedział cicho po dłuższej chwili.
Brzmiało to tak, jakby oczekiwał ode mnie stu procentowego zapewnienia mimo jego ciągłych kłamstw. Jakby bał się, że uwierzę komuś innemu, a nie jemu. Liczył na to, że dam sobie spokój i nie będę dociekać tego, co w rzeczywistości było prawdą.
- Jeżeli tylko mówisz prawdę to nie mam powodów, żeby ci nie wierzyć. - powiedziałam, i w momencie, kiedy urywkowo na mnie spojrzał, ja posłałam mu ciepły uśmiech.
Chciałam w to wszystko wierzyć. Że będzie dobrze, że nie będzie żadnych problemów i wszystko się ułoży. Ale mimo to obawiałam się, że się mylę.
- Dostałam niedawno wiadomość od Amelii. Chciała się spotkać. - odezwałam się po chwili przerywając tym samym chwilową ciszę i zmieniając dość krępujący temat.
- Naprawdę? To dość szybko się obudziła.
Harry całkowicie się roześmiał. Widziałam, jak poprawił mu się humor.
- Ale co jej odpowiedziałaś? - spytał po chwili.
- Nic. Nie wydaje mi się, żebym była w stanie z nią jeszcze rozmawiać. Przynajmniej na razie.
- Jeżeli chcesz, to mogę być wtedy przy tobie. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Musze to wszystko dokładnie przemyśleć. To jest dość trudna sytuacja.
- Wiem... Ale nie martw się. Będzie dobrze. - zapewnił mnie, a ja czułam w nim wsparcie. Stał po mojej stronie, a to było bardzo dobre. Wiedziałam, że zawsze mi pomoże.
- Dziękuję. - odezwałam się cichutko.
- Słońce... Kocham cię. Nie masz za co mi dziękować.
Harry odezwał się nadzwyczaj miękko. Uśmiechnął się, co od razu odwzajemniłam, a po chwili jego dłoń splotła się moją. Kochałam go. Naprawdę go kochałam. Mimo wszystkiego, co się między nami działo, ja wiedziałam, że może nam się udać i możemy być szczęśliwi. Może i byłam głupia, ale naprawdę w to wierzyłam. Miałam nadzieję.


_________________________________________________________

Hej Kochani! <3
Mamy 28 marca i tak jak zapowiadałam, dzisiaj pojawia się osiemnastka. Ciekawa jestem, co o niej powiecie. Jak dobrze wszystkim wiadomo, w ostatnim tygodniu naprawdę sporo wydarzyło się w naszym fandomie. Chyba wszyscy doskonale wiecie, że chodzi mi tutaj o odejście Zayna. Po tym rozdziale na pewno spodziewacie się, co pojawi się w kolejnym. W sumie jest to nawet oczywiste. Nie jestem pewna, czy po ostatnich sytuacjach będę to w stanie aż tak opisać. Powiem Wam, że jest mi cholernie przykro, bo nigdy, ale to nigdy nie podejrzewałam, że to, co wymyślę i będę planowała wytworzyć na kartce papieru będzie miało jakikolwiek przekład w rzeczywistości. Odejście Zayna całkowicie mnie dotknęło. Jest to człowiek, który pokazał mi inne życie, wprowadził mnie w inny świat, przedstawił zupełnie inną jego wizję. Dzięki niemu całkowicie się zmieniłam. Było różnie i gdyby nie on, to naprawdę nie wiem, co by ze mną było. Samo odejście Zayna z zespołu naprawdę jeszcze kilka dni temu byłam w stanie opisać, bo był to mój całkowity wymysł. Coś, co już od dawna było zamierzone w tej historii. Jednak teraz, po tym wszystkim co się wydarzyło, jest to dla mnie cholernie ciężkie. Nigdy nie przypuszczałam, że to, co planuję napisać, stanie się naprawdę. Nawet nie wiecie, jak bardzo ten fakt jest dobijający. Mimo to, zapowiadam dziewiętnastkę na kolejny tydzień. 4 kwietnia, sobota. Mam nadzieję, że dam radę to wszystko napisać.
Ta informacja nie należała do zbyt zadowalających, jednak mam w zanadrzu jeszcze jedną - bardzo miłą i która pokazuje mi, ile już tutaj razem jesteśmy. Dzisiaj, 28 marca mijają 2 lata, odkąd pojawił się prolog na pierwszej części opowiadania. Historia obchodzi swoją drugą rocznicę, a mnie to tylko uświadamia, jak wiele razem przeszliśmy i do czego wspólnie dotarliśmy. Jestem naprawdę bardzo dumna z faktu, że to ff już tak długo funkcjonuje. Jest to dla mnie naprawdę ogromne osiągnięcie.
W związku z tym wszystkim chciałabym Wam wszystkim ogromnie podziękować. Za to, że byliście, i że mimo wszystko nadal jesteście. Że wspieracie mnie i tylko napędzacie do dalszej pracy. DZIĘKUJĘ <3
No i prawdę mówiąc to by chyba było na tyle :)
19 rozdział - 4.04.
Kocham Was Skarby <3
Całuję,
Wasza @LoveWithHarold
xx

P.S. Jestem w trakcie nadrabiania zaległości na Waszych blogach, więc niedługo możecie spodziewać się komentarza ^^

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 17

- Słucham?
To było jedyne słowo, które w tej chwili przyszło mi na myśl. Totalnie nie wiedziałam, co mogę mu powiedzieć. Zatkało mnie. Naprawdę zamurowało. Byłam przekonana, że przez Paula tak to się w końcu skończy, jednak gdzieś tam głęboko miałam jednak taką cichą nadzieję, że może do tego wszystkiego nie dojdzie. Że jednak znajdzie się jakieś inne i przede wszystkim lepsze rozwiązanie, niż zakończenie działalności zespołu. Jednak myliłam się.
- Moment. - powiedziałam po chwili – A nie da się tego jakoś jeszcze naprawić? To jest już potwierdzone?
- Tak. Paul był dzisiaj u nas i wszystko dokładnie nam przedstawił. To już jest naprawdę koniec. Nic się już nie zmieni.
- Cholera...
Między nami zapadła chwilowa cisza. Powoli zaczęłam sobie uświadamiać, co tak naprawdę się tutaj dzieje. Przez ostatnie pół roku seria tych wszystkich nagłych wydarzeń w końcu doprowadziła do rozpadu zespołu. Przecież to jest tak bardzo niedorzeczne, tak bardzo beznadziejne... Jednak gdyby nie te wszystkie sytuacje, to tyle rzeczy nadal byłoby w ukryciu, co z czasem może doprowadziłoby do jeszcze gorszych sytuacji niż są teraz.
- Nie chcę ci już przeszkadzać... Pewnie jesteś bardzo zajęta, a ja tylko jestem ci teraz zbędny... - usłyszałam po dłuższej chwili ciszy między nami.
- Nie Harry. Daj spokój. - powiedziałam od razu.
Byłam nadzwyczaj spokojna, mimo iż kłótnia z Zaynem nadal porządnie dawała mi się we znaki.
- Chciałem się tylko spytać...
- Tak?
- Czy... Pojawisz się jutro na tym koncercie?
W jego głosie słyszałam zawahanie. Miałam wrażenie, że bał się odmowy. On chyba ciągle myślał, że jestem na niego wściekła. Ale to nieprawda...
- Oczywiście! Będę na pewno. - zapewniłam.
- Naprawdę?
- Tak. - powiedziałam, a na moją twarz wstąpił lekki uśmiech.
Harry był zakłopotany. Ewidentnie bał się tego, jak zareaguję na każde jego słowo. Zauważyłam, że po każdej naszej kłótni tak właśnie było. On stawał się ostrożniejszy. We wszystkim.
- O której macie wystąpić? - spytałam.
- O 6 wieczorem.
- Przyjedziesz po mnie? - wypaliłam od razu, bawiąc się przy tym pierścionkiem na palcu.
- Naprawdę chcesz, żebym to zrobił? Wczoraj nie byłaś zadowolona, że się u ciebie pojawiłem...
- Tak, ja wiem. Ale to było wczoraj, a dzisiaj już wszystko sobie przemyślałam i stwierdziłam, że chyba jednak powinniśmy od razu o tym wszystkim porozmawiać.
W sumie to nie wiem, czy to była prawda. Powiedziałam to bo doskonale wiedziałam, że i tak oboje spotkamy się na tym koncercie i prędzej czy później będziemy musieli ze sobą porozmawiać. A szczerze mówiąc to wolałabym zrobić to z nim na osobności, niż w otoczeniu innych ludzi. W końcu przez naszą kłótnię nie mogę odmówić mu pojawienia się na tym koncercie. Tym bardziej, że doskonale zdaję sobie sprawę, jak bardzo jest mu teraz ciężko. Jutro skończy się pewien etap w jego życiu, który trwał niecałe cztery lata. I w tej sytuacji ja powinnam przy nim być i go wspierać. Między innymi na tym właśnie opiera się związek. Nie mogłam go zawieść.
- To jak? Przyjedziesz? - odezwałam się dopiero po chwili.
- Oczywiście! Będę o 4 po południu. Może być?
- Tak. Jak najbardziej. Będę na ciebie czekać.
Miałam jakieś dziwne wrażenie, że chłopak w tej chwili się uśmiechnął. Zresztą na mojej twarzy również ten maleńki gest się pojawił.
- Cieszę się, że cię mam... - usłyszałam po chwili.
Automatycznie z chwilą wypowiedzenia przez niego tych kilku słów poczułam ciepło na sercu. To było naprawdę bardzo miłe. Takie kochane... Poczułam się nadzwyczaj doceniona. Komuś potrzebna.
- Harry... - już chciałam coś powiedzieć, ale przerwał mi cichy łomot w drzwi.
Odwróciłam głowę i w przejściu zobaczyłam Zayna. Wyglądał nadzwyczaj bardzo dziwnie. Jakby był chory, przygnębiony i totalnie wykończony. W tej chwili nie stał przede mną człowiek, a raczej jego całkowity wrak. Zayn wyglądał tak, jakby pozostały mu już tylko zupełnie resztki normalności. Otworzyłam szerzej oczy, zamrugałam szybko powiekami i wiedziałam już, że natychmiastowo muszę kończyć rozmowę z Harrym. Nie miałam zielonego pojęcia co zaraz znowu strzeli Zaynowi do głowy, a naprawdę wolałam nie ryzykować.
- Muszę kończyć. - powiedziałam do telefonu – Porozmawiamy jutro, dobrze?
Zadając to pytanie miałam cichą nadzieję, że Harry odpuści i nie będzie dociekał, dlaczego już rezygnuję z tej dosyć krótkiej rozmowy z nim. I na szczęście tak było.
- Jasne. Będę o 4 po południu.
- Okej. Będę czekać. Do zobaczenia jutro.
Nie czekając już na jego odpowiedź, po prostu szybko się rozłączyłam i odłożyłam telefon na stolik.
- Harry? - usłyszałam po chwili całkowicie beznamiętny głos Zayna.
Od razu spojrzałam urywkowo w jego stronę.
- Tak. A zresztą... To nie twoja sprawa. - rzuciłam oschle i odwróciłam się do niego plecami.
Nadal byłam na niego wściekła. Miałam ochotę ponownie zacząć na niego krzyczeć, jednak doskonale wiedziałam, że to nie będzie miało żadnego sensu. Zayn jest tak bardzo uzależniony, że już po całym dniu nie myśli o niczym innym, jak tylko o tym, żeby wziąć kolejną działkę i jak najszybciej poczuć się lepiej. Do tej pory nie zdawałam sobie zbytnio sprawy z tego, jakie to wszystko niesie za sobą konsekwencje. Dopiero teraz, kiedy widzę, jak wygląda Zayn dociera do mnie, że jest naprawdę fatalnie, a może być jeszcze gorzej. Mimo wszystko miałam jednak nadzieję, że jakimś cudem do tego nie dojdzie.
Bez celu wpatrywałam się w telewizor stojący naprzeciwko mnie, dopóki nie usłyszałam mojego przyjaciela, który wolnym ruchem opadł na kanapę. Mimo to nawet na niego nie zerknęłam. Jego osoba była mi w tej chwili totalnie obojętna. Nie obchodziło mnie to, co on ma mi właśnie do powiedzenia i po co tu w ogóle przyszedł. Było to nieistotne.
- Przepraszam. - usłyszałam po dłuższej chwili ciszy.
Jak do tej pory żadne z nas się nie odezwało. A ja tylko śmiałam się drwiąco w myślach. Byłam pewna, że on przyjdzie do mnie, kiedy ponownie się zaćpa i zacznie mnie przepraszać. W sumie zrobił to bardzo szybko, bo minęło zaledwie coś około 15 minut, ale przecież on już jest wprawiony, więc co to dla niego. Moja podświadomość śmiała się ze mnie najgłośniej jak tylko potrafiła, co całkowicie rozsadzało mi głowę od środka, ale naprawdę miałam ochotę jej w tej chwili przytaknąć. Miała rację. Byłam głupia.
- Odezwij się. Proszę cię, powiedz coś...
Głos Zayna był całkowicie błagalny. Wypowiadał to z trudem, jednak i z nadzieją, że nie narobił teraz żadnych problemów. Jednak mylił się. A ja w ogóle nie planowałam się do niego odezwać. Przynajmniej teraz. Z mojej strony mogło to wyglądać strasznie głupio, jednak ja innego sposobu tutaj nie widziałam. Coś go w końcu będzie musiało poruszyć tak, że aż zacznie myśleć racjonalnie. Przynajmniej na to liczyłam.
Czułam na sobie przeszywające spojrzenie Zayna. Mimo to starałam się nic sobie z tego nie robić. Po chwili usłyszałam jego głośne westchnięcie.
- Nie wziąłem tego.
To było jedyne, co powiedział. Głos mu się łamał i doskonale wyczuwałam, że chłopak totalnie już nie wiedział, co ma dalej zrobić.
- Nie zrobiłem tego, słyszysz? - z lekka podniósł ton.
I wtedy dopiero odważyłam się na niego spojrzeć. Był załamany, wręcz przygnębiony. Jego twarz wyrażała zakłopotanie, a oczy ukazywały jakby totalną obojętność. Zauważyłam, jak w lewej dłoni chłopak mocno ściskał jeden mały woreczek z białym proszkiem. Po chwili dopiero spojrzał na niego i po kilku sekundach cisnął nim wkurzony o stół. Wyglądał tak, jakby miał zaraz kogoś zamordować. Zayn zabijał w tej chwili nawet już swoim wzrokiem.
- Kurwa, nie wziąłem tego, słyszysz? Nie wziąłem!
Ta krótka wypowiedź była już niemal krzykiem. Czułam, jak głosem i jego odpowiednim tonem starał się mi coś przekazać, o czymś zapewnić, ale ja wiedziałam, że to i tak nic mu nie da. On najpierw musiał zrobić porządek sam ze sobą, a dopiero potem pomyśleć o innych.
Każdy ma jakieś problemy, jednak jego w tym momencie wydają się najpoważniejsze. I Zayn naprawdę musiał to w końcu zrozumieć.
Wpatrywałam się w niego bez słowa. Nie powiedziałam nic. Totalnie.
Zayn oddychał się bardzo głęboko i nadzwyczaj dosyć powoli. Był zły. Ale nie sam z siebie. Brak narkotyków w organizmie powodował u niego te nagłe wybuchy agresji i ciągłe nerwy bez żadnego powodu. Ale dzięki temu miałam przynajmniej pewność, że mnie nie okłamał. On faktycznie tego nie wziął. Nie powiem. Poczułam ulgę. Naprawdę.
- Błagam cię... Odezwij się...
Jego ton był niemal błagalny. Chłopak przy mnie umierał psychicznie, a ja nie potrafiłam mu pomóc.
- Zayn... - zaczęłam powoli.
Automatycznie jego wzrok przeszył mnie jeszcze bardziej, przez co na chwilę odwróciłam głowę. Przełknęłam głośno ślinę.
- Bardzo się cieszę, że udało ci się powstrzymać i tego nie wziąłeś. - powiedziałam stanowczo.
Powoli podniosłam swój wzrok. Zauważyłam, jak jego twarz minimalnie zelżała.
- Nie pozostawiłaś mi wyboru. - odpowiedział.
I w tym momencie dosłownie znieruchomiałam. Czyli jednak moje słowa coś dla niego znaczą. W pewien sposób on liczy się z moim zdaniem. Było dla niego ważne to, co powiem.
- A gdybym ci tego nie powiedziała... Wziąłbyś? - spytałam.
- Tak. - odpowiedział od razu.
Pokiwałam powoli głową nie wiedząc, co w ogóle mogę mu powiedzieć. Jego twierdząca odpowiedź na moje pytanie dała mi w tej chwili sporo do myślenia.
- Mówiłem ci w szpitalu, że jesteś dla mnie naprawdę bardzo ważna i nie wyobrażam sobie, żebyś nagle odeszła. - dodał po chwili.
Ponownie pokiwałam głową przypominając sobie jego słowa. Faktycznie tak było. A on naprawdę zdawał sobie sprawę z tego, co do mnie mówił. To tylko świadczyło o tym, że chłopak nie rzucał słów na wiatr. W pewien sposób był odpowiedzialny i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił. Jakby nie patrzeć, był to naprawdę bardzo dobry znak.
Powoli przysunęłam się do niego i kładąc mu dłoń na udzie odezwałam się cicho:
- Zayn... Pozwól sobie pomóc.
Z chwilą wypowiedzenia przeze mnie tych kilku słów, jego wzrok raptownie spotkał się z moim. Na twarzy chłopaka malowało się coś na wzór zdziwienia i totalnego niezrozumienia.
- Nie potrzebuję pomocy. - usłyszałam dopiero po dłuższej chwili.
Westchnęłam głośno. Czyli co? Wracamy do punktu wyjścia? Eh...
- Zayn... Ja widzę co się dzieje. I naprawdę nie jest dobrze. Z tobą jest coraz gorzej.
To wszystko mówiłam powoli i bardzo stanowczo. Zależało mi na tym, żeby to wszystko w końcu do niego dotarło.
- A jeżeli obiecam ci teraz, że już nie wezmę? - spytał po chwili zastanowienia.
- Nie uwierzę ci.
- Ale...
- Nie Zayn! Nie ma takiej opcji. Nie uwierzę ci ponownie w to samo. Nie licz na to. - powiedziałam, od razu się od niego odsuwając.
Byłam bardzo stanowcza. Przynajmniej się starałam.
- Już raz mnie w tej sprawie okłamałeś. Teraz mi obiecasz, a jutro zrobisz to samo.
- Wcale nie! - zaprzeczył – Teraz naprawdę się postaram!
- Okej. Staraj się, ale na moich oczach. Muszę widzieć efekty.
Widziałam zrezygnowanie na twarzy Zayna. No niestety, ale on sam wpakował się w takie nieszczęście. Teraz musi ponieść konsekwencje, żeby cudem jeszcze z tego wyjść.
- Nie dam rady. - usłyszałam po chwili.
Od razu bliżej się mu przyjrzałam.
- Co? O czym ty mówisz? Nawet nie waż mi się tak myśleć! Oczywiście, że dasz radę!
- Nie dam.
- Dasz!
- Za dużo ode mnie wymagasz, wiesz? - powiedział z krzywą miną na twarzy.
- Nie Zayn. Nie ja. To ty sam musisz w końcu zacząć od siebie wymagać.
Chłopak obserwował mnie przez dłuższą chwilę nic przy tym nie mówiąc. Jego twarz wyrażała totalny brak zrozumienia i minimalną złość.
- To nie jest takie proste. - odezwał się po dłuższym czasie.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo. - odpowiedziałam, na co chłopak głośno westchnął.
- Czyli mam rozumieć, że jeżeli nie przestanę brać i nie pójdę na terapię, to będziesz miała wszystko w dupie? - spytał, na co od razu spojrzałam na niego marszcząc przy tym lekko brwi.
- Ciebie w szczególności.
Chłopak przymrużył oczy, po czym kilka razy zamrugał powiekami.
- Naprawdę? - rzucił, a na jego twarzy zaczął pojawiać się uśmiech, którego przez ostatnią godzinę mi brakowało.
- Jestem w zupełności poważna Zayn. - odparłam stanowczo.
Chłopak pokiwał głową.
- Okej. No ale... Serio? Naprawdę muszę? - spytał z nadzieją w głosie.
Zacisnęłam usta w cienką linię i pokiwałam twierdząco głową.
- Nie masz wyboru. - odpowiedziałam.
- Wiesz, że łatwo nie będzie?
- Wiem. Zdaję sobie z tego sprawę. Gdybym o tym nie wiedziała, to nie wyciągałabym cię z tego piekła, w którym siedziałeś.
Zayn pokiwał powoli głową, a po chwili głośno wypuścił powietrze z ust i oparł się o oparcie kanapy.
- Zrobię to. Dla ciebie. - odezwał się cicho.
- Dla mnie? - spytałam, przykładając sobie jednocześnie dłoń do klatki piersiowej.
- Tak. Dla ciebie będę walczył, żeby z tego wyjść.
Obserwowałam go z niedowierzaniem. Oj nie. To zdecydowanie zmierzało w złym kierunku. Tak nie mogło być. On mieszał fakty! Nie miał tego robić dla mnie!
- Nie. Zayn nie. - zaprzeczyłam, ale głos sam z siebie mi się łamał.
- Co? Co ci nie pasuje? - spytał prostując się i patrząc na mnie dziwnie.
- Masz to zrobić dla siebie. Nie dla mnie.
Chłopak nagle zaczął się cicho śmiać.
- Nie zrobię tego dla siebie. Ja nie czułem się tutaj potrzebny. Przez cały czas wszystkim zawadzałem, byłem zbędny. I jak myślisz mała? Po co brałem? Żeby się zaćpać na śmierć!
Zesztywniałam. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam.
- Zayn...
- Nie. Posłuchaj mnie uważnie. Wierzysz we mnie, ufasz mi, zależy ci, żebym z tego wyszedł. A ja wręcz przeciwnie. Życie w jednej chwili tak mi się spieprzyło, że nie miałem nawet powodów, żeby w siebie wierzyć.
- Ja w ciebie wierzę... - odezwałam się niemal szeptem.
- No właśnie! - prawie wykrzyknął, ale po chwili uśmiechnął się delikatnie.
Uniosłam w zaciekawieniu brwi.
- Wierzysz we mnie. Dlatego będę walczył sam ze sobą. Dla ciebie. I wyjdę z tego, jeżeli tylko będziesz tego chciała. W końcu widzę, że komukolwiek na mnie zależy, więc jeżeli robiłbym to w tej chwili tylko i wyłącznie dla siebie, wyszedłbym na egoistę.
- Skąd takie nagłe poczucie obowiązku, co? - spytałam uśmiechając się z lekka już rozbawiona.
- Zmieniasz mnie.
Przekrzywiłam głowę i rozchyliłam lekko usta chcąc coś powiedzieć, jednak w tym momencie totalnie nie wiedziałam jak się odezwać. Uśmiechnęłam się więc tylko i schylając lekko głowę, pokręciłam nią powoli. Po chwili poczułam, jak chłopak chwyta mnie lekko za dłoń. Spojrzałam na niego od razu.
- Dziękuję. - powiedział.
- Za co?
- Za to, że jesteś i mnie wspierasz.
Na mojej twarzy odruchowo zagościł uśmiech, co Zayn natychmiastowo odwzajemnił.
- Zadziwiasz mnie. - powiedziałam po chwili, co było całkowitą prawdą.
- I chyba o to chodzi, co nie mała? - odpowiedział, na co zaśmiałam się cicho.
Widziałam, że chłopakowi poprawił się humor. I dobrze. Wolałam żeby wiedział, że nie naciskam na niego. On musiał sam chcieć walczyć ze swoim uzależnieniem. Ale jak na razie nie będę do tego tematu wracać. Może jutro. Jeżeli będę od niego wymagać wszystkiego naraz, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Powolnymi i stopniowymi rozmowami wiem, że w pewien sposób do niego dotrę, a on wyjdzie z problemów, które teraz posiada.
- A tak w ogóle... Powiesz mi teraz, po co Harry dzwonił? - spytał po chwili, na co tylko głośno westchnęłam i wolnym ruchem pokiwałam głową.
- Jutro wieczorem grają ostatni koncert.
- Co?
To było jedyne słowo, które wymsknęło się z jego ust.
- To co słyszysz. Paul nie pozostawił im wyboru.
- Ja pierdole...
Zayn złapał się obiema dłońmi za głowę i mocno po niej przejechał.
- Nie da się tego zmienić?
Pokręciłam głową.
- Ale może się Harry myli, no nie wiem...
Zayn ewidentnie zaczął panikować. Widać było, że trochę go to ruszyło.
- Nie sądzę. - odpowiedziałam – Brzmiał naprawdę bardzo poważnie, a poza tym Paul przedstawił chłopakom wszystkie warunki.
- Cholera...
I w tym momencie między nami zapadła chwilowa cisza. On nie wiedział, co może powiedzieć, a ja zastanawiałam się nad jakimkolwiek wyjściem z tej sytuacji. Jeżeli nic dzisiaj nie wymyślę, to chociaż spróbuję o tym przedyskutować jutro z Harrym. Może uda się temu wszystkiemu jakoś jeszcze zapobiec. Ale nie. Chwila. Może jednak...
- Zayn.
- Tak?
Automatycznie obydwoje na siebie spojrzeliśmy. On wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem w oczach, a ja miałam w głowie pomysł, który, jak na obecną chwilę, wydawał mi się jedynym rozwiązaniem.
- Musisz im pomóc. - powiedziałam.
Zdziwienie Zayna w tym momencie było jeszcze większe niż poprzednio.
- Ja? Pomóc? Jak? - spytał rozkładając ręce na boki.
- Normalnie.
Jego usta się wykrzywiły, a on wpatrywał się we mnie jak w skończoną idiotkę.
- Nadal nie rozumiem. - odpowiedział, a ja głośno westchnęłam.
- Pojedź tam.
- Co?
- To co słyszysz! Możesz uratować zespół, jeżeli pojawisz się na tym koncercie. Pokażesz się wszystkim, będziecie w komplecie... To może naprawdę pomóc!
- Nie. - powiedział kręcąc głową – Ej no nie! Nawet nie ma takiej opcji! - wykrzyknął wyrzucając ręce w powietrze, po czym wstał i nerwowo zaczął chodzić po salonie.
Wodziłam za nim wzrokiem.
- Ale Zayn! To jest jedyny sposób! Naprawdę to może pomóc i zespół się nie rozpadnie, bo będziecie wszyscy razem...!
- Nie mała. Nie licz na to. - powiedział, zatrzymując się i wskazując na mnie placem.
- Ale dlaczego?
- Nie po to ukrywałem się tyle czasu, żeby znowu wyjść przed kamery i ujawnić wszystkim moje popierdolone życie. Naprawdę. Odpuszczę sobie.
- Zayn... Zayn błagam... Przestań.
- Nie. Nie licz na to. Nie zrobię tego. Nie ma nawet takiej opcji!
- No ale dlaczego? Wytłumacz mi to, bo nie rozumiem.
Chłopak westchnął i przejechał palcami po swoim zaroście marszcząc przy tym brwi.
- W tej chwili nikt mnie nie śledzi, mam normalne życie i nikt się w nie nie wtrąca. Kiedy tylko się ujawnię, to automatycznie się rozpadnie! Nie chcę tego.
- Ale Zayn! Możesz uratować zespół!
- No i co z tego?! W końcu jestem szczęśliwy, zadowolony... Nareszcie coś mi się układa, mogę w spokoju odpocząć... Chciałbym w końcu pomyśleć o sobie, nie o zespole!
- Jeszcze chwilę temu mówiłeś mi, że nie mógłbyś zachowywać się aż tak egoistycznie, a teraz?
- Ale to była inna sprawa.
- Nie.
- Tak.
Zmarszczyłam brwi. Naprawdę zaczęłam się już denerwować.
- Nie kłóć się ze mną. - powiedział po chwili.
Głośno wypuściłam powietrze z ust.
- A ty mnie nie wkurwiaj...! - odpysknęłam.
Chłopak zmarszczył brwi.
- Doprowadzasz mnie do szału. - stwierdził.
- Ugh! - warknęłam zakładając ręce w geście protestu.
- Znowu to robisz.
- Zamknij się ty pieprzony egoisto! - krzyknęłam, a Zayn zaczął się perfidnie śmiać.
- Ej no weź się nie obrażaj...
- Nie. Mam wrażenie, że wszystkim zależy na uratowaniu tego zespołu, tylko nie tobie!
- Chciałbym pomyśleć trochę o sobie.
- W tym momencie powinieneś sobie odpuścić.
Chłopak pokręcił głową i głośno westchnął.
- Dobra. - odezwałam się po chwili wstając ze swojego dotychczas zajmowanego miejsca – Rób co chcesz. Nie będę cię do niczego zmuszać. Tylko ciekawa jestem jak się będziesz czuł za jakiś czas, kiedy uświadomisz sobie, że mogłeś uratować swój własny zespół. - powiedziałam nadzwyczaj oschle.
Chłopak zaczął się zastanawiać.
- A ty... - próbował coś powiedzieć, jednak ja szybko mu przerwałam.
- A ja w porównaniu do ciebie pojawię się jutro na tym koncercie i będę przy chłopakach. Potrzebują wsparcia w tak trudnej chwili. Jeżeli nie uzyskają pomocy od swojego kumpla z zespołu...
- Spotkasz się jutro z Harrym?
Tym razem to on mi przerwał. I naprawdę mi się to nie spodobało, ale postanowiłam w to nie wnikać.
- Tak. Spotkam się z nim jutro i tobie nic do tego! - warknęłam.
- A pamiętasz jak mi obiecałaś, że najpierw porozmawiasz ze mną, wysłuchasz mojej wersji, a dopiero potem przedyskutujesz wszystko z nim?
I w tym momencie przypomniałam sobie, że faktycznie tak było. Ale mało mnie to w tej chwili obchodziło.
- No i co z tego? - odpysknęłam marszcząc przy tym brwi.
- Obiecałaś mi. - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Ty też wiele rzeczy mi obiecujesz, a potem nic z tym nie robisz. Jutro się z nim spotkam i czy tego chcesz, czy nie, porozmawiam z nim i wszystko dokładnie sobie wyjaśnimy.
Mówiąc to ruszyłam szybko w stronę wyjścia z salonu i jak podejrzewałam, on poszedł za mną. Jednak ja nawet się do niego nie odwróciłam.
- Nie zrobisz tego. - powiedział stanowczo.
- Owszem, zrobię.
- Nie pozwalam ci.
- To nie ty jesteś moim chłopkiem, tylko Harry i to na nim cholernie mi zależy, więc nie chcę się z nim więcej kłócić.
- Ja z tobą też nie chcę się kłócić.
- Właśnie to robisz.
- Kurwa mać! - krzyknął.
Czułam, jak buzuje w nim złość. Ostatnio faktycznie cały czas się kłóciliśmy. Nie było dnia, żebyśmy nie warczeli na siebie, ani nawzajem się nie obrażali. Ale kiedyś tego nie było. Coś poszło nie tak.
Szybko weszłam do swojego pokoju i chwyciłam za drzwi, żeby je zamknąć, jednak w ostatniej chwili chłopak postawił stopę w przejściu, uniemożliwiając mi tym samym zatrzaśnięcia drzwi przed jego nosem.
- Nie zrobisz mi tego. Nie możesz się z nim spotkać... - usłyszałam, na co tylko prychnęłam drwiącym śmiechem.
- Wiesz co... Daruj sobie Zayn. - wysyczałam, po czym z całej siły popchnęłam go do tyłu i szybko zamknęłam drzwi przekręcając klucz w zamku.
Miałam go dosyć. Naprawdę. Wkurzał mnie i to porządnie. Mówił mi, że to ja za dużo od niego wymagam, a tymczasem to chyba on tutaj przesadza. Żałosne.
- Kurwa!
To już było jedyne jego słowo, które tego dnia dotarło do moich uszu.


_________________________________________________________

Witam Kochani <3
Tak jak zapowiadałam, dzisiaj pojawia się 17 rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Czekam na Wasze opinie :)
Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem i ponad 6,9k wyświetleń <3
Rozdział 18 pojawi się równo za tydzień, w sobotę 28.03 :)
No więc do następnego ^^
Kocham Was  <3
Wasza @LoveWithHarold
xx

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 16

Obudziłam się o dziwo dość wypoczęta. Leżąc jeszcze w łóżku przetarłam sobie oczy i porządnie się wyciągnęłam. Z moich ust wydobył się cichy pomruk zadowolenia. Przekręciłam powoli głowę patrząc na zegarek. Była dokładnie trzecia po południu. I szczerze mówiąc to naprawdę mnie to nie zdziwiło. Wróciłam wczoraj z Zaynem ze szpitala chwilę przed piątą rano. Oboje byliśmy tak bardzo zmęczeni, że jak tylko pojawiliśmy się w domu, to od  razu poszliśmy spać. Długo nam się tam zeszło, ale przynajmniej nie czuję już bólu w ramieniu. Tyle tylko, że muszę teraz bardzo na nie uważać, żeby przypadkiem ponownie go nie uszkodzić i tym samym nie pogorszyć sytuacji. Za dwa tygodnie mam pojawić się na kontroli. Według lekarza, jeżeli będę odpowiednio stosować wszystkie maści i zażywać wypisane przez niego tabletki, to szybko moje ramię powróci do normalności, a ja będę mogła na dobre pozbyć się tego okropnego temblaka podtrzymującego moją rękę. Tak na marginesie, jest to strasznie niewygodne. Ale może dzięki temu bardziej usztywnię sobie ramię i nie narażę go na żadne nowe nieprzewidziane wcześniej sytuacje. Jeszcze pojawiłyby się z tego tytułu jakieś niepowołane konsekwencje. Ugh... Pomińmy to.
Patrząc tak przez dłuższą chwile w sufit, nagle odruchowo przekręciłam głowę w drugą stronę i automatycznie poczułam cudowny zapach, na który wcześniej w ogóle nie zwróciłam uwagi. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na jedną z szafek nocnych. Przeczesałam sobie wolną dłonią włosy, widząc leżącą obok łóżka sporą tacę, na której ułożony był talerz z kilkoma grzankami, miseczka z dżemem - jak podejrzewam - truskawkowym, a druga z białym serem i do tego szklanka owocowej herbaty z cytryną. Były jeszcze sztućce i serwetki, a obok na małym talerzyku ułożone były kawałki mandarynek, które tak bardzo uwielbiam. Widząc naszykowany dla mnie posiłek, na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Przygryzłam przy tym dolną wargę i zaciskając jedną dłoń mocno na kołdrze, drugą chwyciłam zagiętą białą kartkę leżącą przy tacy. Otworzyłam ją i moim oczom ukazało się pismo Zayna.

Wyszedłem do apteki po leki dla ciebie. Powinienem niedługo wrócić. Jeżeli coś by się działo, od razu do mnie dzwoń.
Naszykowałem ci też coś do zjedzenia. Mam nadzieję, że będzie ci smakować :)

Zayn xx

Czytając te kilka słów, uśmiech w ogóle nie schodził mi z twarzy. Zayn jest taki opiekuńczy... Ostatnio mam wrażenie, że coraz bardziej się to u niego nasila. A może tylko mi się wydaje? Nie wiem...
Przyglądałam się tej kartce jeszcze przez kilka sekund, po czym odłożyłam ją na bok, a w ręce wzięłam tacę, kładąc ją obok moich pokulonych nóg na wolnej przestrzeni łóżka. I dopiero wtedy zauważyłam leżącą między talerzami pojedynczą czerwoną różę. Uśmiech ponownie zagościł na mojej twarzy. Powoli wzięłam ją w swoje dłonie i przystawiłam do nosa. Pachniała cudownie. Przymknęłam oczy  i uświadomiłam sobie, że nikt do tej pory nie zrobił mi „śniadania” do łóżka. Automatycznie spojrzałam na trzymany przeze mnie kwiat. To naprawdę było wspaniałe uczucie. Zayn się starał. Widziałam, jak bardzo mu zależało na tym, żebym czuła się tutaj dobrze. I szczerze mówiąc... Udawało mu się to. A ja to doceniałam. Muszę mu podziękować, jak wróci.
W trakcie zajadania się smakołykami przygotowanymi przez mojego przyjaciela, przeglądałam ostatnie szkolne notatki. W końcu już niedługo zaczyna mi się szkoła. Musiałam chociaż w minimalnym stopniu przypomnieć sobie ostatnie tematy.
W momencie, kiedy przeglądałam kolejny już zeszyt, usłyszałam ciche otwieranie się drzwi. Automatycznie odwróciłam głowę w tamtą stronę. Zayn zajrzał urywkowo do środka, a widząc, że już nie śpię, uśmiechnął się i szybko wszedł do pomieszczenia. Ja od razu usiadłam i uśmiechając się wolną dłonią przeczesałam sobie włosy palcami.
- Hej mała, jak się czujesz? - usłyszałam, kiedy chłopak usiadł naprzeciwko mnie na łóżku.
- Świetnie. Naprawdę bardzo dobrze. - odpowiedziałam szczerze, wpatrując się przy tym w jego czekoladowe tęczówki.
- No to super. Cieszę się. - powiedział.
Między nami zapadła chwilowa cisza, a ja schylając minimalnie głowę ugryzłam kawałek trzymanej przeze mnie grzanki. Szybko zamknęłam też zeszyt odkładając go na bok.
- Dziękuję za... Śniadanie? Jest naprawdę pyszne. - zaczęłam lekko zmieszana nie wiedząc, jak mogę nazwać przygotowany przez niego posiłek akurat o tej godzinie. W końcu powoli zbliżał się już wieczór.
Podniosłam głowę i spojrzałam szybko na Zayna.
- To była czysta przyjemność. - usłyszałam.
Poczułam, jak moje policzki się czerwienią. Szybko więc odwróciłam głowę przeczesując przy tym nerwowo moje włosy wolną dłonią. Naszło mnie nagle totalne zażenowanie, a obecność mojego przyjaciela tylko przyprawiała mnie o ogromne zakłopotanie. Nawet nie potrafię stwierdzić, dlaczego tak się działo.
Po chwili mój wzrok utkwił na róży, która swobodnie leżała na jednej z wielu moich poduszek.
- Za kwiat również dziękuję... - powiedziałam cicho.
- Podoba ci się?
Słysząc to od razu na niego spojrzałam. Wpatrywałam się w niego przez chwilę, a dopiero potem pokiwałam szybko głową.
- Tak. Bardzo. To mój ulubiony. - odpowiedziałam.
Kąciki ust chłopaka automatycznie uniosły się do góry. Ach no tak. Przecież on wiedział. Widziałam, że już planował coś powiedzieć, jednak ja byłam szybsza jednocześnie mu tym przerywając. On był tak cholernie pewny siebie...
- Nie sądziłam, że byłbyś kiedykolwiek w stanie zrobić coś takiego. - powiedziałam całkowicie obojętnie.
Chłopak zamyślił się przez chwilę, a uśmiech na jego twarzy automatycznie został zastąpiony totalnym zdziwieniem.
- Co masz na myśli? - spytał dopiero po chwili.
- No wiesz... Śniadanie do łóżka, kwiaty... Nigdy nie sądziłam, że jesteś taki...
- Jaki? - przerwał mi krzyżując przy tym ręce w geście protestu.
- Taki... Sentymentalny. - dokończyłam, a on zaczął wpatrywać się we mnie jeszcze dziwniej.
- Sentymentalny? - spytał opuszczając przy tym ręce i patrząc w bok – Sentymentalny... - dodał ciszej, ale już sam do siebie.
Po chwili dopiero spojrzał na mnie unosząc ponownie brwi do góry.
- To twierdziłaś, że ja nie byłbym w stanie dać dziewczynie kwiatka? - spytał od razu.
Otworzyłam szerzej oczy, a po chwili zamrugałam powiekami wzruszając przy tym lekko ramionami.
- No wiesz... Zawsze grałeś takiego twardego, bezdusznego, pewnego siebie faceta, który kiedy trzeba to potrafi być opiekuńczy, jednak sentymentalny... Takiego cię jeszcze nie znałam.
Kiedy to mówiłam, widziałam, jak na jego twarzy zaczyna pojawiać się uśmiech.
- Albo może tylko... - zaczęłam, jednak chwilowo przerwałam widząc, jak chłopak podciąga nogi i wchodzi na łóżko.
Po chwili Zayn zaczął się do mnie przybliżać, a ja zamarłam w miejscu. Nie wiedziałam co się dzieje, co ja mam zrobić, jak się ruszyć, czy może cokolwiek powiedzieć. Chłopak oparł się obiema dłońmi o poduszkę leżącą za moimi plecami. Jego łokcie stykały się z moją talią, a on sam niemal usadowił się na moich kolanach. Moje oczy przybrały wyraz wielkich kół w momencie, kiedy podniósł głowę i spojrzał na mnie. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów, a on wpatrywał się we mnie z uśmiechem na twarzy. W jego oczach widziałam ten charakterystyczny błysk szczęścia, mimo że liczne zadrapania i  nadal widoczna, lekko fioletowa plama pod jednym okiem poważnie dawała wyraz tego, co się ostatnio tutaj działo. I to nie było nic dobrego. Zdecydowanie.
Po chwili dopiero zamrugałam kilka razy powiekami od razu wybudzając się z transu. Usłyszałam cichy śmiech Zayna.
- Powiesz mi, co miałaś wcześniej na myśli? - usłyszałam, na co od razu zaczęłam wertować kartki w mojej głowie, które teoretycznie powinny zawierać jakieś zapiski tego, o czym ostatnio rozmawialiśmy, jednak nic. Nie pamiętałam niczego.
Milczałam i tylko tępo się w niego wpatrywałam.
- Jesteś naprawdę świetnym aktorem... - odezwałam się cicho dopiero po chwili.
- Aktorem? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie.
- Świetnie maskujesz uczucia. Czasami udajesz kogoś, kim zupełnie nie jesteś. -  wyszeptałam.
On umilkł na chwilę najwyraźniej próbując zrozumieć sens moich słów. I chyba mu się udało, bo po chwili usłyszałam:
- Przy innych udaję. Przy tobie staram się być sobą.
Z chwilą wypowiedzenia przez niego tych słów poczułam, jak moje policzki oblewa porządny rumieniec, a w dole brzucha rozlewa się delikatne ciepło. On naprawdę się zmieniał. Chciał tego. A to już był naprawdę wspaniały krok w przyszłość.
Pokiwałam szybko głową, a on rozchylił lekko usta i uśmiechając się szeroko przygryzł przy tym zębami swój język.
- Zmieniasz się. - powiedziałam.
W momencie, kiedy powiedziałam te dwa słowa, on przysunął się do mnie jeszcze bardziej.
- Staram się być miły... Romantyczny... Tolerancyjny... Uczciwy... Szczerzy... - odezwał się cicho i bardzo powoli akcentując przy tym dokładnie każde wypowiedziane przez siebie słowo.
Był w tej chwili tak blisko mnie, że czułam już wyraźnie jego oddech na swoich ustach. Jak nigdy. Do tej pory nie miałam go przy sobie na tak niesamowicie bliską odległość. Żadne z nas w ogóle nie odważyło się kiedykolwiek dopuścić do takiej sytuacji.
Widziałam, jak Zayn zamyślił się przez moment najwyraźniej doszukując się kolejnego cudownie opisującego go słowa.
- Męski... - dodał po chwili unosząc przy tym brwi, na co dosłownie wybuchłam śmiechem.
On też się zaśmiał, ale trwało to zaledwie tylko chwilę, by zaraz potem móc na nowo spoważnieć. Przygryzłam dolną wargę w szczerym uśmiechu.
- Sentymentalny... - wyszeptał wpatrując się w moje oczy.
Moje serce automatycznie przyspieszyło, a ja tylko się w niego wpatrywałam totalnie przestając kontaktować. Chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i przekrzywiając głowę w bok nagle, nie wiadomo kiedy i jak po prostu nachylił się nade mną i odgryzł spory kawałek mojego tosta, który, jak się okazało, ciągle trzymałam w swojej dłoni. Moje usta lekko się rozwarły, a on podniósł głowę i szybko pocałował mnie w czubek głowy. Następnie już tylko zszedł z łóżka i przeżuwając to, co miał teraz w ustach od razu ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Będąc już przy samych drzwiach ponownie się do mnie odezwał:
- Nieprzewidywalny też staram się być. - rzucił poruszając przy tym zabawnie brwiami, po czym puszczając mi oczko szybko wyszedł z pokoju pozostawiając mnie samej sobie.
A ja nadal tylko wpatrywałam się w te drzwi z niedowierzaniem. Co to było do cholery? Nie powiem... Kręciło mi się teraz przez niego w głowie. Stwierdziłam, że nie będę na obecną chwilę wnikać w ten temat. Zamrugałam powiekami i kręcąc przy tym głową szybko wstałam i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś luźne ubrania i od razu pomaszerowałam w stronę łazienki z zamiarem wzięcia szybkiego prysznica. Przed samym wejściem do pomieszczenia zatrzymałam się, gdyż usłyszałam przepiękny głos. Zayn chyba za bardzo oddał się chwili, bo po całym domu rozchodziły się jego przeróżne wyciągnięcia, porządne rapowanie, zwykłe śpiewanie i do tego walenie w ściany i przeróżne elementy tylko po to, żeby nadać temu wszystkiemu jakikolwiek rytm. Na moją twarz wstąpił nagły i całkowicie niespodziewany uśmiech. Mówcie sobie co chcecie, ale ja wręcz kochałam ten anielski głos mojego przyjaciela. Można było nawet powiedzieć, że zdradzałam mojego chłopaka z głosem Zayna. Mogłam go słuchać na okrągło! Ale jejku... O czym ja w ogóle myślę? Zaśmiałam się cicho pod nosem i szybko weszłam do łazienki.
Kiedy byłam już pod prysznicem, pozwoliłam sobie na chwilę relaksu. Zamknęłam oczy i uniosłam głowę do góry tak, że woda spływała centralnie na moją twarz. I nagle, nie wiadomo skąd usłyszałam otwieranie się drzwi. Automatycznie zlękłam się i spojrzałam w tamtą stronę. Uchyliłam lekko kabinę prysznicową tylko po to, żeby wychylić z niej głowę. Zauważyłam mojego przyjaciela, który najwyraźniej próbując dodzwonić się do kogoś przez telefon, tyłem wchodził do łazienki obładowany jakimiś lekarstwami, maściami i bandażami. Zmarszczyłam mocno brwi i chwytając leżący obok ręcznik, szybko się nim okryłam.
- Zayn! - warknęłam najgłośniej jak to tylko było w tej chwili możliwe.
Chłopak musiał to usłyszeć, gdyż naturalnie w świecie wystraszył się i dosłownie podskoczył w miejscu automatycznie wyrzucając z rąk wszystko, co właśnie trzymał – łącznie z telefonem. Od razu odwrócił się w moją stronę i widząc mnie wystraszył się jeszcze bardziej. Zayn od razu zaczął cofać się do tyłu, przez co na nic nie zwracał uwagi i stawiając źle nogę poślizgnął się na swojej komórce. Nie minęła sekunda, a chłopak leżał już z obolałym ramieniem na zimnych kafelkach.
- Ała... - jęknął – Cholera jasna!
A ja dosłownie wybuchłam śmiechem. Najpierw byłam na niego wściekła, że akurat teraz zachciało mu się wejść do łazienki, ale po tej akcji nie byłam w stanie się na niego złościć.
- Ostrożniej, Zayn... - odezwałam się przez śmiech.
Słysząc mój głos, chłopak automatycznie zerwał się z podłogi jak oparzony.
- Ja pierdole... Przepraszam. Nie powinienem tu wchodzić. - powiedział drapiąc się nerwowo w tył głowy.
Widziałam, że był zmieszany. Uśmiechnęłam się lekko.
- Okej, daj spokój. - powiedziałam wychodząc spod prysznica.
- Ja tylko chciałem odłożyć tu te leki, które kupiłem i w ogóle...
- Zayn! Przestań. Przecież nic się nie stało. - powiedziałam stanowczo widząc, jak chłopak zaczyna się mi tłumaczyć.
On w odpowiedzi tylko pokiwał głową. Wiedziałam, że taka sytuacja mogła być dla niego trochę kłopotliwa, no ale już trudno. Nic się nie stało. Wprawdzie stoję tutaj tylko owinięta w ręcznik, no ale to nic takiego. On nie ma się czym przejmować. Ale zresztą ja mogłam zamknąć drzwi. W ogóle... Jakim cudem tego nie zrobiłam? Przecież zawsze to robię. Nawet sprawdzam przed wejściem pod prysznic. Jejku... Musiałam jakimś dziwnym sposobem dzisiaj o tym zapomnieć.
- To ja... Ten... Eh... Już wychodzę. - powiedział jąkając się przy tym, na co ja tylko pokiwałam głową z lekkim uśmiechem.
- Później to pozbieram. - dodał zabierając przy tym swój telefon z podłogi i szybko wyszedł z łazienki.
A może powinnam go za to porządnie opieprzyć? No ale przecież on nie wiedział... Nieee... Nie mogłabym. A on na pewno nie zrobiłby tego specjalnie.
Szybko podeszłam do drzwi i tym razem dokładnie je zamknęłam. Następnie w spokoju dokończyłam moją toaletę i posprzątałam porozrzucane przez niego leki. Włożyłam je w odpowiednim miejscu do szafki. Już chciałam ją zamknąć, ale coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć głębiej. I szczerze mówiąc... To był strzał w dziesiątkę. Na samym końcu jednej z półek, głęboko za innymi rzeczami znalazłam kilka woreczków z białym proszkiem i kilka z jakimiś tabletkami. Widząc to automatycznie zrobiło mi się słabo. Usiadłam na kafelkach opierając się głową o ścianę. On ciągle to brał. Miałam nadzieję, że z tego już wychodzi, że jakimś cudem udaje mu się nie brać, ale nie. On to chowa po kątach w domu! A obiecał mi, że nie będzie ćpał. Że z tym wszystkim skończy! Kiedyś mówił mi nawet, że to było tylko jednorazowe, że bierze raz na jakiś czas... Potem tego u niego nie widziałam. Tylko wczoraj wieczorem, kiedy wziął. Ale nie sądziłam, że on trzyma to w domu! Oj nieee... Teraz mu się nie obejdzie.
Wkurzona wstałam i szybko otwierając drzwi, wyszłam z łazienki.
- Zayn! - warknęłam.
- Tak? - usłyszałam z jadalni, gdzie od razu się udałam.
Kiedy weszłam do środka, chłopak uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Mogę już tam wejść, czy... - zaczął, jednak mu przerwałam.
- Powiesz mi kurwa, co to do jasnej cholery jest?! - krzyknęłam rzucając na stół znalezione przeze mnie woreczki z narkotykami.
Mina Zayna automatycznie zrzedła. Chłopak wpatrywał się w nie bez słowa, po czym od razu przeniósł swój wzrok na mnie.
- Gdzie to znalazłaś? - spytał.
- Chyba to nie jest istotne, prawda? - odpowiedziałam oschle.
Chłopak głośno westchnął.
- Jest istotne i nie odpowiadaj mi pytaniem na pytanie.
- Bo co?! A ty to możesz sobie tak bezczelnie kłamać?! - krzyknęłam.
Oj... Ta rozmowa nie zapowiadała się ciekawie.
- Jak kłamać?! Kiedy niby skłamałem? - spytał krzyżując ręce.
- Miałeś nie brać. Miałeś od tego odejść...
- A ty myślisz, że to jest takie proste? Z dnia na dzień odejść od czegoś, co pomagało ci przy życiu przez okrągły rok?!
- To ci pomagało? Zayn, zastanów się o czym ty w ogóle mówisz!
- Ja doskonale wiem, o czym mówię. - odpowiedział spacerując po pomieszczeniu w tą i z powrotem.
Zapadła cisza. Ale tylko na chwilę.
- Sprzedajesz to? - spytałam niemal od razu.
Zayn natychmiast zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Co? - spytał drwiąco – Nie. Oczywiście, że nie! Sadzisz, że byłbym w stanie to robić?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia Zayn. Teraz już niczego nie jestem pewna co do ciebie. - odpowiedziałam szczerze.
Chłopak zaczął kręcić głową.
- Nie wierzę, że to mówisz. Nie wierzę, rozumiesz?! - niemal krzyknął patrząc na mnie z niedowierzaniem.
Zauważyłam, że w tej chwili stawał się już nerwowy. Musiałam go podpuścić, żeby cokolwiek mi powiedział.
- Kiedy ostatni raz brałeś? - spytałam.
- Wczoraj wieczorem.
- A co ile bierzesz?
- Minimum raz dziennie.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. A ja myślałam, że co dwa dni, czy trzy, a może nawet i wcale. Boże, jaka ja byłam głupia... Zayn po chwili oparł się obiema dłońmi o oparcie stojącego na przeciw niego krzesła i schylił głowę.
- Jesteś uzależniony. - stwierdziłam.
- Nie.
- Tak Zayn! Jesteś uzależniony! - podniosłam ton, a on od razu na mnie spojrzał.
- Nie jestem! - warknął przez zaciśnięte zęby.
Brzmiało to tak, jakby nie mnie chciał o tym przekonać, ale samego siebie. On był teraz w tragicznej sytuacji. A ja wiedziałam, że muszę mu pomóc z niej wyjść, inaczej chłopak zejdzie na dno. Jeszcze trochę i nie będzie szans, żeby z tego wyszedł. Teraz jest jeszcze nadzieja.
- Zayn... Musisz iść do specjalisty.
- Co? Chcesz ze mnie zrobić wariata?! - krzyknął.
- Nie Zayn! Ja chcę ci pomóc!
- Pomóc robiąc ze mnie narkomana?! Zgłupiałaś już do reszty?!
- Nie... Zayn... Ja widzę, co się z tobą dzieje. Kiedy weźmiesz choć trochę, stajesz się spokojny, wszystko ci się podoba, jesteś zadowolony... Ale kiedy nie weźmiesz, zachowujesz się jak ostatni gnojek! Na przykład teraz! Dawno nie brałeś i zamiast normalnie ze mną porozmawiać, ty po prostu zaczynasz krzyczeć i się awanturować. A przypominam ci, że nigdy się tak nie zachowywałeś!
- No i co z tego?! Sama jeszcze chwilę temu mi mówiłaś, że się zmieniam. Teraz ci to nagle nie pasuje?!
Zayn krzyczał jak opętany. To było nie do zniesienia. Chłopak wpadł w furię! Z tego co mi powiedział, że bierze minimum raz dziennie wnioskuję, że właśnie w tej chwili nasila się u niego porządna potrzeba wzięcia kolejnej działki, czego dzisiaj jeszcze nie zrobił. Na pewno jeszcze tego dnia nie brał, bo nie zachowywałby się w ten sposób. W tej chwili Zayn był po prostu nieobliczalny. Nie wiedziałam, czego mogę się po nim teraz spodziewać.
- I co? Nic już nie mówisz? - spytał całkowicie oschle. Jak nigdy dotąd.
- Zayn... Ty musisz się leczyć... Musisz iść do specjalisty.
Słysząc to chłopak po prostu wybuchnął drwiącym śmiechem. Z nim naprawdę było coraz gorzej.
- Słyszysz sama siebie? Czy ty zdajesz sobie sprawę, co do mnie mówisz? - spytał podchodząc do mnie szybko.
Nie wiem dlaczego, ale w tej chwili zaczęłam się go bać. Był nieobliczalny, a mnie najzwyczajniej w świecie obleciał strach. Zaczęłam się cofać do momentu, w którym moje plecy nie zetknęły się z zimną ścianą. Automatycznie przeszył mnie lekki dreszcz. Zayn podszedł do mnie i stanął w naprawdę dość niebezpiecznie bliskiej odległości jak na obecną chwilę. Zaczęłam szybko oddychać. Chłopak był wściekły. Ewidentnie.
- Nie jestem uzależniony! - wysyczał przez zęby.
Słyszałam po jego głosie, że akurat w tej kwestii przekonywał samego siebie, bo doskonale wiedział, że jest inaczej. Był uzależniony i zdawał sobie z tego sprawę, ale nie potrafił się do tego przyznać! Przynajmniej ja to tak w tej chwili widziałam. Tak mi się wydawało...
- Zayn... Pozwól sobie pomóc... - powiedziałam cicho.
- Nie potrzebuję pomocy! Żadnej! - krzyknął i odsuwając się ode mnie szybko ruszył w stronę swojego pokoju.
Wiedziałam co chciał zrobić. Teraz zamknie się w pokoju, weźmie kolejną działkę i za godzinę przyjdzie do mnie zadowolony i zacznie mnie przepraszać. Ale wtedy to już będzie za późno.
- Zayn nie rób tego! - krzyknęłam.
Jednak nic. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Chłopak dalej szedł do swojego pokoju.
- Jeżeli teraz weźmiesz narkotyki, możesz o wszystkim zapomnieć! Odejdę, wyprowadzę się, powiem opiekunom wszystko dokładnie tak jak było i wrócę z powrotem do Polski! Pierdolę ten cały szkolny projekt, a ciebie w szczególności!
I wtedy usłyszałam głośny trzask drzwiami. Ale ja dalej kontynuowałam.
- Jeżeli tego chcesz, to marnuj to swoje już i tak popieprzone życie! Jeżeli nie pozwalasz sobie pomóc, to radź sobie sam! Ja mam tego wszystkiego serdecznie dosyć! - krzyknęłam najgłośniej, jak w tej chwili potrafiłam.
Mówiłam to wszystko całkowicie poważnie. Bo ja naprawdę miałam już wszystkiego serdecznie dosyć. Nie wiedziałam jak do niego podejść, co zrobić, żeby przestał ćpać... Opadałam powoli z sił i sama po prostu zaczęłam już rezygnować. Ale dam mu chwilę czasu. Niech się zastanowi. Daję mu wybór. Chociaż i tak wiem, że pewnie to nic nie da, ale zawsze warto spróbować. Mimo to przecież go nie zatrzymam. To jego życie, nie moje. A może ja tylko niepotrzebnie się w to wszystko wtrącam? Może on faktycznie ma rację, że to tylko i wyłącznie jego sprawa? Nie wiem... Już sama się w tym pogubiłam.
W każdym bądź razie zrobiło mi się w tej chwili cholernie smutno. Westchnęłam cicho i powoli przeszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i opierając głowę o jej oparcie przymknęłam oczy.
Zastanawiałam się co dalej. Próbowałam coś wymyślić, jednak nagle przerwał mi dźwięk mojego telefonu. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni i od razu odebrałam nie zwracając nawet uwagi na to, kto dzwonił.
- Halo?
- Cześć kochanie... - usłyszałam ten tak bardzo znajomy mi lekko zachrypnięty głos.
- Harry? - to było jedyne co udało mi się w tej chwili powiedzieć.
Nie powiem. Zdziwiłam się jego telefonem. W końcu mówił mi wczoraj, że będzie czekał, aż to ja dam mu sygnał, kiedy będę w stanie z nim porozmawiać i wszystko przedyskutować. Jednak chyba coś się w tej kwestii zmieniło. Eh...
- Wiem, że miałem nie dzwonić, ale... Mam problem.
- Jaki problem? Co się stało? - spytałam natychmiast, unosząc przy tym lekko brwi w niemałym zdziwieniu.
- Pojutrze koniec roku, więc... My... Jutro gramy ostatni koncert jako One Direction...

_______________________________________________

Witam Kochani!
Wiem, że obiecałam Wam, że od dodania ostatniego rozdziału zobaczymy się po kilku dniach, jednak 16 rozdział przysporzył mi więcej problemów niż myślałam. Ciężko mi było się ponownie przerzucić z totalnie zagubionego Zayna na racjonalnie myślącą główną bohaterkę. Jednak w końcu się udało i nie jestem po kilku dniach tak jak wcześniej zapowiadałam, ale po kilkunastu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
Dziękuję bardzo za wszystkie opinie do poprzedniego rozdziału, zarówno pozytywne, jak i tą jedną negatywną. Co do pozytywnych to chyba nie muszę nic mówić, bo naprawdę bardzo się cieszę, że Wam się podobało i dziękuję za wszystkie tak wspaniałe słowa <3
Jeżeli natomiast chodzi o tą negatywną opinię... Biorę wszystkie Wasze słowa pod uwagę, bo zależy mi na Waszym zdaniu i dzięki temu wiem, co robię dobrze, a co nie. Wiadomo, nie każdemu spodoba się to, co napiszę, rozdział może komuś nie odpowiadać. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale niestety. Nie jestem w stanie zmienić fabuły od tak, żeby każdemu dogodzić. Fabułę tego opowiadania mam dopiętą na ostatni guzik. Wszystko ułożone jest w odpowiedniej kolejności i jeżeli tylko wyeliminuję z niej chociażby jeden element, albo dokonam jakiejkolwiek zmiany... Wszystko runie. Pojawiła się informacja, że rozdział był nudny, gdyż było za dużo opisów, a mało dialogów. No i w tej kwestii niestety muszę niektórych z Was zasmucić, gdyż jeżeli liczyliście na to, że w rozdziałach będą same dialogi i dwa zdania opisu, no to wybaczcie, ale nie. To nie ten typ opowiadania. Dostałam w opinii prośbę, abym pisała ciekawsze opowiadanie i same rozdziały były bardziej interesujące. A informacja, że w historii nic się nie dzieje... No i tu już nie wiem co mogę Wam powiedzieć. Do tej pory miałam wrażenie, że choć trochę trzymam Was w napięciu, jednak jeżeli liczyliście na to, ze w jednym rozdziale zamorduję kilku bohaterów naraz, wszystkie bohaterki zajdą w ciąże, ktoś popełni samobójstwo i do tego okaże się, że któryś z chłopaków jest księdzem, a drugi seryjnym mordercą, no to wybaczcie, że rujnuję w tej chwili Wasze wszystkie nadzieje i podejrzenia co do tego opowiadania. Do tego zadziwił mnie fakt, że rozdział był nudny. No cóż... Tak jak już wcześniej napisałam, nie każdemu musi się on podobać, jednak do tej pory byłam przekonana, że w całej tej historii Zayn jest jednym z najbardziej tajemniczych bohaterów i praktycznie wszystkich interesowało, co siedzi w jego głowie i o czym on myśli. Dlatego też było tak dużo opisów. Zresztą wytłumaczenie co do tego pojawiło się w notce pod 15 rozdziałem, więc nie będę się powtarzać :)
Pewnie teraz sobie pomyślicie, że za bardzo się rozwodzę, czy coś takiego, ale bardzo bym chciała, żeby każdemu z Was dobrze się tą historię czytało.
Kurcze. Pewnie cholernie Was zanudziłam. Przepraszam... Musze się nauczyć pisać krótsze notki pod rozdziałami... Zdecydowanie O.o Coś czuję, ze w tej kwestii czeka mnie dość długa droga do przebycia xD
Co do Liama... Cały czas dostaję od Was pytania dotyczące jego osoby. Chłopak pojawi się na dłużej już niedługo i za kilka rozdziałów zrozumiecie, co się z nim dokładnie dzieje. Powiem Wam tylko tyle, że sprawa z nim naprawdę nie jest taka prosta jak się wydaje. Chłopak ukrywa niektóre bardzo istotne fakty. Ale więcej jak na razie ode mnie się nie dowiecie ^^
Jeżeli chodzi o kolejny rozdział... Jest już gotowy, więc nie powinno być poślizgu z jego dodaniem. Pojawi się on w sobotę 21.03. Może być? ^^
No i co więcej...
Przepraszam, jeżeli Was zanudziłam. Nie chciałam xD
Mam też nadzieję, że wszystko jest w porządku, rozdział Wam się podoba no i oczywiście liczę na
Wasze opinie Skarby <3
Kocham Was <3
Wasza @LoveWithHarold
xx