niedziela, 26 kwietnia 2015

The End

Witam.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie takiego posta się spodziewaliście. No ale cóż... Nie jestem w stanie nic na to poradzić. Kilka tygodni temu miała miejsce tutaj bardzo nieprzyjemna sytuacja, z czego powstała dosyć wyczerpująca notka. Po tym wszystkim postanowiłam się nie poddać i dałam szansę sobie, jak i Wam. Ale niestety Wy jej nie wykorzystaliście. Obiecywaliście mi, że tutaj będziecie, że będziecie komentować, że cały czas ta historia Was interesuje. Ja Wam uwierzyłam i teraz widzę, że to był po prostu błąd. Napisanie rozdziału nie trwa 5 minut. Raczej pochłania kilka godzin, jak nie nawet kilka dni. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale to nie jest proste! Stworzenie kolejnego rozdziału jest naprawdę bardzo pracochłonne jak i czasochłonne. I publikując go tutaj, chciałabym widzieć jakiekolwiek efekty, a nie widzę nic. Wyświetleń nie przybywa, a komentarzy tym bardziej. Ja nie chcę nie wiadomo czego, ale jak wchodzę na pierwszą część historii i widzę po 20-30 komentarzy, a na drugiej maksymalnie 10 komentarzy i to tylko pod notką, w której informuję, że jeżeli sytuacja się nie zmieni to będę zmuszona zakończyć, to naprawdę jest to bardzo smutny widok. Ja nie żądałam wiele. Po prostu chciałam widzieć efekty tego, co robię. Liczba komentarzy spadająca z 30 do 4 naprawdę nie jest dobrym widokiem. I naprawdę mi się to nie podoba. Skoro w pierwszej części potrafiliście dobić nawet do 30 komentarzy w przeciągu 2 dni, to dlaczego teraz nie potrafiliście dobić chociaż do 10? Bo to naprawdę byłaby zadowalająca liczba. Dlaczego tak jest? Dlaczego mijają 3 tygodnie i są tylko 4 komentarze?! Wytłumaczcie mi to, bo tego nie rozumiem! Serio jest to cholernie irytujące. Ale ja czekałam. Czekałam i czekałam, ale nic. Olaliście mnie. Pisałam dla Was, a Wy po prostu mieliście mnie głęboko w dupie! Nie doceniliście tego co robiłam, dlatego to jest już definitywnie koniec. Ja nie będę się w to bawić i świecić przed Wami oczami, jeżeli naprawdę macie mnie gdzieś, no wybaczcie. Może jestem bezczelna, może mnie teraz znienawidzicie, ale serio mało mnie to obchodzi.
Z racji, że jest to moja pierwsza historia, na którą naprawdę mam ogromny pomysł, dlatego też zostanie ona zakończona. Poprawię wszystko od początku i stworzę z tego kompletną całość. Dokończę to opowiadanie, ale NIE BĘDZIE ono tutaj już więcej publikowane. Przykro mi, ale jeżeli mam pisać to sama dla siebie, to po cholerę mam to tutaj publikować?! No właśnie...
Poprzedni rozdział zakończyłam w taki a nie inny sposób i miałam nadzieję, że zainteresuje Was to, co się dalej stanie. Jak widać przeliczyłam się. Mam teraz sporo wolnego czasu, rozdziały byłyby często, jednak możecie już o tym zapomnieć.
Jest to ostatnia notka tutaj i serio nie liczcie na cokolwiek więcej. Nie wpycham się na siłę. Nie robię żadnego podsumowania, gdyż to nie jest koniec historii. Ja nie kończę jej z własnej woli. Wy sami tego chcieliście i sami mnie do tego zmusiliście.
Serio... Jest to cholernie irytujące. Może kiedyś ujrzycie mnie gdzieś tutaj na bloggerze, wattpadzie, gdziekolwiek... Na pewno nie kończę z pisaniem. Wręcz przeciwnie. Kończę tę historię i jednocześnie od jakiegoś czasu tworzę już nową. Jednak na nic nie liczcie. Teraz się przeliczyłam i serio nie chcę ponownie. Mam dosyć. Jeżeli mam tworzyć i publikować to tutaj, to będę to robić, ale tylko w momencie, kiedy Wy zaczniecie to doceniać, a nie za każdym razem olewać.
Zastanówcie się nad tym, co Wam tutaj przekazałam. Nie chciałam być chamska, ale postawcie się w mojej sytuacji. Mam dosyć tego, jak wszyscy po kolei mnie traktują. Starałam się, aby rozdziały tutaj pojawiały się w terminie. Wywiązywałam się z tego i oczekiwałam w zamian również czegokolwiek od Was. Jednak Wy mieliście mnie głęboko gdzieś.
Jeżeli mimo wszystko chcecie się ze mną jakkolwiek skontaktować, to z boku jest zakładka, gdzie znajdziecie na mnie namiary. Nie zamykam blogów, więc możecie spokojnie czytać to, co jest tutaj opublikowane. Jeżeli chcecie zadać mi jakieś pytanie, a nie macie innej możliwości skontaktowania się ze mną, to napiszcie tutaj.
Ale w sumie to i róbcie co chcecie, naprawdę. Jeżeli chcecie to skomentujcie ten ostatni raz, ale w sumie to i po co? Do tej pory nie raczyliście postawić nawet głupiej kropki pod rozdziałem, to teraz po co macie się aż tak bardzo wysilać. Bo to męczące, prawda?
No i to by było na tyle. Może i się teraz na mnie zawiedliście, ale wiedzcie, że JA TEŻ SIĘ ZAWIODŁAM. Nawet nie wiecie jak bardzo. I serio brakuje mi już słów, żeby to wszystko komentować. Pomyślcie nad tym i wyciągnijcie wnioski.
M.

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 19

Reszta drogi minęła nam na zwykłej rozmowie. Dyskutowaliśmy o wszystkim, śmialiśmy się i szczerze mówiąc to było tak, jak kiedyś. Bez żadnych kłótni i problemów. Tak, jak powinno być zawsze.
- Ile będzie trwał koncert? - spytałam go, kiedy z okna samochodu widziałam już miejsce, w którym oni mieli wystąpić.
- Prawdopodobnie cztery godziny.
- To długo! - zauważyłam od razu kierując na niego swój wzrok.
Harry nic nie powiedział do momentu, w którym ponownie nie stanęliśmy na światłach.
- Spójrz w lewo. - poinstruował, co od razu uczyniłam.
Moim oczom ukazały się przeogromne tłumy ludzi. Wszyscy stali w niedalekiej odległości od nas, przed drzwiami, które prowadziły do wejścia na arenę. Kolejka była przeogromna, z okna samochodu wyglądała ona tak, jakby nigdy miała się nie skończyć. Moje usta rozchyliły się w totalnym niedowierzaniu. Przerażona szybko spojrzałam na Harry'ego nie wiedząc, co mogę powiedzieć.
- Nie możemy ich zawieść. Ten ostatni raz... - powiedział cicho.
I wtedy wszystko zrozumiałam. Harry po chwili ruszył i jednocześnie dalej kontynuował.
- Koncert jest darmowy, mogą pojawić się na nim wszyscy. Zarząd chciał za niego ogromnych cen od fanów, ale razem z chłopakami zdecydowaliśmy, że pokryjemy wszystkie koszty z tego, co do tej pory zarobiliśmy. Zależało nam na tym, żeby każdy mógł nas zobaczyć, bez względu na to, ile miałoby to kosztować. Do tego zaśpiewamy wszystkie piosenki, które kiedykolwiek wykonywaliśmy. Robimy to dla nich. Chcielibyśmy, żeby fani zapamiętali nas jak najlepiej.
Na końcu głos dosłownie mu się załamał. Wolną dłonią szybko przetarł sobie twarz i od razu wjechał na jakiś porządnie strzeżony teren. Zaparkował z boku i natychmiast z niego wysiadł. Widziałam, jak cholernie jest mu teraz ciężko, że aż obawiałam się, co będzie na tym koncercie. Przecież oni wszyscy tego nie wytrzymają!
Szybko wysiadłam z auta i podeszłam do niego od razu obejmując go w pasie i wtulając się w jego tors. Po chwili poczułam jak jego silne ramiona oplatają moją sylwetkę, a usta lądują na czubku mojej głowy zostawiając tam delikatnego całusa.
I nagle usłyszałam ogromny pisk i krzyk. Od razu oderwałam się od Harry'ego rozglądając się dookoła, jednak niczego nie zauważyłam. Dopiero po chwili mój wzrok przykuło stojące za ogrodzonym terenem drzewo, a na nim po uwieszane dziewczyny. Moje oczy automatycznie aż szarzej się otworzyły.
- Cholera jasna, nawet tam?! - odezwałam się z niedowierzaniem.
- Nasze fanki są nieobliczalne. - rzucił Harry uśmiechając się i machając im jednocześnie, na co one zaczęły płakać, a jedna nawet zleciała z tego drzewa.
Spojrzałam na Harry'ego, który zaczął się nagle śmiać.
- Pójdę do nich na chwilę. Jak chcesz, to wejdź tam do środka, a ja zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział, wskazując mi jednocześnie dłonią na pojedynczo stojące drzwi, które oczywiście były porządnie strzeżone.
Pokiwałam głową i powoli ruszyłam w tamtą stronę. Nigdy nie byłam w takim miejscu i szczerze mówiąc, trochę mnie ono przerażało. Kiedy podeszłam do drzwi, ochroniarze nawet się nie poruszyli, mimo że doskonale pilnowali całego otoczenia. Przed wejściem odwróciłam się jeszcze w stronę tych dziewczyn za ogrodzeniem. Harry stał już przy nich i robił sobie z nimi zdjęcia. Trzymał je za ręce, coś do nich mówił... A one płakały. Tylko i wyłącznie płakały. Żal mi ich było w tym momencie.
Westchnęłam cicho i nie czekając na nic więcej, szybko weszłam do środka budynku. Automatycznie oblała mnie fala ciepła, przez co zdjęłam swój płaszcz i powiesiłam go na wiszący obok wieszak, który szczerze mówiąc naprawdę mi tutaj nie pasował. Ten wieszak był tutaj jedyną normalną rzeczą. Przynajmniej dla mnie, bo nigdy niczego takiego nie widziałam.
Przede mną wił się ogromnie długi korytarz, który w pewnych momentach rozchodził się na kilka różnych stron. W sumie to nie miałam zielonego pojęcia gdzie iść, więc po prostu zdecydowałam się iść za dźwiękiem muzyki, która dochodziła z... No właśnie nie mam pojęcia skąd. W każdym bądź razie ruszyłam głównym korytarzem i na samym jego końcu zdecydowałam się skręcić w lewo. Potem znowu do końca i tym razem poszłam w prawo. Widziałam przeróżne drzwi po bokach. Jedne to była toaleta, inne to jakieś luźne pokoje dla gwiazd i bandu... A ja zgłupiałam. Naprawdę. Miałam wrażenie, że krążę bez celu po jakimś labiryncie. W sumie nie było tu wiele dróg i zakrętów, ale zawsze gubiłam się, kiedy byłam w jakimś nowym miejscu. O tyle było dobrze, że tymi korytarzami co chwilę ktoś szedł. Ludzie kręcili się w tą i z powrotem. Jedna kobieta nawet niosła mikrofon. Minęła mnie i po chwili usłyszałam jej głos.
- Louis ma zepsuty mikrofon. Musimy go jak najszybciej naprawić.
- Daj mu inny.
- Nie ma opcji. Wyraźnie mi zaznaczył, że z innego nie będzie śpiewał.
Usłyszałam tylko głośne westchnięcie jakiegoś faceta. A ja serio się zdziwiłam. Nie sądziłam, że Louis jest aż tak wymagający! No kto by pomyślał...!
Więcej już nie wnikałam w tą bardzo dziwną rozmowę, tylko poszłam dalej i po chwili chyba dotarłam do miejsca centralnie za sceną. Przystanęłam i rozejrzałam się dokładniej. Tutaj ludzi było mnóstwo. Jedni ustawiali coś na scenie, inni kręcili się, szukali jakiś rzeczy, przeglądali mikrofony, sprawdzali głośność i oświetlenie. Byłam pod wielkim podziwem tego wszystkiego.
Nagle usłyszałam głos Liama. Chłopak śpiewał pojedyncze dźwięki do mikrofonu w rytm znajdującej się na scenie perkusji. Liam najwyraźniej też tam musiał być, gdyż kiedy weszłam w głąb pomieszczenia, ujrzałam tylko Louisa. Chłopak uśmiechnął się do mnie i przyłożył sobie palec do ust dając mi tym samym do zrozumienia, żebym była cicho. Pokiwałam głową zgadzając się na jego plany, chociaż w ogóle nie miałam pojęcia, co on chce zrobić. Po chwili chłopak podszedł do urządzenia nagłaśniającego i w momencie, kiedy Liam wyciągał jakąś długą nutę, Louis wyciszył jego mikrofon. Moje usta lekko się rozchyliły w całkowitym niedowierzaniu.
- Louis do jasnej cholery!
Krzyk Liama był niesamowicie przerażający. Po chwili chłopak zszedł ze sceny i rzucił nam całkowicie wkurzone spojrzenie. A Louis naturalnie zaczął się śmiać.
- No i czego się śmiejesz? - warknął Liam – To jest cholernie ważny dzień, i chyba nawet nasz najważniejszy koncert! Mógłbyś oszczędzić sobie żartów i wziąć się porządnie do pracy!
- Oj Li... Wyluzuj. Jak będziesz się stresował, to nic nam nie wyjdzie.
Liam w odpowiedzi tylko zmarszczył brwi, pokręcił głową i ruszył w stronę ludzi zajmujących się koncertem.
- Sama przyjechałaś? - usłyszałam po chwili kierowane do mnie pytanie.
Od razu spojrzałam na Louisa.
- Nie. Harry mnie przywiózł, ale został jeszcze na dworze i robi sobie zdjęcia z fankami.
Chłopak uśmiechnął się do mnie, co od razu odwzajemniłam.
- W ogóle się nie stresujesz? - spytałam widząc jego wszechobecny optymizm.
- Nie.
- Louis...
- Tak, ja wiem... - rzucił zrezygnowany, rozkładając ręce na boki – Ostatni koncert, najważniejszy. Ale chcę wypaść na nim dobrze, chcę żeby było świetnie, nie chcę czuć presji... Do tego muszę się rozluźnić. Potrzebuję odstresowania.
Przekrzywiłam głowę wpatrując się w niego z dziwnym wyrazem twarzy. Starałam się go zrozumieć, ale to nie było takie proste. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, w jakiej oni wszyscy się teraz znaleźli i ewidentne jest, że nigdy się nie znajdę. Mimo to chciałam być dla nich wsparciem, dlatego też pokiwałam powoli głową akceptując tym samym zadowolenie Louisa, co było totalnym przeciwieństwem obecnie zestresowanego Liama. Każdy z nich przeżywał to na zupełnie inny sposób.
- O już jesteście! - usłyszałam na co od razu się odwróciłam.
W naszą stronę szedł wyraźnie zadowolony Niall razem z Kate, którą mocno trzymał za rękę.
- A co ty taki zadowolony? Ciekawą noc miałeś, co nie? - rzucił drwiąco Louis uśmiechając się przy tym głupio.
Niall zmarszczył brwi, a Kate wyraźnie się zaczerwieniła.
- Zamknij się Tommo jeśli nie chcesz oberwać po tej swojej ślicznej buźce. - odpysknął Niall, na co Louis wybuchnął śmiechem.
- Odważny się zrobiłeś.
- Oj przymknij się i lepiej mów, gdzie jest Harry, bo chyba tylko jego tutaj brakuje.
Niall brzmiał nadzwyczaj poważnie, jednak uśmiechał się, przez co Louis tylko śmiał się jeszcze głośniej.
- Zaginął! Fanki go porwały.
Tym razem odezwał się idący w naszą stronę Liam. Humor mu się chyba polepszył, jednak kiedy tylko zobaczył Kate, automatycznie się to zmieniło. Mimo to nawet tego nie skomentował.
- Stary idź się przebrać. Niedługo zaczynamy. - rzucił patrząc na Nialla.
Blondyn tylko pokiwał głową i całując Kate w czubek głowy szybko pobiegł w stronę jakiegoś pomieszczenia. Przeniosłam wzrok na Louisa.
- Eleanor będzie? - spytałam, a on zamrugał szybko powiekami.
- Raczej nie. Ma dzisiaj jakieś egzaminy czy coś podobnego. Nawet nie wiem. - powiedział.
Po tym zaczęłam wnioskować, że coś poszło nie tak, a oni znowu się pokłócili. Chociaż miałam nadzieję, że jednak nie. O Danielle natomiast nawet nie było się co pytać. Liam cały czas chodził nabuzowany, praktycznie w ogóle się nie uśmiechał. A jej nie było...
Po chwili pojawił się też Harry. Naturalnie chciał się zatrzymać, żeby porozmawiać, ale Louis od razu zaciągnął go do przebieralni, przez co zostałam sama z Kate. Nie rozmawiałam z nią. Nie wiem z czego to wynikało. Może z naszej słabej znajomości, albo powagi sytuacji... Nie wiem. W sumie to i mało kto z nas wiedział o niej cokolwiek więcej, prócz Nialla. Dziewczyna tylko z nim spędzała czas, z nami wcale. Było to niemniej dziwne, jednak nie wnikałam w to. Bardziej starałam się skupić na oprawie dzisiejszego dnia.
Kilkanaście minut przed rozpoczęciem koncertu chłopaki kręcili się w kółko. Widać było, że teraz dopiero zaczyna do nich to wszystko docierać, a stres bierze nad wszystkim górę. Dopiero po chwili Niall zatrzymał się i odezwał dość poważnie:
- Którą piosenką zaczynamy?
Chłopaki przystanęli i spojrzeli na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
- W sumie to... - Harry zaczął, jednak urwał i spojrzał błagalnym wzrokiem na Liama.
Liam podrapał się w tył głowy i spojrzał na Louisa.
- Nie mam pojęcia. - powiedział w końcu rozkładając przy tym ręce na boki.
Louis westchnął głośno.
- Zostało nam niecałe dziesięć minut, a my nie mamy przygotowanego repertuaru? - spytał zrezygnowany.
Pozostała trójka w jednej chwili spojrzała na siebie i pokręciła przecząco głową. Louis ponownie westchnął.
- Świetnie. - rzucił.
- Spokojnie... Coś wymyślimy... - odezwał się Harry, jednak z tonu jego głosu wnioskowałam, że chyba sam ledwo w to wierzy.
Ostatnie minuty spędzili w ciszy. Nie mieli nic przygotowanego. Szli na żywioł. Podziwiałam ich za to. Naprawdę.
Przez cały ten czas siedziałam na wolnym krzesełku za sceną i wpatrywałam się w chłopaków. Po drugiej stronie, na samym końcu zobaczyłam Paula. Stał z założonymi rękami i wszystko dokładnie obserwował omawiając przy tym wszystkie szczegóły z jakimiś ludźmi.
- Trzy minuty! - ktoś nagle krzyknął.
- Kurwa... - wyrwało się Niallowi.
Automatycznie spojrzałam na nich. Przybliżyli się do siebie. Byli już totalnie zestresowani. Przełknęłam głośno ślinę. Ich stres przerzucał się na mnie. Ja sama bałam się, jak to wszystko wypadnie.
- Dwie minuty!
Głos ponownie dobiegł do naszych uszu. Louis wkładał już słuchawki, a Liam zaczął kręcić się w kółko.
- Minuta! Gasimy światła, puszczamy intro!
W tym momencie wszyscy się rozproszyli, jednak nagle raptownie przystanęli.
- Stop! Nic nie róbcie! - głos Harry'ego rozszedł się po całym pomieszczeniu.
Ludzie zgłupieli wpatrując się bez celu w Harry'ego. Nawet Liam, Niall i Louis spojrzeli na niego dziwnie.
- To ostatni raz. Zróbmy to inaczej...
- Harry... Nie mamy czasu na zmiany... - zauważył Liam.
- A mamy coś w ogóle przygotowane? Nie. Więc bądź cicho.
Mówiąc to wystawił swoją dłoń do przodu.
- Damy radę? - spytał.
Nastąpiła chwila zawahania, jednak po chwili na jego dłoni pojawiła się dłoń Liama, a za nim Louisa i Nialla.
- Damy. - odpowiedzieli z uśmiechem na twarzy.
Po chwili całą czwórką tkwili w mocnym i szczerym uścisku.
- Dwadzieścia sekund!
Ponowny głos tej osoby wyrwał mnie z transu. Zamrugałam szybko powiekami i prostując się na krześle, spojrzałam w bok na arenę. Światła raptownie zgasły, a po sali przeszedł szmer. Fani ewidentnie byli zdezorientowani, bo nic się nie działo.
- Mikrofon! Dajcie mi mikrofon! - krzyk Harry'ego rozszedł się po całym pomieszczeniu.
Sekundę potem podbiegła do nich jakaś kobieta wręczając zagubione urządzenia. Wszyscy byli tak przejęci, że zapominali już o najważniejszych rzeczach.
- Zaczynamy! Pamiętajcie... Musicie pokierować band, bo oni nie wiedzą co mają grać.
Jakiś facet tłumaczył to chłopakom, a oni tylko kiwali głowami ze zrozumieniem. Ale po chwili nie było słychać już nic. Wszędzie nastała cisza. To było wręcz przerażające.
Skupiłam swój wzrok na chłopakach. Stali w bezruchu, jednak Harry... Widziałam, jak powoli unosi mikrofon do ust, a po chwili...
- That's what makes you beautiful...
Po całej sali echem rozszedł się jego głos. To jedno wyśpiewane przez niego zdanie doprowadziło do pisku, krzyku i płaczu na sali. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się czegoś takiego.
- Eeej... Przecież mieliśmy tym zakończyć... - odezwał się Louis.
- Oj zamknij się. - powiedział Liam.
I w tym momencie co całej sali rozszedł się śmiech Nialla. Chłopak wybuchając śmiechem przez przypadek przystawił sobie mikrofon do ust. Jednak wszystko wyszło tak naturalnie, że aż popchnęło całość do przodu. Światła zaczęły migać po scenie, zimne ognie wystrzeliły w powietrze i automatycznie z tym dało się słyszeć początkowe nuty ich pierwszego singla. Muzyka idealnie wprowadziła rytm, i po chwili wszyscy mogli już usłyszeć, a co najlepsze, ujrzeć Liama. Za nim wbiegli na scenę Niall z Louisem, a Harry zatrzymał się na chwilę i spojrzał na mnie. Utkwiłam w nim swój wzrok, a on puszczając mi oczko, uśmiechnął się szeroko i rozpoczynając swoją solówkę, pobiegł na scenę.
W pewnym momencie wyszłam trochę do przodu. Stałam wokół ochroniarzy w bezpiecznej odległości od wszystkich i dokładnie obserwowałam wyczyny chłopaków. Już w drodze samochodem umówiłam się z Harrym, że nie pójdę na trybuny. Było tam specjalnie oddzielone miejsce dla przyjaciół, rodziny i innych ważnych osób dla nich, jednak ja nie chciałam tam iść. Wolałam zostać tutaj, na dole. Z tego co wiem, to Kate skorzystała z tego przywileju.
Po godzinie śpiewania i krótkich rozmów z fanami, chłopaki zdecydowali się w końcu przemówić przez o wiele dłuższy moment.
- Myślę... - zaczął Liam – Myślę, że to już najwyższy czas, żeby wam o czymś powiedzieć. Dobrze wiecie, że teraz, w tym momencie gramy dla was po raz ostatni jako One Direction. Wydaje nam się, że mimo wszystko powinniście poznać powody tego, dlaczego odchodzimy.
- Ale zanim... - wtrącił się Harry.
- Zaśpiewamy „Moments”. - dodał Louis – Jest to dość trudna sytuacja dla nas wszystkich, a ta piosenka... Myślę, że pozwoli nam bardziej oddać powagę tego, co tutaj się dzieje.
Po tych słowach chłopaki zaczęli cofać się do tyłu. Stało tam pięć stojaków. Ten pośrodku był pusty. Widniał na nim mikrofon, jednak jego właściciela nie było. Zayn zrezygnował. Po prostu się poddał.
Chłopaki z niczym się się spieszyli. Powoli szli i zajmowali swoje miejsca. Dlatego już wiedziałam, czemu wybrali do zaśpiewania akurat „Moments”. Zayn uwielbiał tę piosenkę. Chcieli poprzez ten utwór i ten pusty mikrofon zaznaczyć jego obecność, a potem o wszystkim powiedzieć fanom. Miałam łzy w oczach. Naprawdę... Żeby nie było tego widać, szybko wycofałam się za scenę. Pierwsze nuty utworu dotarły do moich uszu, a ja usłyszałam krzyk.
- Gdzie ona jest do jasnej cholery?!
Znałam ten głos. Bez zastanawiania się weszłam dalej w głąb pomieszczenia.
- Zayn?!


_________________________________________________________